Kujawsko-Pomorskie
Towarzystwo Genealogiczne

Zostałam poproszona o napisanie artykułu do Rocznika WTG „Gniazdo”. Cóż,  zaszczyt to i swoista nobilitacja. Od kilku lat genealogiczny światek zaczytuje się artykułami zamieszczanymi w „Roczniku”. Ja również. I nagle mam napisać: temat i objętość do wyboru… Już w szkole rzadko wybierałam tematy tak zwane wolne, zdecydowanie wolałam te narzucone, określone ramami, obwarowane regułami i zasadami. A teraz? Powoli, powoli… Temat powinien być związany z genealogią, bo jeżeli coś powstanie i zostanie wydrukowane, to właśnie przede wszystkim genealodzy czytać to będą.             Historia rodzinna byłaby najprostsza, tylko już chociażby przez grzeczność nie wypada pisać w wielkopolskim periodyku o Podlasiu, uroczym skądinąd i mało znanym zakątku naszego kraju. A stamtąd wywodzę się ja i znamienita większość moich przodków po mieczu. Ci po kądzieli żyli jeszcze dalej na wschód, na terenach dzisiejszej Białorusi. Zdecydowanie nie wypada. O swoich początkach już opowiadałam w blogach na GeneBase, w wywiadach, wspomnieniach… kto chciał, ten przeczytał… I wystarczy. O poszukiwaniach? Nie odstają one znowu tak bardzo od innych, opisanych na blogach genealogicznych przez wielu moich znakomitych gen-znajomych i gen-przyjaciół. O sobie? Nudne.             Powoli, powoli… Kojarzona jestem w polskich genealogicznych kręgach z nazwiskami oraz ich etymologią. No to może nie odbiegajmy za bardzo od wyobrażeń innych o nas i piszmy o tym, czego się po nas spodziewają? Tak, będzie o nazwiskach. Nowak, Kowalski, Wiśniewski…

