Sanktuaria

Opisujemy miejsca, miejscowości, które są nam bliskie

Moderator: ewaduch

ewaduch
Posty: 1971
Rejestracja: czwartek 19 mar 2009, 12:18
Lokalizacja: Toruń / Białystok

Post autor: ewaduch » czwartek 04 lip 2013, 11:21

Bardzo piękne, wzruszające i kształcące są spacery z Tobą, Marianie :)
Pozdrawiam cieplutko,
Ewa Szczodruch

Marian Pniewski
Posty: 387
Rejestracja: środa 20 kwie 2011, 20:42

Wędrówka po Ziemi Dobrzyńskiej

Post autor: Marian Pniewski » niedziela 11 sie 2013, 10:21

Witam. Mamy w końcu lato. a więc czas wakacji, urlopów, wyjazdów czy to nad morze, jeziora czy w góry. Część z nas , wybiera się do swoich rodzin, czy to na wieś, czy do małych miasteczek, tam gdzie się urodzili, spędzili swoje dzieciństwo i młodzieńcze lata, aby później ruszyć w szeroki świat, pozostawiając tą swoją małą ojczyznę, tylko w pamięci, tylko w wspomnieniach. Powracają jak wędrowne ptaki do swych gniazd właśnie teraz w czas wakacji i odpoczynku od swoich codziennych spraw. Już dorośli, często z swoimi dziećmi czy nawet z wnukami i z bijącym sercem i niekiedy z łezką w oku patrzą ciekawie, cóż to się zmieniło w tej małej naszej ojczyźnie od dziecięcych lat. Do naszych małych ojczyzn się nie jedzie, a się powraca. Tak i ja tak robię powracając do rodzinnych stron i poznając je wciąż od nowa. Jakiś czas temu powróciłem na wędrowny szlak, odwiedzając miejscowości tym razem na ziemi dobrzyńskiej. Ostatnio byliśmy w Sokołowie, Dulsku, Rużu, no i w końcu przyszedł czas na odwiedzenie następnych wsi i to można powiedzieć nie byle, jakich, bo znanych nie tylko w kraju, ale i za granicą, nawet w dalekiej Japonii. Te miejscowości znają czytelnicy powieści, a także koneserzy muzyki, myślę, że domyślacie się, o jakie miejscowości chodzi. Oczywiście, to wieś Płonne i Szafarnia, leżące niedaleko Golubia- Dobrzynia na ziemi dobrzyńskiej, sąsiadują ze sobą, jak starszy brat i młodsza siostra, a historię swą mają wspólną tak jak w rodzinie przystało.
Pierwsze wzmianki w dokumentach o wsi Płonne można znaleźć już za czasów panowania Zakonu krzyżackiego w pobliskim Golubiu, a także za czasów okupacji krzyżackiej ziemi dobrzyńskiej. Budowa kościoła datuje się na rok 1402, chociaż można przypuszczać, iż świątynia katolicka stała tu o wiele wcześniej, mogła być budowlą drewnianą i dopiero na jej miejscu wybudowano kościół murowany, który jest do dzisiaj niemym świadkiem minionych wieków. Jedną z pierwszych rodzin będących dziedzicami dóbr Płonnego i okolic była magnacka rodzina Kretkowskich, która gospodarzyła tu już od końca XV wieku do czasów wojen szwedzkich. Wyraźny ślad swojej bytności i zarządzania swoim majątkiem pozostawiła tu rodzina Dziewanowskich, która już od około 1700 roku stała się właścicielem ogromnego majątku do którego należało nie tylko Płonne, ale i okoliczne wsie takie jak Płonko, Rodzone, Smolniki, Bocheniec, a także leśna osada – Szafarnia. Pierwszym z Dziewanowskich, który był seniorem rodu był Mikołaj Dziewanowski, następnie Jan, Dominik i Julian. Rodzina ta kultywowała tradycje wojskowe i piastowała wysokie stanowiska wojskowe. Jeden z nich Jan Nepomucen Dziewanowski, kapitan wojsk polskich walczył pod Napoleonem i zginął w jednej z bitew pod Samosierrą w 1808r.. Następny z Dziewanowskich - Dominik służył pod rozkazami samego księcia Józefa Poniatowskiego, brał czynny udział w powstaniu kościuszkowskim, a także uczestniczył w wyprawie Napoleona na Moskwę. Został tam ciężko ranny i wzięty do niewoli rosyjskiej. Powrócił do Płonnego w 1814r. Zmarł w Płonnem w 1827r. Po podziałach rodzinnych majątek został podzielony wśród synów Juliusza Dziewanowskiego. Wtedy jeszcze, jako Rumunek Szafarnia dostała się Janowi Dziewanowskiemu, który miał syna Dominika, który uczęszczał do szkół w Warszawie.
Płonne w 1818 roku zakupił Melchior Piwnicki, po nim majątek przejęła rodzina Łempickich, która sprawowała pieczę aż do 1939r. Oczywiście, majątek przechodził z ojca na syna, a ostatnim z nich był Ludwik Łempicki, który w początkowym okresie, jako młody człowiek pobierał nauki z dala od Płonnego. W jego imieniu administrował majątkiem Stanisław Hepke, mąż siostry Marii Dąbrowskiej początkującej pisarki, która napisała znaną nam dobrze powieść Noce i dnie -, a początkiem tej powieści było właśnie Płonne, które w książce występuje pod nazwą Krępa. Powieść ta doczekała się ekranizacji i na pewno wielu z nas oglądało ten film pod niezmienionym tytułem - Noce i dnie. Maria Dąbrowska przyjeżdżała tu w latach 1925 -36. Zamieszkiwała na początku u siostry, a potem ze względu na ciasnotę wynajęła niekrępujący pokój u gospodarza Chmielewskiego. Ciekawym pomnikiem przyrody Płonnego jest góra Modrzewiowa. Jak wspominają najstarsi mieszkańcy wsi Maria chodziła tam i wśród modrzewi, i różnorakiej roślinności obmyślała i szkicowała obraz swojej powieści. Nie będę tu opisywał pobytu Marii Dąbrowskiej, bo najlepiej jak Wam moi drodzy o pobycie Marii opowie pani Małgorzata - nomen, omen Dąbrowska - nauczycielka tutejszej szkoły, opiekunka izby pamięci o Marii Dąbrowskiej, która została uwieczniona na moim krótkim filmie. Płonne przeszło wiele wzlotów i upadków. Ludwik Łempicki w 1939r nie wyjechał z Płonnego, został aresztowany przez Niemców wraz z innymi właścicielami ziemskimi z Półwieska, Radzik Małych i jeszcze z innych miejscowości i wszyscy Oni zostali zamordowani w domu kaźni w Rypinie. Po wojnie majątek Płonne został rozparcelowany wśród gospodarzy, a także Związek samopomocy chłopskiej z Radomina. Dziś Płonne jest spokojną, może trochę zapomnianą miejscowością leżącą w gminie Radomin. Znajduje się tu szkoła podstawowa, która kultywuje tradycję i pamięć o minionych latach, o Marii Dąbrowskiej no i o rodzinie Dziewanowskich.
Szafarnia była częścią majątku Dziewanowskich, rozgłos przyniosła jej wizyta Fryderyka Chopina, który przyjeżdżał tu na wakacje na zaproszenie Dziewanowskich. Młodzieniec Dominik Dziewanowski pobierał nauki w szkołach w Warszawie i wynajmował stancję właśnie u państwa Chopin, którzy mieli syna Fryderyka w podobnym wieku. Dominik z Fryderykiem bardzo się przyjaźnili i tym sposobem czternastoletni Frycek znalazł się w Szafarni. Był on nad podziw utalentowanym pianistą, który już w młodzieńczym wieku potrafił komponować swoje utwory. Był ulubieńcem warszawskich salonów i uznawanym wirtuozem fortepianu. Do Szafarni przyjeżdżał na wakacje i wraz z Dominikiem Dziewanowskim spędzali tu niezapomniane chwile. Fryderyk wydawał tu w Szafarni specjalny kurier szafarski, coś na kształt gazety, zapisywał to w formie wiadomości i wysyłał do rodziców do Warszawy. W większości dworów posiadano fortepian, więc Fryderyk wraz Dominikiem odwiedzali okoliczne dwory, z którymi byli zaprzyjaźnieni i Fryderyk dawał tam koncerty ku radości gospodarzy. Często tez biegał na wieś i słuchał śpiewu, czy grania miejscowych chłopów, jeździł na wesela i ludowe zabawy. Wszystkie zasłyszane mazurki, polki, czy obertasy przenosił na klawiaturę fortepianu i zapisywał w notesie nutowym. Przy jego talencie i jego inspiracji powstawały utwory fortepianowe, które były słuchane potem nie tylko na salonach warszawskich, ale także w Paryżu, Wiedniu czy Madrycie. Chociaż wątłego zdrowia to wszędzie było Go pełno, jeździł bryczką do Golubia na jarmark, zwiedził golubski zamek, jeździł do przyjaciół do Sokołowa, Dulska, a w klasztorze w Oborach dał koncert organowy. Wybrał się też do Torunia, a wiadomo podróż taka nie była łatwa, nie było takich dróg jak obecnie, ale szczerze można przyznać iż taka wyprawa musiała robić wrażenie, bryczką zaprzężoną w parę koni jechać wśród lasów, pól i łąk, to musiało być przeżycie. Ale Frycek lubił podróżować i nie lubił bezczynności., stale w drodze, albo przy fortepianie. Taki był Frycek, pozostawił po sobie niezatarty ślad w postaci przepięknej muzyki, którą zachwyca się do współczesnych nam czasów cały nieomal świat. Dzisiaj Szafarnia także żyje Chopinem.Po wielu perturbacjach, dworek gdzie po wojnie mieściła się gromadzka rada narodowa, poczta, a potem szkoła został odremontowany i oddany całkowicie powstałemu Ośrodkowi Chopinowskiemu. Odrestaurowany budynek, przepiękny park cieszy dzisiaj znawców muzyki Chopina. Tu odbywają się teraz koncerty chopinowskie i muzyki poważnej, tu narodził się konkurs chopinowski dla dzieci i młodzieży. Przyjeżdżają tu melomani nie tylko z kraju, ale i zagranicy, nawet z dalekiej Japonii, którzy są wprost zakochani w Chopinie. Może zawitasz i Ty przyjacielu mój drogi? Zaręczam, że nie pożałujesz, to magiczne miejsce przepełnione historią i muzyką, a spacer, czy odpoczynek na ławeczce nad stawem ukoi Twoje serce i napełni je romantyzmem i nostalgią. Kończąc zapraszam Was do przeczytania książki pana Ryszarda Kowalskiego pt. Gmina Radomin, gdzie można się dowiedzieć wielu szczegółów o Płonnym, Szafarni i wielu innych miejscowościach. Zapraszam Was także do obejrzenia moich krótkich filmów z pobytu w tych uroczych miejscach. Pozdrawiam wszystkich genealogów. Dobrego wypoczynku letniego życzy. Marian Pniewski. Toruń. 10.08.2013r.

