Kujawsko-Pomorskie
Towarzystwo Genealogiczne
Mirek czy Marek
 
Wspomnienie piąte, wiosna 1964

Tę porę roku Ewa lubi najbardziej. Na plebanii Dziadka Włodzimierza wszystko budzi się do życia. Karłowate jabłonki w sadzie kwitną na różowo, krzewy owocowe na biało, zieleni się bujna trawa, a na rabatkach znów pojawiły się babcine kwiatki: nasturcje i nagietki.

Na plebanię przyleciały też bociany. Wysiadują jaja w starym gnieździe na stodole. Klekocą radośnie i latają na żaby na łąkę koło cerkwi. Brodzą w koniczynie w poszukiwaniu łupu. Można je zobaczyć z prawie każdego okna. Lada moment rozwiną się pąki bzu…

Tej wiosny rodzinę o. Włodzimierza czeka kolejna uroczystość – chrzciny brata ciotecznego Ewy. W przeddzień ceremonii dom tętni życiem. Znów cała rodzina jest razem. Ewa nie może się nacieszyć spotkaniem z ciociami, wujkami i kuzynostwem.  Starszy od niej o dziewięć lat Igor – to już młody mężczyzna. Dziś nie opowiada Ewie strasznych historii, nie uczy nowych zabaw, nie zwierza się z najskrytszych tajemnic i nie każe przysięgać, że jak ‘bum- cyk- cyk’ nikomu nie powie, nie biega z nią po łące, sadzie i w ogóle… Przyjechał z narzeczoną. Dziewczynka jest zazdrosna o względy swego towarzysza dzieciństwa, ale udaje, że ją to nic nie obchodzi. Przecież ma nowego braciszka. To nic, że jest malutki i ciągle wrzeszczy. Wyrośnie…

- Ciociu, a jak on będzie miał na imię? – pyta.

- Mówimy na niego Mareczek, ale … - zawiesza głos Ciocia.

- Co ‘ale’?

I to koniec rozmowy. Obie biegną do krzyczącego becika.

Wieczorem Ewa siada do kolacji z rodziną. Z rozmowy dorosłych dowiaduje się, że prawosławnym kalendarzu nie ma imienia Marek i że Dziadziuś nada swemu kolejnemu wnukowi imię Mirosław.

Chrzest jest skromny. Tylko rodzina i chrzestni. Mirek – Marek w strojnym beciku i koronkowej czapeczce wyglądałby jak lalka. Ale nie wygląda, bo wciąż płacze. W cerkwi też. A Dziadek w odświętnej szacie tak pięknie mówi, że ‘chrzest jest sakramentem ustanowionym przez Jezusa Chrystusa, w którym umiera „stary” człowiek dla życia grzesznego i cielesnego, a rodzi się nowy dla życia duchowego i świętego. I że to„kąpiel wieczności”, wejście do Królestwa - Kościoła i odnowienie obrazu Boga, przywrócenie stanu naturalnego’. I zanurza Mirka – Marka trzykrotnie w wodzie dla podkreślenia ‘uczestnictwa w śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa’, mówiąc: - ‘Chrzci cię sługa Boży Włodzimierz w imię Ojca i Syna i Świętego ducha’. A chłopiec drze się… Nie wie, że ‘chrzest daje ludziom dostęp do nowego nieśmiertelnego życia, jest obrazem przyszłego zmartwychwstania i obietnicą większych i doskonalszych darów’. Ale dlaczego ciocia też płacze? Ponieważ chrzest jest niezbędny, aby otrzymać zbawienie, w Kościele prawosławnym chrzci się dzieci powołując się na słowa Pana: „dopuśćcie dziatkom przychodzić do mnie”, i na praktykę apostołów, którzy „chrzcili domy i całe rodziny”. Potem wiarę w imieniu dziecka wyznają rodzice chrzestni i cała rodzina i zobowiązują się nauczyć je wiary i w niej wychować. Rozlegają się głosy zebranych: ’Wieruju wo jedinogo Boga Otca, sodzierżiitiela tworca…, wieruju…  wieruju… Amin.’

