Toruńskie sanktuaria

Opisujemy miejsca, miejscowości, które są nam bliskie

Moderator: ewaduch

Marian Pniewski
Posty: 387
Rejestracja: środa 20 kwie 2011, 20:42

Toruńskie sanktuaria

Post autor: Marian Pniewski » poniedziałek 07 paź 2013, 11:50

Witajcie.
Jesień ….liść ostatni już spadł
Jesień…. Deszcz zmył butów Twych ślad
Jesień…..idzie ku mnie przez park.

Jesień – tak, tak mój drogi przyjacielu, ani się obejrzeliśmy a tu przyszła jesień. Dobrze ,ze tak prawdziwa, jak to mówią - złota polska jesień, gdzie za oknami świeci jeszcze słońce, powiewa trochę już chłodny jesienny wietrzyk, a drzewa dotychczas przepełnione zielenią liści nabierają barwy złotego i pożółkłego koloru. Co chwila mocniejszy podmuch wiatru strąca pożółkłe liściez drzew , które bezszelestnie kołysząc się na wietrze opadają cichutko i leciutko na ziemię tworząc wzorzyste dywany na zielonych jeszcze trawnikach tworząc kolorowy kobierzec żółci, złota, brązu i zieleni. Idąc po tym kobiercu słyszymy przyjemny a zarazem smutny szelest liści, które jakby mówiły do Ciebie – żegnaj lato, żegnaj, a witaj jesieni. Jesień, pełna zadumy i nostalgii, w uszach wyobraźni słyszę jeszcze piosenkę niezapomnianego piosenkarza z zespołu Czerwone gitary – Krzysztofa Klenczona - Jesień idzie przez park. Pamiętasz ją i Ty mój drogi przyjacielu – Pamiętasz?
No, ale nie możemy przez cała jesień poddać się smutnemu nastrojowi, przecież jesień to też radość, zabawa i powód, aby przy pięknej pogodzie nie siedzieć w domu. A wręcz przeciwnie. Jedni wyruszają do lasu chodząc pochyleni wśród drzew cierpliwie wpatrzeni w poszycie leśne wypatrują grzybów. A to trafi się maślak, a to borowik, a i czarnym łebkiem się nie pogardzi. No, ale ta zabawa to dla wytrawnych grzybiarzy, do których ja niestety się nie zaliczam. Lubię chodzić po lesie, nie powiem, ale z odróżnianiem grzybów czy to jadalny, czy trujak, to już gorzej. Trzymam się więc blisko znawcy tego owocu lasu i co rusz zawracam mu jak to się mówi gitarę, a ten dobry, a ten, a ten……?.
Oprócz lasu można tez inaczej spędzać wolny czas, nie koniecznie na łonie natury.
Jak sobie przypominasz drogi przyjacielu w letnie słoneczne dni wędrowaliśmy trochę po Ziemi dobrzyńskiej, odwiedziliśmy takie wioski jak Sokołowo, Dulsk, słuchaliśmy głosu fortepianu grającego mazurki, preludia Fryderyka Chopina w niedalekiej Szafarni, a także słuchaliśmy opowiadania o znanej pisarce Marii Dąbrowskiej w miejscowości Płonne, gdzie Maria rozpoczęła pisać swoją słynną powieść -Noce i dnie. Przyznasz mi chyba, że nie był to zmarnowany czas, Prawda ?
Na koniec pospacerowaliśmy po naszym małym miasteczku Golubiu – Dobrzyniu, no i na tym koniec naszych letnich wędrówek. Hmmmm. Ale czy ktoś powiedział, że teraz zapadniemy w sen zimowy, że tylko ciepłe bamboszki i sweterek na grzbiecie w trochę zimnym jeszcze mieszkaniu ? Nie i nie.
W ostatnią sobotę wyruszyliśmy na spacer po Starym Mieście Toruniu. A był do tego powód i to bardzo ważny powód nie tylko dla miasta, ale też dla mieszkańców, dla kościoła katolickiego no i dla turystów odwiedzających Toruń.
Po trzynastu latach zostały zakończone prace renowacyjne i konserwatorskie świątyni – Katedry św. Janów. Było to olbrzymie przedsięwzięcie, w które było zaangażowanych wielu ludzi, naukowców, księzy, władz miasta, służb renowacyjnych i konserwatorskich na wielką skalę. Przechodząc obok świątyni nie zdawaliśmy sobie nieraz sprawy z tej przemiany, która dokonywała się w samej świątyni. Widzieliśmy i byliśmy świadkami remontu dachu kościoła, oczyszczaniu specjalną techniką zacnych murów budynku głównego i samej wieży kościoła, ale co działo się w środku to już niestety nie mieliśmy tam wglądu. A było co podziwiać i teraz po zakończeniu prac jest naprawdę co podziwiać i upajać swój wzrok cudami malarstwa, rzeźbiarstwa, czy samej nawet muzyki organowej. Tam na wysokościach, na rusztowaniach osłoniętych specjalną zasłoną działy się rzeczy doniosłe. Najlepsi konserwatorzy graficzni, malarze i ludzie znający się na specjalnej technice konserwacyjnej przywracali blask dawnym obrazom, rzeźbom, polichromiom i innym rodzajom wystroju wnętrz. To majstersztyk, to złote ręce tych skromnych ludzi przywróciło blask tej wiekowej świątyni, która była świadkiem wielu wydarzeń, nie tylko miasta, ale także wydarzeń krajowych i kościelnych.
O historii katedry i doniosłych wydarzeniach wspomnimy drogi przyjacielu w następnej odsłonie, bo teraz już nie ma na to czasu, gdyż za chwilę odezwie się słynny dzwon zwany - Tuba Dei czyli Trąba Boża, który to już od pięciu wieków jest zawieszony na wieży kościoła. A gdy On wydaje z siebie głos to słuchają Go nie tylko ludzie, ale i ptaki i drzewa i nasza Wierna Rzeka Wisła i słyszy Go też cała okolica, bo to dzwon niezwykły pełen wdzięku i przyjemnego tonu dla ucha. Bije tylko od wielkiego święta i naprawdę trzeba mieć szczęście, aby Go usłyszeć, a teraz mamy właśnie takie szczęście. Ale co ja będę zachwalał, jak zbytnio się na tym nie znam, chociaż może troszeczkę. Posłuchajcie moi drodzy sami, a dźwięk tego dzwonu zapewniam urzeknie i Was. To historia wieków, to wołają wszystkie nasze pokolenia, to Ich dzieło, dzieło naszych przodków, praprapra……. Pozdrawiam wszystkich Genealogów. Marian P. KPTG