https://www.youtube.com/watch?v=xMuq8NAQQ0o

https://www.youtube.com/watch?v=aD9GbElC4Yo

https://www.youtube.com/watch?v=2XpWs9KmFXE

https://www.youtube.com/watch?v=R65L7jlFSMQ

https://www.youtube.com/watch?v=F59Lr7e7gKY
Ostatnio zmieniony niedziela 11 sie 2013, 10:37 przez Marian Pniewski, łącznie zmieniany 1 raz.

ewaduch
Posty: 1971
Rejestracja: czwartek 19 mar 2009, 12:18
Lokalizacja: Toruń / Białystok

Post autor: ewaduch » niedziela 11 sie 2013, 11:08

Zaprosiłeś nas dzisiaj, Marianie, na nie lada ucztę duchową :) Mamy wspomnienie o Marii Dąbrowskiej i wizytę w Izbie Pamięci Jej poświęconej, mamy przewodniczkę o wielkiej wiedzy o pisarce, mamy wspaniały walc z filmu "Noce i dnie" i w końcu okazałą, bujną, letnią przyrodę okolicy ...

To piękny spacer.

Jestem zauroczona Płonnem. Dzięki Tobie je poznałam.
Pozdrawiam cieplutko,
Ewa Szczodruch

Awatar użytkownika
AniaG
CzłonkowieKPTG
Posty: 503
Rejestracja: sobota 28 cze 2008, 09:37
Lokalizacja: Toruń

Post autor: AniaG » niedziela 11 sie 2013, 15:09

Witaj, Marianie!
Widać, że lata nie marnujesz, a swoimi zainteresowaniami dzielisz się z nami.
Pięknie dokumentujesz przeszłość. Trzeba mieć chęć i czas, żeby się na chwilę zatrzymać, zadumać i usłyszeć życie. Zobaczyć i usłyszeć to, z czego wyrośliśmy, to nas kształtowało.
Rób to dalej i zapraszaj nas na te wspomnienia.

Ania

Awatar użytkownika
AniaG
CzłonkowieKPTG
Posty: 503
Rejestracja: sobota 28 cze 2008, 09:37
Lokalizacja: Toruń

Post autor: AniaG » niedziela 11 sie 2013, 18:22

Trzeba będzie pomyśleć o wydzieleniu wątku Małe ojczyzny, albo Spacery, lub coś podobnego i tam wkładać zwiedzanie i wspomnienia. Pomyśl nad tym.
Anna Gabor

Poszukuję nazwisk: Brochocki i Gacki -Mazowsze,
Jurkiewicz, Leksandrowicz - Chełmża i okolice,
Cholewiński, Lewandowska Araś - Rypin i okolice.

Marian Pniewski
Posty: 387
Rejestracja: środa 20 kwie 2011, 20:42

Post autor: Marian Pniewski » niedziela 11 sie 2013, 18:47

Aniu. Ja tu nic nie zdziałam, bo to chyba uprawnienia moderatora i on by musiał wprowadzić nowy dział. Przepraszam, że tak zareagowałem, ale na te foto i zrobienie z nich filmów musiałem trochę popracować, a chciałbym aby to obejrzało więcej sympatyków KPTG i różnych innych gości, może nawet tych co tam zaczynali swoją drogę życiową. Chciałbym przypomnieć im rodzinne strony, a także trochę rozreklamować ten rejon dla turystów i miłośników literatury i muzyki Chopina. Dzięki za szybka reakcję. Pozdrawiam .M.P.

