Kujawsko-Pomorskie
Towarzystwo Genealogiczne

Ślub Cioci Gali
 
Wspomnienie czwarte, luty 1962

Ewa już chodzi do szkoły. Teraz przyjeżdża do Dziadka coraz bardziej obładowana. Wozi do pokazania zeszyty z piątkami, rysunki i drobne podarunki: a to ludziki z kasztanów i żołędzi, a to zakładki do książek…

Teraz wiezie bałwana z waty i bardzo uważa, by się nie pogniótł, albo, co gorsza nie zgubił wielkiego czerwonego nosa lub miotły. A Dziadek się cieszy. Naprawdę…

Dziś na plebanii ruch i gwar. Cała rodzina się zjechała. Ciocia Gala bardzo podniecona i trochę zdenerwowana, zerka co i raz w stronę okna. Wreszcie się uśmiecha. Pod furtkę zajeżdża taksówka, a z niej wysiada pan Anatol. ‘To będzie mój wujek’- myśli Ewa, patrząc jak nieśmiało pulchny brunet całuje wyciągnięta dłoń Cioci. Powitania, prezentacje… Dorośli siadają przy kuchennym stole i z ożywieniem rozmawiają o jutrzejszym dniu. Ewa przykuca na wysokim progu i zamyśla się…

‘Od jutra Ciocia przestanie być starą panną. I będzie się inaczej nazywać. I imię też zmieni. Starający się już teraz mówi do niej: - Halinko. Nooo, może być…’
                                                                  
Niedzielne przedpołudnie dłuży się Ewie niemiłosiernie. Wszyscy czymś zajęci, ciągle czegoś lub kogoś szukają. Nikt nie zwraca na nią uwagi. Dziewczynka postanawia zajrzeć do ‘zimnego pokoiku’, gdzie z pewnością nikogo nie będzie. Tam spokojnie sobie poczyta. ‘Ciekawe, czy bliźniaczkom Ani i Mani uda się pogodzić rodziców?- myśli patrząc na okładkę nowej książki. Mija jeden pokój, drugi i cichutko otwiera drzwi kolejnego. Chłodno tu. Ale tak ma być, by owoce jak najdłużej przetrwały. Podnosi ze stosu błyszczących jabłek najczerwieńsze i już ma je ugryźć, gdy słyszy odgłos kroków: stuk- puk, stuk – puk. ‘To te nowe szpilki Mamy. Ależ z niej elegantka. I u fryzjera znowu była…’ Mama jest trochę zdenerwowana:

- Wiedziałam, że tu jesteś. No proszę: nie umyta, nie ubrana…

I zaczyna się: mycie w dużej blaszanej misce, wkładanie białych pończoch, co wiecznie ‘rolują się’ na kolanach i tych okropnych różowych gaci. Protesty Ewy na nic się zdają. I jeszcze ta różowa sukienka! I wstążka! Mama szarpie grzebieniem jej gęste wijące się włosy. Wreszcie koniec.

- No teraz jakoś wyglądasz! – Mama patrzy na Ewę krytycznie. ( ‘Jakoś’ brzmi w jej ustach jak komplement ).
Matka i córka uśmiechają się do siebie i idą do tajemniczego pokoju. Ciocia Gala w długiej białej sukni przegląda się w trzech lustrach toaletki. Warkocz ma owinięty wokół głowy, a we włosy wpięty długaśny welon.

- Piękna jesteś ciociu – woła z zachwytem Ewa.

- Naprawdę? – twarz cioci zmienia kolor i jest taka jak koniczyna na łące za cerkwią.

Pan Młody stoi w sionce. Wygląda jak pingwin, przestępuje z nogi na nogę i też się rumieni.

I już wszyscy się zbierają wokół oblubieńców. Wchodzi Dziadek z najstarszą córką, Ciocią W. Udzielają błogosławieństwa Młodej Parze, która klęka i całuje ciężki złoty krzyż.

