Kujawsko-Pomorskie
Towarzystwo Genealogiczne

Przewinienie Ewy

Wspomnienie ósme, lata sześćdziesiąte

Ewa wciąż wraca na plebanię Dziadka. Często przyjeżdża tu z książkami i uczy się w zaciszu ‘chłodnego pokoiku’, gdzie wciąż pachnie jabłkami i gdzie wstawiono małe biureczko. Albo wygląda przez okno, patrzy na jesienny sad, rozmyśla…

Modli się w cerkwi pod wezwaniem Podwyższenia Krzyża Świętego w Fastach i tu słucha ‘dziadkowych’ nauk. Wraca do tej świątyni, w której została ochrzczona i bezpośrednio po chrzcie bierzmowana, w której przyjęła pierwszą komunię świętą pod dwiema postaciami: chleba i wina, tak dawno, że już tego nie pamięta, w której nauczyła się żegnać: prawą dłonią, której trzy złączone palce (kciuk, wskazujący i środkowy) symbolizują Boga Ojca, Boga Syna i Ducha Świętego w jednej osobie (Św. Trójcę); dwa pozostałe palce (serdeczny i mały), zginając i przyciskając do wnętrza dłoni, co przypomina o podwójnej naturze Boga: ludzkiej i boskiej, w której rozmawia z Bogiem i którą tak dobrze zna.

Zna? A przecież nigdy nie widziała ikonostasu … Nigdy nie była za Carskimi Wrotami, tam, gdzie znika Dziadek ze złotym kielichem po odprawieniu liturgii … Podobno piękny jest i bogaty jest fastowski ikonostas… Ewa zaczyna pytać o niego, ale jakoś nikt nie potrafi odpowiedzieć na jej pytania… ( Igor uśmiecha się złośliwie… Pewnie tam był…) Tylko Dziadek mówi, że wierni nie mogą go oglądać...,  że tylko duchowni… i, że nie wolno…

A w głowie Ewy już lęgnie się plan: a gdyby tak… tylko ten jeden, jedyny raz… I już o niczym innym nie myśli. Czeka na okazję.

Nikogo z rodziny nie dziwi, że Ewa nie opuszcza żadnej liturgii, że chodzi za Dziadkiem jak cień. Dziewczynka ma wyrzuty sumienia, że oszukuje, że knuje, że nie może skupić się na modlitwie, ale ciekawość jest silniejsza. Po którejś z wieczerni Dziadek wchodzi z jakimś człowiekiem do kancelarii. W cerkwi już nikogo nie ma… Ewa przemyka się bocznym wejściem tam, gdzie ‘nie wolno’ ( nie ma odwagi przejść przez Carskie Wrota )…  Staje jak wryta: jak tu pięknie. Złoty kielich ( z bliska widać, jak bogato rzeźbiony ), wielka księga ze złoconymi kartkami, złota stuła zwisająca ze złoconego fotelika… Wszystko złote… Ale to Ewę nie dziwi: złoto symbolizuje świętość, oddanie czci, nieśmiertelność, Bożą chwałę. Podnosi głowę: ikony, skupione blisko siebie, piękne… Ewa chce podejść bliżej, przyjrzeć się im, tylko chwilę jeszcze tu zostanie, gdy nagle słyszy głos Dziadka wołający jej imię cicho i z wyrzutem, i z rozczarowaniem jakby: - Ewunia… A ona spuszcza głowę i idzie za Dziadkiem przez cerkiew, przez wiejską drogę, przez furtkę, przez bzową alejkę, przez ganek, sionkę… Nigdy nie sądziła, że droga z cerkwi na plebanię jest tak długa… Dziadek nic nie mówi, tylko co raz na nią spogląda. A Ewa nawet słowa nie może wydobyć ze ściśniętego gardła. Wchodzą do kuchni… Dziadek myje ręce w blaszanej misce, do której Wala dolewa mu ciepłą wodę. Potem siada przy stole, je kolację, rozmawia z dziećmi. I chyba tylko on zauważa, że Ewa nic nie mówi, nic nie je, że … I tylko on wie, że Ewa tej nocy nie śpi, że rozmyśla i że rozmowy z Bogiem jej się nie kleją…

W niedzielny ranek tą samą długą drogą idą razem do cerkwi. Ewa przystępuje do spowiedzi. I tylko ona i Dziadek wiedzą, jak trudna to była rozmowa i jaką dostała pokutę.