Awatar użytkownika
Zatoka
Posty: 268
Rejestracja: środa 25 mar 2009, 23:29
Lokalizacja: Gdańsk

Post autor: Zatoka » niedziela 11 sie 2013, 20:30

Marian

Głowa do góry. Robisz piękną robotę, oby tak dalej. Zawsze czekam co nowego nam zaprezentujesz.

Pozdrawiam
Janusz Wegner

Genepedia

Poszukuję wszelkich informacji o osobach noszących te nazwisko, szczególnie z zasobów pozametrykalnych.

ewaduch
Posty: 1971
Rejestracja: czwartek 19 mar 2009, 12:18
Lokalizacja: Toruń / Białystok

To warto obejrzeć!

Post autor: ewaduch » środa 14 sie 2013, 18:19

Podbijam post z filmikami Mariana, bo spadł zbyt szybko.

A to warto zobaczyć :)
Ostatnio zmieniony środa 14 sie 2013, 18:20 przez ewaduch, łącznie zmieniany 1 raz.
Pozdrawiam cieplutko,
Ewa Szczodruch

Małgorzata
Posty: 138
Rejestracja: środa 03 cze 2009, 17:45
Lokalizacja: Toruń

Post autor: Małgorzata » niedziela 18 sie 2013, 16:43

Piękne..

Marian tylko tak dalej.

Małgosia
Gąsiorowski, Kluczyński,Krajnik,Fandzloch,
Maćkiewicz, Mokwiński,Nadrowski,Wytrykowski,
Parafie: Osiek, Sumin/Kikoła,Rogowo,Trutowo,

