|
Genealog na cmentarzu
Autor:Anna Gabor

Przybądźcie z nieba na głos naszych modlitw,
mieszkańcy chwały wszyscy święci Boży;
Z obłoków jasnych zejdźcie aniołowie,
Z rzeszą zbawionych spieszcie na spotkanie.
Refr. Anielski
orszak niech twą duszę przyjmie,
Uniesie z
ziemi ku wyżynom nieba,
A pieśń
zbawionych niech ją zaprowadzi,
Aż przed
oblicze Boga Najwyższego.
Zapraszam na wspólny spacer po jesiennym, złotym od liści,
spokojnym, pełnym zadumy cmentarzu.Idąc do kwatery swoich bliskich, mijamy wiele innych grobów.
Odruchowo czytamy nazwiska i zaczynamy kojarzyć z naszą pracą genealoga.
Kwiatkowski, Kowalski, Nowakowski tych jest wielu, ale kiedy pojawiają się
nazwiska rzadko spotykane, gdzieś w głowie odnajdują się posty z ekranu komputera...
ktoś o tym nazwisku kogoś szukał. Może napisać do niego i powiedzieć, że takie
nazwisko tu jest? Może ta wiadomość spadnie mu jak z nieba?
I co robimy?...
Wiadomo, przychodzimy do domu i zaczynamy szukać w komputerze tego nazwiska,
piszemy i czekamy. Ucieszy się, czy tylko podziękuje i powie, że wie o takim,
ale to nie jego rodzina - przynajmniej na razie.
Bywa, że po
spacerze przez cmentarz znajduje się całą gałąź rodu, która podczas wielkiej
zawieruchy wojennej lub rodzinnej odszczepiła się od głównego konara drzewa.
Żeby ją na nowo dokleić trzeba wiele delikatności, a czasem dobrych maści do
posmarowania ran przez lata jątrzących. Taka osobno bytująca gałąź mogła
przyjąć już inne obywatelstwo, inną religię i kulturę. Czy mamy ich za to
potępiać, bo stali się inni od tych, którzy mieli szczęście nie zmagać się z
nowym nieznanym światem, bo ich chroniła korona wielkiego drzewa
genealogicznego. Zawsze łatwiej jest żyć mając oparcie w gromadzie swoich braci
i sióstr, chociażby w tym kociołku czasami trochę wrzało, niż małej odłamanej
gałązce wystawionej na przeciwności losu.
Tu jest wielka rola genealoga rodzinnego. Nasze zadanie, można
powiedzieć powołanie, nie polega tylko na szukaniu członków rodziny i dat ich
urodzeń, ślubów i zgonów. Z biegiem lat już nawet ślubów nie będziemy szukać,
bo (o zgrozo) wychodzą z mody. Te poszukiwania, to są tylko środki do
osiągnięcia celu. Genealogia rodzinna to jest przede wszystkim dbałość o
RODZINĘ. Musimy ją poszukać, odkryć i ujawnić to, co można ujawnić. Tu ciąży na
nas wielka odpowiedzialność wyważenia jawności zdarzeń. W bazie możemy i
powinniśmy mieć wszystko, co uda nam się znaleźć, ale nie wszystko wolno nam
ogłaszać przed całym światem i nawet przed wszystkimi członkami rodziny. My nie
mamy prawa osądzać, oceniać, nakazywać. My mamy uczyć, jak szanować drugą
osobę, jeżeli nawet stanie przed nami kuzynka Hinduska z kropką na czole, albo
mały murzynek z kręconymi włoskami. Może jakiś ewangelik Hanys zaprosi nas do
wspólnej modlitwy, albo prawosławny Iwan będzie robił na tym samym cmentarzu
znak krzyża świętego jakoś inaczej.
To jest bardzo trudne. Jeżeli dowiemy się jeszcze, że w
czasie powstania śląskiego po dwóch stronach barykady stali kuzynowie i bracia,
a najstarszy brat dziadka w tym czasie szedł z Piłsudzkim pod Kijów, to przy
którym z nich będą nasze uczucia więzi rodzinnej? Który mundur będzie milszy na
starym zdjęciu? Czy możemy sądzić
któregoś z nich? Na pewno nie. Czy ten wujek, który już po II wojnie światowej
był na Pawiaku rozstrzelany jako wróg narodu był wrogiem, czy bohaterem? Tego
żadnemu Polakowi tłumaczyć nie trzeba. Szczególnie Polska przez swoje położenie
geograficzne narażona jest na ciągłe szarpanie to w lewo, to w prawo, a jeszcze
z północy i południa po nią rękę wyciągali. Świadczą o tym chociażby nasze
nazwiska szwedzkie, węgierskie, niemieckie, rosyjskie i inne.
