Kujawsko-Pomorskie
Towarzystwo Genealogiczne
Gdzie jest Babcia?
 
Wspomnienie drugie, lato 1959

Znowu jest lato. Mama ma wakacje. Ewa więcej czasu spędza w Fastach. Lubi tu być. Wczoraj na łące obok cerkwi pojawiły się cygańskie wozy. Parskają wyprzężone konie, płoną ogniska, słychać muzykę.

Ewa ukradkiem wymyka się z domu. Przez drogę obserwuje życie ‘cygańskiej wioski’. Nuci jakąś zasłyszaną melodię, patrzy na kolorowe spódnice kobiet wirujące w tańcu. I … też chciałaby tak… Ale mama jest czujna. Odkąd ciemnookim Andrzejkiem zainteresowały się Cyganki, pilnuje dzieci ze zdwojoną uwagą. I teraz podchodzi, bierze córkę na ręce, przytula i niesie w stronę  domu. Ewa wyrywa się, protestuje…

Niechętnie wraca na plebanię. Smutno tu… Dorośli mają smutne miny, szepczą coś po kątach. A Dziadek? Dziadek ledwie ją zauważa. Zamyka się w swoim pokoju, modli i ma ciągle ‘spocone’ oczy.

W obejściu też dużo się zmieniło. Zniknęły gdzieś kaczuszki. Na rabatce nie ma pomarańczowych kwiatków. I w sadzie jakoś… inaczej… strasznie…

W kuchni króluje obca kobieta. Każe mówić do siebie ‘ciociu’. Robi prastrowy z ciocią Galą.
 
- Gdzie jest babcia? – pyta Ewa.

Prawdziwa ciocia pośpiesznie wychodzi, a ta druga, Wala odwraca się w stronę pieca. Hałasuje fajerkami i bez sensu pyta:

- A może by Ewunia coś zjadła?

Niedawno był obiad. A Ewunia najchętniej nic by nie jadła.

Na plebanii Dziadka Włodzimierza dorośli rozmawiają między sobą po rosyjsku. Ale Ewa już dawno jest dwujęzyczna. I rozumie, i odpowiedzieć potrafi… Teraz to ‘wospalienije liogkich’ nie daje jej spokoju. Znów pyta… Nastroszona Wala odpowiada niechętnie:

- To taka choroba, wie Ewunia, ciężka choroba…

I nagle wszystko staje się jasne. Zasłyszane słowa układają się w całość. Babcia jest chora. Bardzo chora. Babcia jest u aniołków. Babci nie ma.

Ewa już widziała pogrzeb w cerkwi. Dziadek odprawiał specjalną mszę za zmarłego sąsiada, pana Bazylego. Taka msza to panichida. Pośrodku cmentarnej kaplicy stała otwarta trumna. Wokół było pełno kwiatów. I świece się paliły. Ewie też dano jedną do potrzymania. Pan Bazyli leżał w garniturze, a wszyscy podchodzili i żegnali się z nim. A potem …

- Dlaczego nie pożegnałam się z Babcią? – szlocha Ewa.
                                                  
Nazajutrz po śniadaniu Dziadek prowadzi Ewę na cmentarz. To blisko. Trzeba tylko przejść na drugą stronę szosy i już widać na wzgórzu szary mur, a za nim drzewa.
 
- Ewunia, a nazbieraj babci kwiatków.

Przystają przy kaplicy. Dziadek patrzy przed siebie. Po policzkach spływają mu łzy. Ewa podąża za jego wzrokiem. Pod młodym krzewem bzu lastrikowy nagrobek z krzyżem: kreska pionowa, pozioma i ukośna. Na czarnej tabliczce widnieją literki. Dziwne jakieś, nieznane…

- Czytaj dziadku – prosi Ewa.

I Dziadek czyta:

 ОЛЬГА СЕРГЕЕВНА ЖУК

ЖИЛА 58 ЛЕТ

УР. 1900 Г. - ЗМ. 4.02.1958 Г.
 
МИР ПРАХУ ТВОЕМУ

Głos łamie mu się, gdy mówi:

- Tu leży Babcia. Śpi. A jej dusza jest już w Niebie. Pomódlmy się…

I Ewa nie pyta więcej. Już rozumie, co to znaczy śmierć.

Babcia - Matuszka


Babcia Olga krótko gości w życiu Ewy. Zostawia w jej pamięci wspomnienie kilku zaledwie dni, wesołą twarz, kosmyki niesfornych rudawych włosów wymykających się spod chusteczki, paru zapachów i wielu przytulanek, łaskotek i śmieszków, za którymi dziewczynka  tak tęskni.

 Potem dowiedziała się Ewa, że jej babcia nie była zwykłą wiejską kobietą, że kiedyś pracowała w szkole, że uczyła dzieci, że na wielu plebaniach pozostawiła po sobie dobre wspomnienia. Była ‘matuszką’. A to nie znaczy wcale, że tylko żoną popa. Owszem, była zawsze przy nim, pomagała mu i wspierała go. Dbała o sutanny, robiła prastwory, gotowała, szyła, w późniejszych latach prowadziła kancelarię parafialną. Kochała kwiaty, hodowała je i zdobiła nimi dom i cerkiew. Umiała z najskromniejszej roślinności wyczarować bukiety i wieńce godne uznania dostojników cerkiewnych, którzy odwiedzali plebanię ojca Włodzimierza. Grała na mandolinie i często muzykowała wspólnie z mężem. Wszędzie stawała się powiernicą i doradczynią wiejskich kobiet. Zdarzało się jej też odbierać porody. Z pokorą dostosowywała się do wymagań, jakie stawiały jej surowe zwyczaje, prawo i religia. Musiała być wzorem do naśladowania, co nigdy i dla nikogo nie jest łatwe. Wszędzie, gdzie szła za mężem, aklimatyzowała się szybko i zjednywała sobie serca ludzkie. Szybko nauczyła się języka polskiego, by móc łatwiej się z nimi porozumiewać. Umiała być szczęśliwa i tym szczęściem się dzielić.

A w międzyczasie urodziła i wychowała sześcioro dzieci. Jedno pochowała – pierwszy Anatol nie przeżył przeziębienia po chrzcie ‘z wody’. Jego grób został na Białorusi. Drugi Anatol, najbardziej do Olgi podobny, mówi o matce: była dobra i pogodna, miała wdzięk i urodę skromnego polnego kwiatuszka. Najstarsza jej córka twierdzi, że Dziadek ‘zamknął ją dla świata’. A Ewie się wydaje, że Babcia znalazła swoje miejsce na ziemi właśnie u jego boku. Bo Matuszką się nie bywa, ale jest …