Marian Pniewski
Posty: 387
Rejestracja: środa 20 kwie 2011, 20:42

Dobrzyń n/Drwęcą

Post autor: Marian Pniewski » środa 11 wrz 2013, 12:25

Dobrzyń n / Drwęcą
Tak jeszcze niedawno cieszyliśmy się z nadejściem lata, czasu wakacji , urlopów, wyjazdów czy to nad morze, czy to w góry, albo na zagraniczne wojaże. W te słoneczne piękne dni lata nie tylko leżeliśmy na plażach nad morzem, czy jeziorem, ale swój czas poświęcaliśmy też na poznanie naszego kraju, zabytków z przed wieków, a także naszych rodzinnych stron, jak to mówią genealodzy naszych Małych ojczyzn. Ja wybrałem właśnie tą ostatnią propozycję i robiłem sobie takie krótkie wypady do mojej Małej ojczyzny. Z Torunia do Golubia raptem czterdzieści kilometrów, jak to mówią żabi skok. Co do tej żaby to nie przesadzam, gdyż jak głosi legenda toruńska w pewnym okresie Toruń opanowały żaby i dopiero młody flisak za pomocą gry na skrzypcach wyprowadził je z miasta, ale w jakim kierunku to niewiadomo, może gdzieś nad stawy pod golubskie? Ha, ha,ha, troszkę żartu i legendy chociaż nie na temat nie zawadzi, bo i pogoda gdy to piszę żabia. Już od samego ranka plucha, krople deszczu stukają o parapet okna jakby w tak melodii - Jesień idzie przez park. Pamiętacie ją? Śpiewał ją już nieżyjący piosenkarz, muzyk, członek słynnego zespołu Czerwone gitary Krzysztof Klenczon. Te wszystkie ich piosenki, to też historia i to właśnie łącząca się z moim pobytem jako małe dziecko, a potem młodzieńca w naszej Małej ojczyźnie jaką jest dla mnie Golub –Dobrzyń. Tam te piosenki pierwszy raz usłyszałem, tam też także sam je śpiewałem, ale to już inne wspomnienia i trochę już nie na temat. Wrzesień, czas powrotu młodego pokolenia do szkół, dorosłych do pracy, a tych już jesiennych w domowe pielesze. Czas wspomnień wakacyjnych pełnych wrażeń, niespodziewanych nieraz spotkań i wędrówek po Małej ojczyźnie pora uwiecznić czy to na papierze, czy na fotografii.
W ostatniej relacji wędrowaliśmy po okolicznych wsiach wokół Dobrzynia pozostawiając swój ślad uwieczniony na krótkich filmach. Ostatnią taką naszą wędrówką był melancholijny spacer po ulicach naszego miasta, ściślej po Dobrzyniu, który zawsze jakoś umykał naszej uwadze, a przecież historia tego miejsca jest również ciekawa jak historia miasta Golubia i miejscowości leżących wokół tych miast.
Nie dziwcie się , że tak rozgraniczam te miejscowości mówiąc z osobna Golub a drugi raz Dobrzyń, ale połączenie tych miasteczek w jeden organizm miejski nastąpiło bardzo późno, bo dopiero w 1951r, a więc tak jakby miasto było moim rówieśnikiem [ ups, nie bierzcie mnie czasem za starca, no ale nie wstydzę się swych lat, tylko szkoda, ze tak szybko minęły i zbyt późno zabrałem się do odkrywania tutejszej historii].
Historia Dobrzynia n/Drwęcą jako miasta rozpoczyna się stosunkowo późno biorąc pod uwagę powstanie miasta Golubia znajdującego się po drugiej stronie Drwęcy , które jako miasto zapisane jest w historycznych dokumentach już w latach 1293r. To za sprawą Zakonu krzyżackiego z małej osady o nazwie Villa Gollube zaczęło wyrastać miasto i to już można powiedzieć miasto nadgraniczne, gdyż mimo to, że Ziemia Chełmińska należała do królestwa polskiego, to Krzyżacy dostali to jako lenno i z biegiem lat ustanowili państwo krzyżackie i jako granica między nimi a Polską przebiegała na rzece Drwęcy. Golub w latach 1293 -1350 rozrastał się dynamicznie, budowano kościół golubski, usytuowano rynek i układ ulic, wreszcie powstały też okalające miasto mury obronne, z całą infrastrukturą obroną, i czterema bramami , przez które można było wejść do miasta, innego sposobu nie było. Na wzgórzu zaś był budowany potężny zamek, który jest świadkiem minionej historii w naszych współczesnych czasach. Ponadto naturalną przeszkodą była sama rzeka Drwęca. Bramy zamykano na noc, a otwierano o świcie, więc spóźnieni podróżni czy wędrowcy przybywający do miasta musieli czekać przez noc przed murami miasta, aby o świcie, gdy otworzono bramy można było wejść. Tuż przy miejskich murach znajdował się bród przez rzekę i gościniec, który prowadził w głąb Ziemi dobrzyńskiej, w stronę Mazowsza, Kujaw i dalej do Wielkopolski i Małopolski. Na obszarze gdzie znajduje się obecnie Dobrzyń szumiały w tym czasie bory, przy gościńcu znajdowała się jakaś oberża, karczma, gdzie strudzeni wędrowcy , którzy nie zdążyli wejść do miasta mogli odpocząć, coś zjeść, napić się i przeczekać do świtu. Taka karczma jak mówi nie tylko legenda, ale w jednym z opisu znajdowała się na rozstaju dróg biegnących do Rypina i do Sokołowa leżącego o trzy kilometry od Golubia na Ziemi dobrzyńskiej. Właśnie ta miejscowość może być tak jakby matką późniejszego Dobrzynia. To w Sokołowie około 1350r. zamieszkali dwaj rycerze o imonach Piotr i Janusz zwanymi synami Żywana z leżącej w krzyżackiej Pomezanii wsi Sztembark. Oni to byli jakby pierwszymi właścicielami Sokołowa z przyległościami Białkowa, Dulska, zaginionymi wsiami Kawęczyn i Modrzyny. Włości te dostali od księcia ówczesnego władcy ziemi dobrzyńskiej Władysława Opolczyka. Można się pokusić o stwierdzenie, ze zaginiona wieś Modrzyny należąca do włości sokołowskich, które rozciągały się aż do granicy z Zakonem krzyżackim na rzece Drwęcy była takim zalążkiem późniejszego najpierw Przedmieścia golubskiego, a potem Dobrzynia.
Przez wiele lat w tym miejscu istniała osada o nazwie Przedmieście golubskie, której los był mało łaskawy. Pozbawiona jakiejkolwiek ochrony, leżąca niedaleko chronionymi wysokimi murami Golubia często znikała z powierzchni ziemi. W razie jakiegokolwiek niebezpieczeństwa nadchodzących nieprzyjaznych wojsk, które chciały zdobyć obronne miasto Golub była niszczona, nawet przez swojego sąsiada zza Drwęcy, aby nie była schronieniem dla nieprzyjaciela.
Gdy Krzyżacy po II Pokoju toruńskim w 1466r opuścili na zawsze Golub i Ziemię chełmińską , ziemie te wraz z przedmieściem dobrzyńskim wróciły do Polski i nastał okres względnego spokoju. Przedmieście golubskie miało wielu właścicieli, którzy rezydowali w majątku Sokołowo. Potomkowie Żywana przybrali nazwisko od wsi, w której rezydowali i odtąd nazywali się Sokołowscy, Pod koniec XV wieku Sokołowo i Przedmieście golubskie przypadło magnackiej rodzinie Działyńskich, którzy z krótkimi przerwami byli właścicielami do 1795r. Był to ród znany w całej Polsce, wywodzący się z Wielkopolski, a mający swoje majątki także na Mazowszu, w Małopolsce i w samej Warszawie, gdzie piastowali wysokie stanowiska cywilne i kościelne. Oni to na Ziemi dobrzyńskiej mieli swoją rezydencję na zamku w pobliskim Działyniu. Z tej rodziny najbardziej znani są - Zygmunt Działyński, który 22 lipca 1684r wystawił przywilej osadniczy dla Przedmieścia golubskiego, gdzie między innymi jest zapisane, że mieszkańcy Przedmieścia mają prawo raz do roku pośród siebie wybierać wójta i dwóch starszych, którzy mają trzymać porządek i ład na Przedmieściu, w drobniejszych sprawach spornych sądzić i wydawać wyroki, a także nie wzbraniać apelacji do właścicieli Przedmieścia . Ponadto było jeszcze więcej przywilejów ułatwiających życie mieszkańcom Przedmieścia. Jak można zauważyć nie był to jednak akt lokacyjny miasta i jako takie miastem nie było, tylko Przedmieściem Golubia.