http://www.youtube.com/watch?v=drRjZg4Fi0w
Załączniki
images43.jpeg
images43.jpeg (9.66 KiB) Przejrzano 8177 razy
Torun_Kościół_Świętych_Janów_Dzwon_Tuba_Dei.jpg
Ostatnio zmieniony niedziela 17 lis 2013, 11:35 przez Marian Pniewski, łącznie zmieniany 6 razy.

ewaduch
Posty: 1991
Rejestracja: czwartek 19 mar 2009, 12:18
Lokalizacja: Toruń / Białystok

Post autor: ewaduch » czwartek 10 paź 2013, 18:46

Lubię spacery z Tobą, Marianie...

I znowu bardzo romantycznie.

Tuba Dei jest mi bardzo bliski, niemal jak te wszystkie dni, w które się odzywa. Wielkim świętem był dla mnie dzień, w którym usłyszałam go po raz pierwszy...
Pozdrawiam cieplutko,
Ewa Szczodruch

Marian Pniewski
Posty: 387
Rejestracja: środa 20 kwie 2011, 20:42

Druga odsłona

Post autor: Marian Pniewski » czwartek 10 paź 2013, 23:11

Witam Was moi drodzy ponownie.

Roku Pańskiego 1500, 22 września ja Trąba Boża
Ku chwale Boga i świętych Janów
Chrzciciela i Ewangelisty
Patronów tej świątyni zostałam odlana

