Kujawsko-Pomorskie
Towarzystwo Genealogiczne

Gdy śmierć nadchodzi...

Wspomnienie dziesiąte, marzec 1972

Ewa jest już w trzeciej klasie ogólniaka. Właśnie wybiera sobie zajęcia fakultatywne. Od zawsze chce być lekarzem, więc problemu nie ma: biol – chem. Zwłaszcza, że i profil klasy jest taki, no i łacina…

A że matematyki trochę więcej… Dziadek już wie. Zawsze wie pierwszy. Tylko on ostatnio jakoś dziwnie nieobecny, milczący. Tylko głową kiwa.

Ewa pamięta ten dzień, gdy dowiedziała się od Wali, że Dziadek jest w szpitalu… że w nocy… że pogotowie… że w ‘Gigancie’ leży… I już po lekcjach odwiedza go. Dziwnie Dziadziuś wygląda w szpitalnej piżamie. Jakiś mniejszy, szczuplejszy. I oczy ma zapadnięte. I sińce pod nimi. Kroplówka go przeraża. Wzrok ma utkwiony w wiszący woreczek, jakby spływające do jego ciała przez rurkę krople liczył. Rodzice rozmawiają z lekarzem prowadzącym. A Ewa siedzi na brzegu łóżka i opowiada: zima się kończy… jeszcze trochę… i Wielkanoc niedługo… niechby się już uśmiechnął. Nie klei się jej ten monolog. Następnego dnia też nie, i potem też… Tylko przynosi i wynosi to, co Mama przygotowuje.

Któregoś dnia Dziadek się wreszcie uśmiecha. Siada sam, poduszkę sobie poprawia, zjada kawałek ciasta, herbatą szpitalną popija. Po chwili mówi:

       
- Ewunia, obiecaj mi, że na medycynę nie będziesz zdawać. Ty za delikatna jesteś, za krucha, za wrażliwa. A tu tyle bólu, cierpienia, rozpaczy tyle… Lepiej za chorych się módl…

I koniec. Opada na poduszkę i wlepia oczy w jakiś punkt na suficie. A Ewa całuje go w szorstki policzek i wychodzi. Bez słowa.

Mija kilka dni. Ewa przenosi papiery na fakultet humanistyczny. Co dzień jest w szpitalu, co dzień opowiada Dziadkowi o szkole, o koleżance, która złamała rękę, o swoich planach, o tym, że niedługo na plebanię wrócą … A Dziadziuś tylko głową kiwa i uśmiecha się leciutko, prawie niedostrzegalnie. A Ewa zapamiętuje ten uśmiech i niesie go ze sobą do domu. Wierzy, że jest lepiej.
Ale nie jest. Tylko z Ewą nikt o tym nie rozmawia. Dopiero ta pani, przez telefon:

- Z kim rozmawiam?

- Nie, nie ma…  16… prawie…

- Włodzimierz Żuk nie żyje… zmarł… o godzinie… Bardzo mi przykro…

Trzask słuchawki po tamtej stronie. A z tej… Ewa czuje, jak jej krew z głowy odpływa w dół, w dół… Automatycznie wykręca numer do Taty. On będzie wiedział, co robić. A ona odkłada delikatnie słuchawkę, siada na tapczanie i patrzy w okno. I nie wierzy. Po policzkach płyną jej łzy… ostatnie na długo…

Rodzice wracają znużeni trudami dnia. Mama bez słowa wysypuje na kuchenny stół garść kolorowych tabletek… potem drugą… z obu kieszeni dziadkowego szlafroka. Jej oczy napełniają się łzami:

- Tata nie umie łykać… nie umiał…

I jeszcze skrawek papieru z ostatnimi słowami napisanymi kształtnym pismem, drżącą ręką:
"Молитесь за меня дорогие мои. Молитесь "…