Dopiero w 1789r. ówczesny właściciel dóbr sokołowskich Ignacy Działyński nadał herb i prawa miejskie Przedmieściu golubskiemu i od tej daty już obowiązywała nazwa Dobrzeń, lub Dobrzyń. Oczywiście nadal już jako miasto należało do dóbr Działyńskich. Także jeszcze za jego pozwoleniem pobudowano kilkanaście domów mieszkalnych i sprowadzono 80 rodzin żydowskich do Dobrzynia.
Dobrzyń był miastem drewnianym, a więc poza kilkoma wyjątkami, gdzie były budynki murowane , to przeszło 80% budynków było drewnianych, co stwarzało niebezpieczeństwo pożarów, które niestety nawiedzało to miasto. Taki pożar wybuchł w 1857r, gdzie prawie połowa miasta spłonęła i wielu mieszkańców pozbawiła dachu nad głową. I tu można zauważyć sąsiedzka pomoc , sąsiada za rzeki Golubia. Mimo zaborów, mimo granicy na moście ruszyła spontaniczna pomoc dla mieszkańców Dobrzynia. Mieszkańcy masowo dzielili się tym co mieli, otworzona została granica na moście przez która dostarczano i drewno na odbudowę domów, pościel, koce, żywność i wszelakie towary potrzebne do odbudowy, a więc można rzec, że i takie granice były niwelowane w razie nagłej potrzeby. Można też zobaczyć granicę na załączonych fotografiach, zwłaszcza zimą, gdzie korzystano z ślizgawek na zamarzniętej rzece, tak było, bo opowiadał mi mój ojciec jak był jeszcze 10 letnim chłopakiem.
W 1803 r Ignacy Działyński sprzedaje cały majątek wraz Dobrzyniem rodzinie Zalewskich , którzy po niespełna roku zadłużony majątek jeszcze za czasów Ignacego Działyńskiego sprzedają Janowi Białobłockiemu. Ten też nie daje rady aby podołać wyjścia z długów i sprzedaje majątek Antoniemu Wybranieckiemu kapitanowi wojsk polskich w 1815r. Wybraniecki był serdecznym przyjacielem rodziny Dziewanowskich z pobliskiej Szafarni , a także rodziny znanego pianisty i kompozytora Fryderyka Chopena, którego gościł w latach 1824/25. Wraz z Nim odwiedzali często Golub, zamek golubski, a także Toruń. W 1823r Antoni Wybraniecki współfinansuje budowę kościoła katolickiego w Dobrzyniu. Do tego roku przez wszystkie poprzednie lata Przedmieście a potem Dobrzyń należały do parafii w Dulsku, która znajdowała się jeszcze za Sokołowem 8 km od Dobrzynia. Dlatego też często bywało tak, że mieszkańcy nie uczęszczali na msze do Dulska, a do pobliskiego Golubia. Gdy w 1772r, nastąpił I rozbiór Polski, Dobrzyń początkowo należał do zaborcy pruskiego. Był to tak zwany kordon pruski, wtedy to mieszkańcy obu miast mogli się przemieszczać dowolnie jak kto chciał. Po 1807r utworzono Księstwo Warszawskie, a po 1815r Ziemia dobrzyńska wraz z Dobrzyniem należała do Królestwa Polskiego pod patronatem Rosji. Jak wyżej wspomniałem Antoni Wybraniecki wybudował kościół w Dobrzyniu w 1823-27, ale za tym nie poszło utworzenia tym samym parafii. Parafia nadal znajdowała się w Dulsku i stamtąd przyjeżdżał ksiądz na msze święte i inne posługi duszpasterskie. Potem biskup zgodził się na wikariat i ksiądz wikary przebywał w Dobrzyniu. Zrobiono tak dlatego, gdyż wielu mieszkańców potrzebujących sakramentów świętych, czy do chorego nie udawali się do Dulska, a mimo granicy szli do proboszcza w Golubiu, który cały czas był na miejscu i po prostu zabierał proboszczowi dulskiemu zarobek. W Dobrzyniu przebywały wojska rosyjskie, a urząd celny znajdował się tuż przy moście łączący oba miasta. Po drugiej stronie znajdował się urząd celny pruski. Przy takiej sytuacji kwitł przemyt, wielu mieszkańców biednego wtedy Dobrzynia trudniło się przemytem do kraju pruskiego i do samego Golubia, który był miastem o wiele bogatszym, a także posiadającym i straż pożarną, elektrownię i centrale telefoniczną oczywiście w późniejszym okresie. Golub posiadał tez od 1900 roku linię kolejową łączącą ją z Toruniem, Bydgoszczą. Parafia dobrzyńska powstała dopiero w 1909r. na którą zgodę wyraził ówczesny biskup płocki Antoni Nowowiejski. Pierwszym proboszczem został ks. Czesław Rogacki. Nie zapomnianym proboszczem tejże parafii był ks. Ignacy Charszewski, który był proboszczem od 1932r. po śmierci ks. Rogackiego. Niestety po wybuchu II wojny światowej został aresztowany i zginął w obozie zagłady w 1940r.
Wielką rolę w społeczności Dobrzynia odgrywali tez mieszkańcy pochodzenia żydowskiego. Zawładnęli oni nieomal całym handlem i przemysłem biednego Dobrzynia. Było kilka rodzin, która trzymała to wszystko w rękach, handel zbożem, młyny, tartaki i sklepy należały do nich. Były tez firmy jednoosobowe, które w domach przy pomocy rodziny produkowały różne akcesoria. Żydzi też mieli w Dobrzyniu jak i w Golubiu swoje świątynie. Jedna z świątyń w Dobrzyniu była usytuowana na wysokiej skarpie nieopodal Drwęcy po której niosło się echo hen aż na Golub zawodzących żydowskich pieśni religijnych. Gdy wybuchła wojna Niemcy wszystkich Żydów z Dobrzynia wywieźli i pomordowali w obozach zagłady.
Nie można też zapominać o jednym z wielu powstań przeciw zaborcom - o Powstaniu styczniowym, które objęło także Ziemię dobrzyńską, a nawet pośrednio i ziemię chełmińską, bo właśnie z zaboru pruskiego przez zieloną granicę przemykało się wielu ochotników z zaboru pruskiego, z Torunia, Kowalewa, Golubia i wielu innych miejscowości. W Dulsku, Sokołowie, Dobrzyniu organizowano oddziały partyzanckie, które walczyły z rosyjskim okupantem. Na dobrzyńskim cmentarzu stoi pomnik, a także są jeszcze mogiły powstańców styczniowych.
Wiele tu by jeszcze można napisać i wspominać, ale niestety szczupłość miejsca nie pozwala, dlatego też odsyłam ciekawskich do opracowań, których jest wiele, między innymi Gmina Golub – Dobrzyń p. Kowalskiego, Historia Golubia – Dobrzynia , opracowania wspólnego pod redakcją Krzysztofa Mikulskiego, Dzieje Żydów dobrzyńskich i wielu, wielu innych publikacji z których i ja czerpałem wiedzę. Dzisiaj Dobrzyń to miasto nowoczesne na miarę naszych czasów. Nowe osiedla, nowe budynki użyteczności publicznych, szpital i wiele, wiele innych miejsc. W tej nowej już infrastrukturze możemy znaleźć też pozostałości dawnego Dobrzynia. Młyn, niestety przekształcony na sklep, małe drewniane domki, chociaż niepozorne, ale wydatnie mówią o mieszkańcach dawnego Dobrzynia, stara szkoła na ulicy Kościuszki i pomniki mówiące o tragedii mieszkańców Dobrzynia. Niewiele jest pamiątek po dawnym Przedmieściu, cóż okrutna wojna zniszczyła wiele, nie tylko domy, ale także wielu mieszkańców, którym się od nas współczesnych należy wielki szacunek i chociaż te małe światełko w postaci znicza zapalonego przy którymś z pomników pamięci. Niech się darzy Dobrzyniowi i Golubiowi zamienionych już w jedno miasto w 1951r. w Golub – Dobrzyń. A na koniec tradycyjnie krótkie filmy tym razem o Dobrzyniu i kościele dobrzyńskim. Pozdrawiam wszystkich kochających historie. Marian Pniewski. Toruń 2013r.