Po chrzcie wszyscy zasiadają do uroczystego obiadu przygotowanego przez Walę. Mirek – Marek wreszcie zasnął. Igor z narzeczoną wybierają się na spacer. A Ewa przez chwilę czuje się osamotniona. Przytula się do Dziadka, a on jej szepce do ucha:

- Bóg nie chce, byś się smuciła, Ewuniu. Nazbieraj tych żółtych kwiatków. Zaniesiemy Babci…


Dla dociekliwych
 
Po opublikowaniu kilku pierwszych wspomnień Ewa dostaje sporo maili i zapytań na PM dotyczących tradycji prawosławnych i nie tylko. To sympatyczne. I choć Ewa nie jest ekspertem w tej dziedzinie, na niektóre spróbuje odpowiedzieć. Może od początku:

Co to jest prastwora?

Przede wszystkim we 'Wspomnieniu' Ewa zniekształciła nazwę prosfora na prastwora, bo tak jako dziecko ją nazywała. I wcale się nie dziwi, że nikt tego nie zauważył;)

Prosfora to  odpowiednik opłatka  w tradycji katolickiej. Prosfora (z greckiego: ofiara) to przaśny chleb używany w Kościele wschodnim do konsekracji i komunii. Ich wypiekiem zajmują się siostry zakonne i żony prawosławnych duchownych, a wierni biorą je z cerkwi na specjalne okazje, np. na Święta Bożego Narodzenia. W przepisie na prosforę znajdują się: woda, mąka i drożdże. Jak wyjaśniają duchowni, w Kościele zachodnim używa się chleba przaśnego, nie wyrośniętego, zaś we wschodnim - wyrośniętego. Prosfora składa się z dwóch sklejonych ze sobą krążków ozdobionych symbolem krzyża. Spożywa się ją, tak jak oplatek, po połamaniu na mniejsze kawałki.

Wieczernia - to msza wieczorna; najuroczystsza w soboty i święta, na przykład w wieczór wigilijny.

'Księga Boża' - to własna nazwa Ewy nadana Biblii dla dzieci w 50 kartonowych obrazach formatu A- 4. Zawierała duże ilustracje przedstawiające sceny z Pisma Świętego ( od Adama i Ewy po Zmartwychwstanie Chrystusa ). Ewa jej nie posiada. Księga ta była własnością parafii ( i na plebanii po śmierci Dziadka pozostala ).

Panichida - msza żałobna; też w intencji zmarłego.

Pogrzeb prawosławny - będzie opisany. Tak, trumna ze zwłokami zmarłego pozostaje otwarta podczas całej mszy, podczas której rodzina może pożegnać się z nim. Trumna zostaje zamknięta wchwili wyprowadzania jej z cerkwi.

Dziadkowie Ewy byli Polakami. Na plebanii mówiło się po rosyjsku, ponieważ pochodzili ze Świsłoczy. Do Polski przyjechali w 1919 roku. Wcześniej bywał tu Dziadek, który studiował w Prawosławnym Seminarium Duchownym w W. Oboje biegle mówili po polsku. Ewa i jej starszy kuzyn Igor byli dwujęzyczni. Młodsze kuzynostwo już nie. Na plebanię wraz zpojawianiem się kolejnych dzieci - wnuków o. Włodzimierza wkroczył język polski.

Ślub cerkiewny trwał od 1,5 do 2 godzin, w zależności od ilości 'wejść' chóru.

Chór śpewa a' capella. W cerkwi nie ma organów.

Msze odprawiane są w języku staro - cerkiewno - słowiańskim. W tym też języku modlą się wierni.
Kalendarz cerkiewny jest kalendarzem juliańskim, zawiera imiona pochodzenia biblijnego ( hebrajskiego ) i greckiego.

Ciąg dalszy może nastąpi...