Doszliśmy przez nasz duży cmentarz do naszych grobów
rodzinnych. Było trochę czasu na rozmyślania i oglądanie innych grobów i
napisów na nich. U nas na małym kawałku ziemi pochowane są już trzy pokolenia,
trzy małżeństwa. Opatrzność Boża sprawiła, że i po śmierci są razem. Na czwarte
pokolenie już są przygotowane tabliczki. Jeszcze tylko musimy skończyć drzewo
genealogiczne, zarejestrować kilka dokumentów i można się pakować w długą
podróż...
Mamy jednak nadzieję, że Pan Bóg wie, że praca genealoga się
nie kończy i jeszcze trochę przedłuży nam wizę na tej ziemskiej pielgrzymce.
Siądź z nami na ławeczce, na chwilę, zapal znicz, pomódl się
albo pomilcz. Czy słyszysz tę ciszę mimo, że dalej ktoś przechodzi? Jeszcze nie
słyszysz ciszy? To spróbuj jeszcze raz, zamknij oczy, przypomnij sobie zdjęcie
Babci, Dziadka, Rodziców. Może będziesz widział, jak orali ziemię. Jak
przychodzili po Ciebie do szkoły, jak Mama nalewała ciepłą zupę pomidorową.
Przypomnij sobie wujka na zdjęciu z sumiastymi wąsami w niemieckim mundurze.
A może przyjdzie Ci na myśl drugi wujek na koniu z szablą w
ręku, albo ten pilot lecący z Anglii w kierunku walczącej Warszawy, gdzie jeden
z ich kuzynów zginął już na samym początku Powstania Warszawskiego.
W tym zamyśleniu przenieś się na chwilę na Cmentarz
Garnizonowy, a ja Ci o nim krótko opowiem. Tam chodząc między grobami powinno
się zdjąć buty, albo w ogóle nie wchodzić. Znając jego historię i historię
Torunia, a także patrząc na plan z początku XX wieku i obecny plan mogił widać
jak dzieje narodów i ludzie układają się warstwami na siebie. Tam gdzie były
groby i mogiły zbiorowe żołnierzy z I
wojny światowej są mogiły z czasów po II wojnie św. W kwaterze jednej rodziny
od lat jest przyjęte, że chowani są młodsi na miejscu starych, ale granice
kwater są zachowane. Tu natomiast przy takiej masie ofiar wojennych cała ziemia
jest uświęcona tajemnicą śmierci. Są miejsca uporządkowane, obsiane trawą na
których były kiedyś groby. Dla utrzymania porządku postawiono upamiętniające
obeliski a ziemię wyrównano. Przez takie miejsca nie można przejść obojętnie.
Powiedz, czy taką chwilę może zastąpić jakaś inna
uroczystość lub zwyczaj? Jak myślisz, czy w Polsce może się przyjąć zwyczaj
zaduszkowy Halloween pochodzący z zachodu? Korzenie tych celtyckich pogańskich
obchodów mają 2 000 lat. Przyjęły się w Stanach Zjednoczonych, Anglii,
Szkocji, Kanadzie i Irlandii. W tej chwili to już święta bardziej komercyjne i
niosące zabawę w duchy a nie wspominanie i modlitwy za zmarłych. Trochę bliższe
naszej kultury są zwyczaje mające korzenie słowiańskie, to są Dziady.
Tu wspomina się dusze zmarłych dobrych i złych ludzi,
przynosi się jedzenie i kładzie na groby. Byłam kiedyś na cmentarzu w
Solecznikach koło Wilna, gdzie Adam Mickiewicz podpatrywał noc Dziadów i
czerpał z nich wiedzę i natchnienie do napisania pięknego dramatu. Tu powstała
II cz. Dziadów. Wierzono, że w tę noc jest możliwość porozumienia się żywych ze
zmarłymi z poprzednich pokoleń. Pamiętam scenę opisaną przez poetę, jak
poddani źle traktowani przez swojego pana za jego życia, w chwili jego śmierci,
jak stado żarłocznego ptactwa rozdziobują konającego.
Nie znałeś litości, panie!
Hej, sowy, puchacze, kruki
I my nie znajmy litości!
Szarpajmy jadło na sztuki,
A kiedy jadła nie stanie,
Szarpajmy ciało na sztuki.
Niechaj nagie świecą kości.
Takie spotkania nocne odbywają się dwa razy do roku, na
wiosnę i na jesieni, według faz księżyca. Chociaż były to jeszcze zwyczaje
pogańskie, przetrwały w skróconej formie wśród ludu do dzisiaj. Widziałam na
grobach pozostałości po wiosennych obchodach Dziadów, resztki malowanych jaj i
babkę marmurkową, resztę trunków do popicia w butelce. Było to w okresie
Wielkanocy. Nie wgłębiam się dalej w ten temat, bo tam nie żyję i w nocy na
cmentarzu nie byłam.