http://www.youtube.com/watch?v=MP-YE5QiF78

http://www.youtube.com/watch?v=Yzrnl-WiCVU
Ostatnio zmieniony piątek 13 wrz 2013, 07:14 przez Marian Pniewski, łącznie zmieniany 1 raz.

ewaduch
Posty: 1971
Rejestracja: czwartek 19 mar 2009, 12:18
Lokalizacja: Toruń / Białystok

Post autor: ewaduch » środa 11 wrz 2013, 13:07

Marianie,

robisz się coraz bardziej profesjonalny. Dobrzyń ogląda się bardzo przyjemnie. I te rosyjskie walce! Dobrze nam pokazałeś swoje miasto - rozpoznaję na filnie niektóre miejsca ;)
Pozdrawiam cieplutko,
Ewa Szczodruch

Awatar użytkownika
Zatoka
Posty: 268
Rejestracja: środa 25 mar 2009, 23:29
Lokalizacja: Gdańsk

Post autor: Zatoka » środa 11 wrz 2013, 20:44

Myślę, że ta niedawna chwila zwątpienia dodała Ci tylko skrzydeł. Zwyciężyła w Tobie wola dzielenia się z innymi tym co najlepiej potrafisz robić. Już Ewa zauważyła ten wzrost profesjonalizmu. Ja mogę tylko to potwierdzić Oby tak dalej.

Pozdrawiam
Janusz Wegner

Genepedia

Poszukuję wszelkich informacji o osobach noszących te nazwisko, szczególnie z zasobów pozametrykalnych.