Nowak, Kowalski, Wiśniewski…czyli o doświadczeniach w pracy z nazwiskamiZostałam poproszona o napisanie artykułu do Rocznika WTG „Gniazdo”. Cóż,  zaszczyt to i swoista nobilitacja. Od kilku lat genealogiczny światek zaczytuje się artykułami zamieszczanymi w „Roczniku”. Ja również. I nagle mam napisać: temat i objętość do wyboru… Już w szkole rzadko wybierałam tematy tak zwane wolne, zdecydowanie wolałam te narzucone, określone ramami, obwarowane regułami i zasadami. A teraz? Powoli, powoli… Temat powinien być związany z genealogią, bo jeżeli coś powstanie i zostanie wydrukowane, to właśnie przede wszystkim genealodzy czytać to będą.             Historia rodzinna byłaby najprostsza, tylko już chociażby przez grzeczność nie wypada pisać w wielkopolskim periodyku o Podlasiu, uroczym skądinąd i mało znanym zakątku naszego kraju. A stamtąd wywodzę się ja i znamienita większość moich przodków po mieczu. Ci po kądzieli żyli jeszcze dalej na wschód, na terenach dzisiejszej Białorusi. Zdecydowanie nie wypada. O swoich początkach już opowiadałam w blogach na GeneBase, w wywiadach, wspomnieniach… kto chciał, ten przeczytał… I wystarczy. O poszukiwaniach? Nie odstają one znowu tak bardzo od innych, opisanych na blogach genealogicznych przez wielu moich znakomitych gen-znajomych i gen-przyjaciół. O sobie? Nudne.             Powoli, powoli… Kojarzona jestem w polskich genealogicznych kręgach z nazwiskami oraz ich etymologią. No to może nie odbiegajmy za bardzo od wyobrażeń innych o nas i piszmy o tym, czego się po nas spodziewają? Tak, będzie o nazwiskach. Nowak, Kowalski, Wiśniewski…             Nazwiskiem zainteresowałam się głębiej w momencie, gdy na kartce papieru narysowałam swoje pierwsze drzewko genealogiczne i zobaczyłam jak bardzo ta nazwa osobowa wyróżnia poszczególnych ludzi. Niby jedna rodzina, czasem nawet wspólny dziad czy pradziad, a nazwisk tyle… Wtedy po raz pierwszy pomyślałam, jak ważne jest dla człowieka to, jak się nazywa. Oczywiście moje nazwiska były dla mnie najpiękniejsze i najważniejsze. Jak każdy chyba, byłam z nich dumna. I od tej pory już nigdy nie powiedziałam: - „Hihi, ale to śmieszne. Jak można nosić takie nazwisko?” Można, i można się tym szczycić, pamiętając, że nie nazwisko zdobi człowieka, ale człowiek – nazwisko. I to było moje pierwsze doświadczenie.Potem, co też chyba nie jest ewenementem, zadałam sobie pytanie: -„Co znaczy moje nazwisko?” Dziś już wiem, że nazwiska nie mają żadnego znaczenia ponad określanie tożsamości człowieka i znaczą tylko tyle, ile litery składające się na nie. Nie tylko nie mają żadnego znaczenia, ale i o niczym nie świadczą. Można co najwyżej mówić o pochodzeniu nazwiska w sensie etymologicznym, a i to zwykle tylko z pewnym prawdopodobieństwem, wskazując na różne możliwości. Nie pytajmy zatem „Jakie jest znaczenie nazwiska?", a co najwyżej „Jakie jest pochodzenie nazwiska?". Mając na myśli pochodzenie nazwiska możemy powiedzieć, że myślimy tutaj o jego genealogii. W istocie zaś genealogia nazwiska to jego etymologia. I to było moje doświadczenie numer 2.  Odnalazłam oczywiście etymologię interesujących mnie nazwisk, ale na tym nie poprzestałam. Problematyka nazw osobowych stała się moją kolejną pasją i rozwija się prężnie obok genealogii rodzinnej, wcale się z nią nie kłócąc.  Czymże więc jest nazwisko? Do szukania odpowiedzi na to pytanie zmusiły mnie dociekania ciekawskich internautów, takich, którzy nie znikają bez śladu otrzymawszy odpowiedź dotyczącą z reguły etymologii nazwiska, a których mój dobry znajomy nazywa „genealogami dnia jednego”[1], takich, którzy chcą wiedzieć. Dla nich wertowałam więc różne mądre książki, pomagałam przygotowywać młodzieży prezentacje maturalne i prace licencjackie, czytałam to, co pisali bardziej doświadczeni i wybrałam coś, co mnie przekonuje. Dziś, na „Spotkaniach nazwisk” przygotowywanych na cykliczne, otwarte zebrania Kujawsko-Pomorskiego Towarzystwa Genealogicznego, prezentuję następujące definicje:Nazwisko – jako odrębna jednostka językowa i historyczna (prawna) – to obowiązkowa nazwa osobowa, dziedziczna i niezmienna w swej formie słowotwórczej, fonetycznej i graficznej.” [2]Nazwisko w odczuciu językowym – to dziedziczne określenie człowieka, które przechodzi z ojca, rzadziej z matki, na dziecko, z męża na żonę, którym interesują się w specyficzny sposób instytucje społeczne i państwowe. Towarzyszy nam przez całe życie i pozostaje po nas na znak tego, że byliśmy.” [3]Dzisiaj już nie boję się udzielać odpowiedzi na pytanie: „Czym jest nazwisko?” Praca na forach genealogicznych uświadomiła mi, że pewne rzeczy powinnam wiedzieć, a pewnych nie powinnam unikać. I to jest moje trzecie doświadczenie. Dzięki przyjaciołom zdobyłam trudno dostępne pozycje etymologiczne. Były to oczywiście słowniki profesora Kazimierza Rymuta: "Nazwiska Polaków. Słownik historyczno - etymologiczny", Instytut Języka Polskiego PAN, Kraków 1999, tom I (A-K) i  "Nazwiska Polaków. Słownik historyczno - etymologiczny",Wydawnictwo Naukowe DWN, Kraków 2001, tom II (L-Ż). To była podstawa. Z takim nieprzygotowaniem udzielałam pomocy innym… Dziś moja biblioteczka genealogiczna, a także etymologiczna są znacznie bogatsze, a ja jestem ciut bardziej doświadczona i ciut mądrzejsza niż pięć lat temu. Przetrwałam wiele ataków na rymutowską etymologię, na jego „przestarzałe wywody”, „nieaktualność, nietrafność etymologii”, „liczne błędy” i tym podobne zarzuty, często bardziej niewybredne. Ale dzisiaj, bogatsza o pięć lat życia, o naście przeczytanych pozycji, o tysiące udzielonych odpowiedzi i setki maili wymienionych z respondentami, z całą stanowczością piszę: Rymut ma rację. I to jest moje kolejne ważne doświadczenie, które daje mi pewność, że odpowiedź, której udzielam jest właściwa, chociaż wciąż jedna z kilku możliwych. Mając tę pewność, wiedząc gdzie szukać i jak pomóc nadal codziennie otwieram laptopa i przebiegam fora genealogiczne. Nie zdarza mi się świadomie zostawić pytania, na które mogę odpowiedzieć, bez echa. Nie wdaję się jedynie w dyskusje, które podważają zdanie Rymuta, sugerując tureckie, francuskie, włoskie lub jeszcze bardziej egzotyczne pochodzenie ewidentnie polskiego nazwiska. Uśmiecham się i myślę sobie: ”Powrócisz tu”. Ten luz i spokój to też wynik doświadczenia. I jeszcze to, by nie lekceważyć nikogo, bo nigdy nie ma się pewności, kto siedzi z drugiej strony ekranu: dyslektyk czy obcokrajowiec pisze „Z gury dziękuję”. Grzeczność nigdy mnie nie zawiodła i nigdy jej za wiele.W genealogii własnej rodziny dużą wagę przywiązuję do nazwisk rodowych, zwłaszcza kobiet. Metryczka, nawet najbarwniej udokumentowanego życia przodkini, pozbawiona jej nazwiska panieńskiego jest dla mnie niepełna. I tu się zgadzam z Melchiorem Wańkowiczem, choć może nie aż tak, że „Nie podam ręki nikomu…”. Jedna z moich prababć też wciąż czeka, aż odnajdę jej nazwisko z domu wyniesione. Okrutnie mi żal archaicznych form nazwisk żeńskich córek zakończonych na –ówna, -anka, -ska czy –a. I zdradzę w sekrecie, że w moim drzewku w programie Ahnenblatt, który bazuje na nazwiskach rodowych, najukochańsza przodkini figuruje jako X-ówna, zupełnie zresztą zgodnie z jej pierwszym dowodem tożsamości…             A tytuł?  Nowak, Kowalski, Wiśniewski – to trzy w kolejności najpopularniejsze polskie nazwiska, które noszą tysiące naszych dumnych z nich rodaków…  



[1] Autor określenia: Janusz Stankiewicz

[2] Józef Bubak, Proces kształtowania się polskiego nazwiska mieszczańskiego i chłopskiego, Kraków 1986, s. 24; Stefan Grzybowski, Nazwisko i jego stałość jako elementy identyfikacji osoby w dawnym prawie polskim, [w:] Onomastica III, s. 485-514.

[3] Za: Kazimierz Rymut, Nazwisko jako element języka, [w:] Kazimierz Rymut, Nazwiska Polaków. Słownik historyczno - etymologiczny, Instytut Języka Polskiego PAN, Kraków 1999, s. IX.