Myślę jednak, że gdybyśmy chcieli wprowadzić jakiś element
obchodów tych świąt, żeby szczególnie młodzieży przybliżyć temat śmierci i
odpowiedzialności za swoje życie, to powinniśmy się oprzeć na twórczości
naszych klasyków literatury i wspominać ich wiersze i zawarte przesłania
patriotyczne, bo to jest nasza historia.
Pamiętamy słynne wystawienie Dziadów w
1968 roku w Teatrze Wielkim w Warszawie i po nim wystąpienia studentów Marzec 1968.
To są lekcje patriotyzmu, chociaż wcale ich nie trzeba nazywać i wprowadzać do
programu szkolnego. Trzeba tym żyć. Na spotkaniach rodzinnych lubimy się
pochwalić osiągnięciami dzieci i młodzieży. Przygotujmy na wieczorne rozmowy
trochę starych zdjęć i kilka wierszy, potem jakąś wspólną pieśń. Przytoczę
jedną z propozycji, to słowa Marii Konopnickiej.
Na
cmentarzu
Na
starych grobach, gdzie ojcowie moi
Spoczęli, życiem strudzeni tułacze,
Klękam pod krzyżem, co nad nimi stoi,
I płaczę...
Boże,
Tyś widział, jak idąc do Ciebie,
Padali nieraz wśród głogów i cierni,
A przecież z wzrokiem utkwionym w Twym niebie,
Szli Tobie wierni!
Tyś
widział, Boże, jak zgięci cierpieniem,
Nieśli do śmierci niedoli swej brzemię,
Jak pod Twym okiem i z Twoim imieniem
Kładli się w ziemię...
O
spełnij, Panie, ich ciche nadzieje!
O daj, niech jutrznia zabłyśnie im złota,
Nad polem śmierci niech jasność zadnieje
Żywota!
Wiem,
że dzień przyjdzie, gdy każdą mogiłę
Odemknie dłoń Twa, przed którą się korzę...
O zbliż go ku nam! Daj czekać nań siłę,
O Boże!
Niech młodsze pokolenia nasiąkają, jak te przysłowiowe
skorupki za młodu, dobrymi zwyczajami i moralną, patriotyczną postawą.
Wróćmy na
naszą ławeczkę, bo chcę Ci jeszcze coś powiedzieć. W naszych polskich zwyczajach,
gdzie społeczeństwo w większości jest katolickie, zmarłych wspomina się w dwa
święta obok siebie. 1 listopada Wszystkich Świętych - to święto zmarłych,
którzy są świętymi. To jest święto nakazane przez Kościół z obowiązkiem
uczestniczenia we mszy świętej. Natomiast 2 listopada są Zaduszki, to święto wszystkich
zmarłych. Dobrych i złych, dzieci i starców, jednym słowem wszystkich. Ze
względów praktycznych oba święta obchodzimy w jednym dniu. Za te dusze
czyśćcowe musimy się modlić. Na pewno wśród nich są zmarli, którzy już
zasłużyli na zbawienie, ale nie nam to osądzać.
Dla wszystkich zmarłych uzyskujemy odpusty zupełne, nawiedzając
cmentarze i kościoły szczególnie w okresie oktawy Wszystkich Świętych.
W polskiej kulturze katolickiej są to ważne święta i nie
wyobrażam sobie, żebyśmy mogli je zmienić na dziady lub Halloween z
przebierańcami i świecącą dynią z twarzą potwora.
Tu jest rola genealoga, bez względu na nasze wyznanie. Jeden
może się modlić za dusze zmarłych, a drugi będzie trwał w zadumie o przodkach.
Przynosimy na polskie cmentarze kwiaty i znicze, zachowujemy się cicho z
szacunkiem dla tych, którzy swoją ziemską pielgrzymkę już skończyli. Uczymy
nasze dzieci i wnuki historii rodziny, swojego narodu i swojego państwa.
Skończmy nasze rozmowy na ławeczce, bo jesienny chłód jest bardzo zdradliwy i
chodźmy jak co roku na gorącą kawę i świeżą drożdżówkę z glancem i krostami jak
u mojej babci. Pamiętam, jak do babci przychodziły stare mamuty, a my z bratem
robiliśmy różne psikusy. Babcia akurat 1 listopada miała urodziny. Na stole już
czekał na gości powracających z cmentarza duży porcelanowy dzbanek z kawą. Przykryty był watowaną
czapą. Czapa była z zielonego materiału z wyszytym przez moją babcię kolorowym wzorem
w kwiaty.
Autor:Anna Gabor
|