Marian Pniewski
Posty: 387
Rejestracja: środa 20 kwie 2011, 20:42

Re: Sanktuaria

Post autor: Marian Pniewski » wtorek 05 sie 2014, 23:29

Działyń i kościół Świętej Trójcy
Witam Cię drogi przyjacielu.
OJojojoj, uuuu, ile to czasu upłynęło od naszej ostatniej wędrówki po naszej Małej Ojczyźnie? Aż wstyd mówić, niedługo minie rok jak odwiedziliśmy Dobrzyń nad Drwęcą i kościół znajdujący się w tym mieście. No cóż bijmy się w piersi, zaniedbaliśmy te nasze wędrówki i już. Przyczyn było trochę, a to pogoda nie sprzyjała, a to inne obowiązki rodzinne, a to kuje, a to strzyka i ucika nam Ameryka, jakby to zrymować. Haahahahahaha, troszkę śmiechu nie zawadzi.
Ale na szczęście ruszyliśmy się w końcu z domowych pieleszy i strzała autobusem PKS do naszej małej ojczyzny, a to za sprawą poznanego niedawno starszego ode mnie pana, który zaprosił mnie do G-D, aby powiązać nasze drzewa genealogiczne. Co prawda na razie powiązania nie było, bo znów wystąpiły przeszkody, a to sierpień sezon urlopowy AP, a to trzeba by jechać do Włocławka do AP, bo tam prowadzą tropy, uuuu… i jakie to dawne, kto wie czy je tam zastaniemy, no, ale to w wrześniu, kiedy to powrócą pracownicy archiwum z nad mórz, jezior, czy z zagranicznych wojaży z bagażem nowych wrażeń i wspomnień i ponownie otworzą podwoje archiwów dla szperaczy w przeszłości.
Ale to niestracony miesiąc dla genealogów, mogą zrobić wreszcie porządek w swoich zbiorach, notatkach, a także odwiedzić swoje gniazda rodzinne. I ja to zrobiłem. W związku ze muszę w AP w Włocławku dostać się do ksiąg metrykalnych Działynia, a ze względu, że AP zamknięte na cztery spusty udałem się, więc wraz z poznanym niedawno Stasiem właśnie do miejscowości Działyń na Ziemi Dobrzyńskiej. To Stasia rodzinne strony, więc lepszego przewodnika nam nie trzeba.
Uh, pogoda wspaniała, gorączka jak w piecu piekarniczym [ notabene pieca – Stasiu był kiedyś piekarzem], błękitne niebo, bez żadnej chmurki i trzydzieści stopni w cieniu, a my do Działynia. Fakt pojechaliśmy tam dopiero po południu, i chociaż spiekota już trochę zelżała, to i tak musieliśmy kryć się w jakimkolwiek cieniu. Jechaliśmy szosa z G –D na Lipno, częściowo lasem, a potem w prawo, wąską szosą do Działynia pośród pól usłanych łanami zbóż, - żyta, pszenicy, owsa. Krajobraz jak z bajki, teren pofałdowany z licznymi oczkami wodnymi, stawami, i jeziorami, do tego jeszcze enklawy leśne i przylegające do nich zielone łąki, na których spacerowały czarno białe dwa bociany, które co chwila pochylały swoje głowy ku ziemi i coś tam wydziobywały tym swoim czerwonawym długim dziobem. Następne dwa szybowały nad łąką jak szybowce z toruńskiego aeroklubu, aby potem zniknąć gdzieś w sporej kępie drzew. Ach, sielski widok mój przyjacielu, jak ja już dawno nie widziałem takiego widoku, chyba jak się nie mylę to w dzieciństwie.
Wrażenia robią też nowoczesne wiatraki z olbrzymimi skrzydłami wytwarzające prąd dla sieci elektrycznych, stojące na licznych wzniesieniach pofałdowanego terenu i otoczone dywanem złocistych jeszcze nieskoszonych zbóż. Krajobrazy wiejskie zawsze robiły na mnie wrażenie i tym razem też tak było. Fakt okolica się trochę zmieniła od lat mojego dzieciństwa, to już nie ta wieś sprzed lat. Już nie ma widoków żniwiarzy z kosami niosącymi na ramionach podążającymi ku łanom zbóż, nie ma już widoku uśmiechniętych kobiet z chustkami na głowie idącymi za żniwiarzami, jako pomoc do wiązania snopków, nie ma widoku ustawionych sztyg, wozów drabiniastych, koni ciągnących załadowane zbożem wozy, stogów za stodołą, ehhh…. Szkoda.
Już nie słychać przekomarzania się żniwiarzy przy pracy, szelestu kos ścinajace pokos zboża tuż przy ziemi, śmiechu ludzi i radosnych przyśpiewek, a to chłopców, a to dziewczyn, którzy mimo ciężkiej polowej pracy byli radośni, uśmiechnięci i pełni życia. A pamiętasz przyjacielu śpiewy skowronka gdzieś tam wysoko na błękitnym niebie? Trudno go było wypatrzeć, ale za to ćwierkał tak cudnie, że aż miło było posłuchać. A pamiętasz kukułkę kukającą w niedalekim lasku, a my do niej wołaliśmy – ej , kukułeczko, kukułeczko, a powiedz mi za ile lat ja się ożenię? A ona odpowiadała kukaniem – ku,ku, ku,ku…… a my liczyliśmy jeden,dwa, trzy….. ojojoj, kiedy ona przestanie?. To chyba za pięćdziesiąt lat się ożenię hahahahaha….. Eh……. Mimo trudu i prostoty życia, ale było pięknie.
A co jest teraz? Cisza na polach, tylko słychać teraz miarowe buczenie kombajnów. Nie potrzeba już żniwiarzy, pomocników do wiązania snopków, nie potrzeba wozów drabiniastych, koni. Nie potrzeba też młocarni, worków do ziarna i całego tego trudu ludzi związanych pracą przy omłocie. Teraz za jednym zamachem robi to kombajn, tnie zboże, zarazem młóci, wsypuje ziarno do specjalnego pojemnika, aby potem luzem podać na przyczepę i wio do młyna czy do skupu. Już na polach nie zobaczysz równo poustawianych sztyg, za to, co kilka metrów leżą ogromne walce sprasowanej słomy i tylko to rżysko takie same, ale jakby i nie te same. Potem przyjadą ogromne ciągniki z ładowarką załadują te sprasowane walce słomy i zawiozą na wyznaczone miejsce. A po nich traktory z pługami zaorają tą naszą kochaną ziemię, aby za rok znów wydała obfity plon. I co? Zmieniła się wieś, czy nie?
Oj, zmieniła się zmieniła. Nie ma żniwiarza, nie ma oracza i koni i tylko koni żal, jak to śpiewała kiedyś, chyba w 1885r.na festiwalu piosenki w Opolu Maryla Rodowicz w piosence o cyganach –
Dawne życie poszło w dal, dziś pierogi, dzisiaj bal
Tylko koni, tylko koni, tylko koni, tylko koni – Żal.
Oj zebrało nam się na sentymentalizm, ale patrząc na tą dzisiejszą wieś to tak chciałoby się wrócić do tamtej wsi z sprzed lat - eh…. WSI SIELSKA, ANIELSKA.
Ale zauważyłeś mój przyjacielu? Chyba zboczyliśmy z drogi. Mięliśmy jechać do Działynia, a my tu chodzimy po polach, po rżysku i wspominamy. No cóż, nieraz warto powspominać.Prawda? No, ale teraz to już naprawdę - na Działyń.
Po kilku minutach byliśmy już w Działyniu. Już z daleka można było zauważyć czerwone wieże kościoła Działyńskiego wynurzające się z kępy wysokich rozłożystych drzew. Jadąc szosą wiodąca aż do samego Torunia po obu stronach drogi ustawione były rzędy gospodarstw rolnych z frontu domy mieszkalne na zapleczu budynki gospodarcze. Potem sklep, remiza i po chwili byliśmy już przy kościele Świętej Trójcy parafii Działyń dekanatu Czernikowo. Było kilka minut po siedemnastej, w kościele akurat odbywało się nabożeństwo, wiec spacerowaliśmy po dziedzińcu koscioła robiąc przy okazji zdjęcia do dokumentacji fotograficznej. Przy okazji zrobiliśmy sobie lekcje historii, a jest ona bardzo ciekawa jak zresztą też innych parafii Ziemi Dobrzyńskiej. To tu właśnie miedzy Działyniem a Dulskiem i Nowogrodem przebiegała pierwsza granica miedzy diecezja Płocką a Włocławską. Dlatego też występował problem z księgami metrykalnymi powyższych parafii. W końcu po zmianie granic księgi z kościoła Działyńskiego możemy oglądać w archiwum państwowym w Włocławku.
Działyń – skąd się wzięła nazwa wsi, niestety nie wiadomo, wszystko mówiło za tym, ze wieś należała do możnego rodu Działyńskich znanych w całym kraju, jako rodzina senatorska, rodzina wysoko postawionych wojskowych, a nawet i biskupa by się znalazło, a także możnych właścicieli ziemskich, których włości można było odszukać nawet w Prusach królewskich, a przede wszystkim w Wielkopolsce w miejscowości Kórnik, a także na Kujawach, no i na Ziemi Dobrzyńskiej w naszym dzisiaj odwiedzanym Działyniu. Właśnie Działyń był ich główną rezydencja w naszym regionie. Do zamku Działyńskiego należały takie dobra jak Sokołowo, Dulsk, Dobrzyń n/ Drwęcą, Białkowo w stronę Rypina, a także majątki w pobliskim Kijaszkowie i Łyczyszewach jak mówiono na dzisiejsze Liczyszewy. Tak na marginesie z tej ostatniej wsi pochodził mój szwagier Gabriel Osiński. A więc i dla mnie te miejscowości nie są obce, tu w Liciszewach spędzałem kilka razy wakacje.
Właśnie obecni Działyńscy przyjęli z nazwy wsi Działyń swoje nazwisko. Prekursorem tego rodu był Piotr z Działynia, który związał się blisko z dworem królewskim jeszcze przed bitwą pod Grunwaldem z Krzyżakami w 1410r. Piotr zmarł w Działyniu w 1441r pozostawiając po sobie następców, którzy będąc blisko związani z ówczesnym władcą doszli do godności senatorskich. Ród ten z pokolenia na pokolenie rozrastał się umacniając przy tym swoją pozycje i majątki nieomal w całym kraju. Nas interesują dwie osoby z tej rodziny a mianowicie Zygmunt Działyński, który w 1684r. jako właściciel Sokołowa, Dulska, Przedmieścia golubskiego nadal przywilej osadniczy dla tej jeszcze bądź co bądź osady, który mówił iż mieszkańcy mogą miedzy sobą wybierać wójta, a także dwóch ławników , którzy to maja dbać o porządek, a także mogą osądzać w mniejszych sprawach, a także pilnować przestrzegania praw nadanych przez właściciela osady. Następny Działyński o imieniu Ignacy ponad sto lat później, bo w roku 1789 nadał Przedmieściu golubskiemu herb i prawa miejskie a także zmienił nazwę Przedmieścia na Dobrzyń.
Ignacy Działyński urodził się w Konarzewie w 1757r. i był synem wojewody kaliskiego Augustyna Działyńskiego i matki Anny z Radomińskich. Uczęszczał do szkół w Poznaniu i w Warszawie. Po wstąpieniu do wojska został rotmistrzem kawalerii narodowej i dowodził regimentem piechoty zwanym też Działyńskimi zwłaszcza po wojnie polsko – rosyjskiej w 1792r. Ze swoim odziałem brał udział w 1794r w Insurekcji Kościuszkowskiej, po jej upadku zesłany wraz z Tadeuszem Kościuszko do Berezowa na dożywotnie zesłanie zostaje ułaskawiony przez cara Pawła I. W wojsku doszedł do stopnia generała.
Wraca na Wołyń i umiera tam w Żytomierzu w 1797r. Zostaje pochowany przez towarzyszy broni na miejscowym cmentarzu.