Dziadek oddala się, wszyscy zaczynają szukać swych okryć. Tata pomaga Ewie dopiąć ‘królicze futerko’ i zawiązać buciki. Panie szukają pośpiesznie czegoś do przykrycia głowy. Tylko Mama jest gotowa: w śmiesznym kapelusiku, ciemnym futerku i wysokich szpilkach wygląda naprawdę pięknie. Tatuś też jest przystojny i najwyższy ze wszystkich mężczyzn. Jako świadek będzie trzymał koronę nad Ciocią.

I już wychodzą: najpierw Młodzi z czterema świadkami, a potem reszta. Dzieci na końcu…

- A gdzie jest Dziadek? – pyta Ewa. Ale nikt jej nie odpowiada.

Idą do cerkwi. To bliziutko. Trzeba tylko przejść na drugą stronę wiejskiej drogi i już. Ewa ma ochotę poskakać po czarno – białej mozaice przy wejściu. Ale Mama jest czujna. Kładzie jej dłoń na ramieniu. Wchodzą do środka. Ależ ludzi się zjechało z okolicznych wiosek. ‘Wydarzenie, pop córkę żeni’- myśli Ewa. Nagle milkną rozmowy. Wychodzi Dziadek. Pięknie wygląda w tej haftowanej zlotem szacie i wysokiej czapce. Towarzyszą mu czterej duchowni. Wśród nich Wujek E. Cerkiew też wygląda odświętnie. Skąd tyle kwiatów zimą? Są wszędzie dokoła. Chór zaczyna śpiewać i robi się uroczyście. Ewa słucha pięknego głosu jej ulubionej chórzystki, pani Gieni. Tak się zasłuchała…

Ale już Dziadek podchodzi do Młodych i rozpoczynają się zaręczyny. Po chwili chór znów zaczyna śpiewać. Narzeczeni i duchowni przechodzą za Dziadkiem na środek świątyni. Młodzi trzymają w rękach płonące świece połączone białą, wyszywaną zlotem wstęgą ( świece symbolizują światło wiary w zmaganiu z trudami życia, a wstęga – jedność, wspólnotę). Za nimi stoją świadkowie, trzymający korony. ( Dla mężczyzny oznacza to, że jest królem, dla kobiety, że jest królestwem. Role mężczyzny i kobiety w prawosławiu są różne, a życie w małżeństwie jest dążeniem do jedności i pełni człowieczeństwa, bowiem ani mężczyzna nie jest w pełni człowiekiem bez kobiety, ani kobieta nie jest w pełni człowiekiem bez mężczyzny ). Kapłan błogosławi narzeczonych i pali kadzidło.  Przypomina, że małżeństwo jest nierozerwalne, że nie trwa do śmierci, ale także po niej, w wieczności. Chór śpiewa, Dziadek odmawia modlitwę, potem drugą, kolejną… I znów chór… Wreszcie ulubiony moment: koronacja (W prawosławiu to ksiądz bowiem jest szafarzem tego sakramentu i on udziela małżonkom ślubu ). Po odmówieniu modlitwy kapłan zakłada koronę na głowę każdego z narzeczonych, błogosławi im, a następnie trzykrotnie okrąża z nimi ołtarz, na którym leży Biblia i naczynie liturgiczne (w ten sposób symbolicznie pokazuje, że towarzyszy im na drodze życia). I jeszcze trzykrotna wymiana obrączek. Potem Dziadek odczytuje fragment z Pisma Świętego. Znów modli się, chór śpiewa, śpiewa coraz piękniej i wznioślej. A Dziadziuś błogosławi kielich pełen wina i podaje go nowożeńcom. I już…

Po ceremonii Państwo Młodzi pozostają w cerkwi i przyjmują życzenia od członków rodziny i gości ( zgodnie z prawosławną tradycją wszyscy trzykrotnie całują nowożeńców ). I jeszcze na schodach toast za zdrowie młodych małżonków.

- Pięknie było… - wzdycha z zachwytem Ewa.

I biegnie z Igorem, by orszakowi weselnemu otworzyć furtkę.