Obecnie jedna z szkół w Golubiu – Dobrzyniu nosi nazwę im. Ignacego Działyńskiego, a także jedna z ulic nosi Jego imię.
Jak wiec widzimy właściciele majątków w tym przypadku Działynia nie koniecznie mieszkali a nawet bywali w swoich posiadłościach. Majątki rządzone przez nadanych administratorów dostarczały prawowitym właścicielom tylko można by powiedzieć żywa gotówkę na dostatnie życie i na swoje potrzeby poza domowe. Niejednokrotnie sprzedawali, czy kupowali majątki nie widząc ich wcale, nie znając nawet tych, co na nich ciężko pracowali. Oczywiście nieraz skapywało coś z pańskiego stołu czy to na budynki gospodarcze, czy na tak zwane czworaki, w których gnieździły się nieraz całe pokolenia robotników folwarcznych. Czasami też dziedzic fundował dla parafii nowa świątynię, był jej opiekunem i fundatorem.
W 1842r. cześć Działynia należy do znanej już nam rodziny Dziewanowskich z Szafarni. Tu po przekazaniu majątku w Szafarni swojemu synowi Dominikowi osiada Juliusz Dziewanowski spędzając tu jesień swojego życia. Mieszka tu z swym synem Włodzimierzem Dziewanowskim.. Juliusz Alojzy Dziewanowski urodzony w Płonnym w 1780r. umiera w Działyniu w 1854r. to ten sam Juliusz, który w 1824r zaprasza do Szafarni Fryderyka Chopina przyjaciela swego syna Dominika. Opisywałem o tym w artykule o Płonnym i Szafarni. W 1864r. umiera w Szafarni była zona Juliusza a matka Dominika Wiktoria Dziewanowska z Rafałowiczów. Mimo rozwodu z Juliuszem pochowana zostaje u boku swego byłego męża. W 1875r. umiera syn Juliusza Włodzimierz, dlatego też majątek Działyń przechodzi w ręce Dominika Dziewanowskiego, który sprzedaje Szafarnię i zamieszkuje w Działyniu. Tu spędza swoje ostatnie pięć lat swojego żywota i umiera w Działyniu 08.06.1880r. Groby ich znajdują się tuz przy północnym murze koscioła. Po tym okresie zarządzania przez rodzinę Dziewanowskich Działyń przejmują już inni obcy nam właściciele. Jak wiemy z historii następne koleje losów majątków ziemskich uległy rozpadowi, były parcelacje, uwłaszczenia, a po drugiej wojnie światowej przejęły to albo kółka rolnicze, PGR, czy pojedynczy gospodarze.
Nie doczekał naszych czasów zamek Działyńskich, ani późniejszy pałac. Trudno sobie nawet wyobrazić jak wyglądały te budowle, może gdzieś w zakamarkach archiwów państwowych zachowały się jakieś dokumenty, czy szkice, no, ale gdzie ich szukać? No gdzie? Historie Działynia opowiedzieliśmy sobie w wielkim skrócie, tylko połowicznie, no cóż szczupłość miejsca nie pozwala, ale o szczegółowej historii tej wsi możemy przy odrobinie cierpliwości poszukać w bibliotekach czy w Internecie, lub w różnych informatorach historii ogólnej.
Powoli kończy się nabożeństwo w kościele. My siedząc sobie na ławeczce przerywamy swoje historyczne rozważania i idziemy do zakrystii poprosić proboszcza o pozwolenia sfotografowania wnętrza kościoła. Uzyskujemy zgodę i po kilkuminutowej milej rozmowie przystępujemy do fotografowania.
A jaka jest historia tego kościoła?
Pierwotny kościół zbudowany około XIV w. był budowla drewnianą nie wiadomego wezwania. Ze względu na brak remontu, różne działania wojenne przemarsze wojsk, zrywy powstańcze, a także przez samo zaniedbanie poszczególnych proboszczów i fundatorów kościół ten ulega dewastacji i całkowitemu zniszczeniu. Kościół ten służył parafianom do polowy XVI wieku i zostaje definitywnie rozebrany.
W 1582r. ówczesny właściciel Działynia Michał Działyński buduje nowy kościół juz murowany, którego budowa zostaje zakończona w 1609r. , konsekrowany p.w. Świętej Trójcy. Jego styl to styl barokowy o dwóch wieżach i dwóch wieżyczkach sygnaturkach. Z dala prezentuje się jakby to była budowla prawosławna, co podkreślają wieże z baniastymi obitymi blachą hełmami. Na samym szczycie tych wież umocowane są dwa pozłacane krzyże, co świadczy o tym iż jest to kościół katolicki. Na tle krajobrazu wieże te i dach kościoła odznaczają się ciemną czerwienią, co mocno kontrastuje z bielą murów kościelnych. Duże witrażowe okna wpuszczają do wnętrza świątyni sporo światła zwłaszcza w słoneczne dni, co daje piękny efekt różnych kolorów znajdujących się w świątyni.
Wnętrze kościoła barokowe z dodatkiem renesansu, a także współczesnych dzisiaj elementów wystroju. Przepiękny ołtarz główny późnorenesansowy z 1601r. wypośrodkowaną niszą tuż nad tabernakulum, w której znajduje się barokowy krucyfiks z 1700r., a na zasuwie osłaniającej nisze obraz koronacji Najświętszej Marii Panny. Na szczycie ołtarza znak Boga Wszechmogącego w grupie aniołów i świętych. Boczne ołtarze z Matka Bożą, z świętymi Jakubem i Piotrem w tym samym stylu, a także przepięknie rzeźbiona ambona dopełniają wyposażenie kościoła tuż przy prezbiterium. Nie można też nie wspomnieć o scenach religijnych malowanych bezpośrednio na ścianach i suficie kościoła. Urzekają wspaniałymi świeżymi kolorami i ciekawą tematyką przedstawianych scen biblijnych, są to motywy często stosowane w budowlach baroku na Ziemi Dobrzyńskiej i nie tylko.
Organy są z późniejszego okresu prawdopodobnie z początków XiX wieku. No niestety nie mięliśmy okazji posłuchać ich brzmienia, ale widząc po piszczałkach zabudowanych tuż nad pulpitem klawiszowym muszą wydawać z siebie tak piękne dźwięki jak piękny jest ten kościół.
W kościele znajduje się krypta grobowa, która powstała wraz z budową świątyni z myślą, iż tu spoczną członkowie rodziny Działyńskich, lecz cóż los zrządził inaczej. Do dnia dzisiejszego stoi pusta. Nikt z rodziny Działyńskich tu nie spoczął. Mimo ze tu powstało ich gniazdo rodowe to poumierali w różnych miejscach takich jak Poznań, Warszawa, Żytomierz i jeszcze w wielu innych miejscach, tylko nie w Działyniu.
Pierwotne cmentarze jak zapewne wiesz przyjacielu znajdowały się tuz przy kościele lub nawet w samym wnętrzu świątyni. Tu w Działyniu obecnie znajdują się tylko dwa groby rodziny Dziewanowskich, o których mówiłem powyżej. Cmentarz grzebalny w Działyniu poza murami świątyni i jej terenem powstał w połowie XVIII w. w kierunku na wieś Wielgie. Tam zapewne pochowani zostali też nasi przodkowie.
Po wyjściu z kościoła ruszyliśmy w drogę powrotną odwiedzając po drodze drugi cmentarz znajdujący się w Działyniu przy drodze do Nowogrodu, Macikowa
Po przekroczeniu bramy zaraz po prawej stronie napotykamy mogiłę Antoniego i Weroniki Pniewskich. I tu konsternacja – Antoniego mam w wykazie urodzonych w 1879r. Pochodził z pobliskiej parafii Nowogród. Tu w Działyniu zawarł małżeństwo z Weroniką Wiśniewską i zamieszkali w pobliskim Macikowie. Ogarnęło mnie jakieś dziwne uczucie i myśl, ze mam Jego akt urodzenia, a tu nagle odkrywam jego mogiłę. Jest jeszcze więcej członków mojej rodziny na tutejszym cmentarzu, a więc AP w Włocławku muszę odwiedzić koniecznie.
Chodzimy z Stasiem po alejkach cmentarza, czytamy epitafia zapisujemy daty, a wokół nas przedziwna cisza nadchodzącego wieczoru. Te wiejskie cmentarze mają w sobie jakiś przedziwny urok, jeśli tak można mówić o cmentarzach. Widok to specyficzny inny w ogóle niż nasze miejskie cmentarze, gdzie za płotem zaraz ruchliwa hałaśliwa ulica, nieraz nawet z pobliskimi budynkami mieszkaniowymi czy fabrycznymi.
Tu na wiejskim cmentarzyku panuje cisza aż w uszach dzwoni, a za cmentarnym murem rozpościera się łan pszenicy, albo pobliski las, z dala słychać tylko szczekanie psa, albo glos ryczącej krowy, z pobliskiej łąki, która oznajmia spóźnionemu gospodarzowi, że mija już czas dojenia. Sielskie, anielskie można by rzec to wiejskie życie, ale czy na pewno? O tym mogliby już opowiedzieć nam sami mieszkańcy tej miejscowości. Na pewno też jak z wielu z nas mają swoje problemy, kłopoty i radości. Tu też się rodzą, żenią się i umierają, bo taki już nas los, czy byś żył w dużym mieście, czy małym czy tu w tej pięknej miejscowości, jaką jest Działyń. Niech im się darzy.
Powoli zbieramy się do odjazdu. Słońce tak dokuczliwe w środku dnia, zmęczone swoja pracą też postanowiło ułożyć się do snu. Z małego wzniesienia patrzymy z przyjacielem na zachód słońca w działyńskim wydaniu. Coraz bardziej chowa się za horyzontem, jeszcze rzuca pojedynczymi promieniami w rożne strony, jeszcze oświetli na chwile kilka drzew stojących w oddali, muśnie promieniami dachy domostw stojących w szczerym polu i powoli znika zupełnie za horyzontem. Po tym cudzie wszechświata, jakim jest nasze słoneczko została już tylko czerwono-żółta poświata na zachodnim skłonie nieba i my wyruszamy w powrotną drogę do Golubia – Dobrzynia, aby po dość meczącym dniu odpocząć w domowych pieleszach. Jadąc już w postępującej ciemności wieczoru widzimy gdzieś w oddali pracujący jeszcze kombajn zbożowy. Z zapalonymi przednimi światłami wykonuje dalej swoja pracę nie patrząc na nadciągające ciemności nocy. Cóż się dziwić – żniwa. Oby plon dały obfity, tak jak nasza eskapada z przyjacielem. Czy powrócimy w te miejsca? Jeśli zdrowie dopisze to zapewne tak, bo my to jak te wędrowne ptaki. Do zobaczenia może prędzej niż za rok. Pozdrawiamy wszystkich genealogów i życzymy Wam pięknego letniego wypoczynku. Do zobaczenia gdzieś na szlaku.
Na pamiątkę tej wędrówki kilka reprodukcji z żniw z dawnych lat i bochen pięknego wiejskiego chleba. Aby go Wam nigdy nie zabrakło. Życzą.
Marian Pniewski i Stanisław Rumiński Toruń dn.05.08.2014r.

https://www.youtube.com/watch?v=7ge-Ds8 ... GO_cTcM7LQ
Załączniki
wally-piekno-dekoracji-obraz-portret-ignacego-dzialynskiego-jozef-maria-grassi.jpg
images.jpg
images.jpg (9.68 KiB) Przejrzano 5011 razy
pietkiewicz-zniwa.jpg
blog_hk_18737_21197_tr_zniwa_1902.jpg
arcydzielo-sztuki-org-obraz-olejny-czas-na-zniwa-3077203822_3_orginal.jpg
44_folwark_szlachecki_andrzej_wyczanski_1964_nr_10_1.jpg

ODPOWIEDZ