Zapewne po wysłuchaniu niezwykłego bicia dzwonu Tuba Dei chcielibyście usłyszeć coś o historii tego cennego zabytku, która jest tak samo interesująca jak głos tego dzwonu. Dzwon Trąba Boża jak po polsku brzmi jego nazwa powstał stosunkowo późno względem samej bazyliki, której budowa rozpoczęła się już w, 1251r. jako budowla drewniana, która spłonęła w w pożarze miasta około 1263r. Po tej tragedii, w której spłonęła większa część miasta Torunia w 1270r. rozpoczęto budowę już murowanej świątyni. Był to mały kościółek, którego obrys możemy zauważyć obecnie, jako dzisiejsze prezbiterium. Już od początku swojego istnienia był centralnym kościołem katolickim dla mieszkańców miasta. Rozbudowa kościoła wykonywana była etapami i zależała od zgromadzonych funduszy. W ciągu 200 lat świątynia rozrosła się do obecnych kształtów z wysoką wieżą usytuowana od ulicy Żeglarskiej. Przy końcu budowy niestety zaczęło brakować funduszy w kasie miejskiej, a nowa świątynia, która górowała nad miastem była niedokończona i brakowało najważniejszego elementu, oczywiście oprócz ołtarza, bez którego żadna świątynia nie może się obejść to jest dzwonu. Zbliżał się rok 1500, a więc można by rzec rok jubileuszowy i wypadałoby go jakoś uroczyście uczcić, no i zakończyć uroczyście ciągnącą się przez wiele lat budowę.
Aby uzyskać fundusze dla wykonanie dzwonu użyto podstępu. Jak mówi legenda ogłoszono w mieście, że rok 1500 będzie ostatnim i nastąpi koniec świata. Aby przebłagać Boga za popełnione grzechy należy zbudować dzwon w nowej świątyni, który swym głosem zaniósłby prze oblicze boskie prośby o przebaczenie i odwrócenia złego losu, który miał niebawem nadejść. Bogobojny lud toruński znosił chojne dary w postaci biżuterii, drogocennych kamieni, złota i srebra. Gdy fundusze były już można by rzec na koncie rozpoczęto budowę dzwonu. Jego odlaniu podjął się toruński odlewnik i ludwisarz Marcin Schmidt, który z wielką precyzją i starannością odlał dzwon, który swoją wielkością zachwycił duchowieństwo i toruńskich mieszczan. Po poświeceniu go w wrześniu 1500r. zastanawiano się jak umieścić ten ważący ponad 7, 2 tony dzwon na wysokiej wieży kościoła. Było kilka pomysłów i wybrano w końcu jeden z nich. Wybudowano z drewna bardzo długą pochylnie , która biegła od samej wieży ponad dachami miasta, aż poza jego mury i przy pomocy 12 wołów, które uruchamiały specjalny system zbloczy wciągano po pochylni dzwon, który w końcu znalazł się na wyznaczonym miejscu. Była to bardzo poważna i precyzyjna operacja zważywszy na ciężar i wielkość dzwonu. Tyle mówi legenda, a jak było naprawdę? W każdej legendzie tkwi nieraz kilka ziarenek prawdy., w końcu dzwon w jakiś tam sposób znalazł się na wieży i współcześnie jest jedynym świadkiem tamtych dni i bohaterem wydarzeń z przed 500 laty. Jak można się dowiedzieć z różnych informacji dzwon Trąba Boża jest trzecim dzwonem pod względem wielkości w Polsce, lecz tu jest takie małe przekłamanie, gdyż do tych trzech dzwonów zaliczany jest też dzwon Maryi Bogarodzicy w Licheniu, który waży blisko 17 ton. Ale tu mała uwaga, dzwon ten odlany został współcześnie, kilka zaledwie lat temu i jako zabytek, jakim są dzwony Zygmunt w Krakowie i Tuba Dei w Toruniu nie może być zaliczany. A więc dzwon toruński jest dzwonem drugim po Zygmuncie z Krakowa. Tu też chciałbym zwrócić uwagę na jeszcze jeden dzwon, który jest trochę już zapomniany i niezauważany w różnych informatorach turystycznych, a zbliżony jest rozmiarami do dzwonu Tuba Dei. To tzw. Mały Zygmunt, który umiejscowiony jest na wieży kościoła w Golubiu. Zwany też jest dzwonem Anny Wazówny i historie swą datuje od roku 1623, kiedy to sam król Zygmunt III Waza będąc w gościnie na golubskim zamku u swej siostry Anny w prezencie dla golubskiego kościoła sprezentował dzwon, który został odlany w gdańskiej odlewni dzwonów Gerarda Beninga. Warto też i tam pojechać i zobaczyć na własne oczy i porównać go z dzwonem toruńskim. Tyle o dzwonach, a co z Katedrą? Obecnie po gruntownej renowacji i zabiegach konserwatorskich jest chyba najpiękniejszym kościołem Torunia. Tu w 1473r. przyjął chrzest sam Mikołaj Kopernik, tu też spoczywa serce Króla Polskiego Jana Olbrachta, który zmarł nagle w Ratuszu 17 czerwca 1501r. Serce pozostało w Toruniu, a ciało Króla przewieziono do Krakowa i tam pochowano. W 1992r. powołano diecezje toruńską i od tego momentu Parafia św. Janów stała się siedzibą biskupa toruńskiego, a Bazylika, jako świątynia biskupia podniesiona do rangi Katedry.
Do Katedry św. Janów w roku 1999 przybył papież Jan Paweł II nasz rodak, który gorąco się modlił przy kaplicy chrztu świętego, gdzie chrzest przyjął Mikołaj Kopernik. Było to wielkie wydarzenie dla Torunia i nam współczesnym głęboko utkwiło w pamięci.
Katedra świętych Janów była świadkiem wielu wielkich wydarzeń na przestrzeni wieków, nie sposób tu opisać tego wszystkiego, co się wydarzyło przez ten niemały okres dziejów Torunia. Katedra bez Torunia nie byłaby Katedrą, a Toruń bez Katedry nie byłby Toruniem. Więcej szczegółów można znaleźć na stronach internetowych, w różnych publikacjach i książkach opisujących dzieje kościoła świętych Janów. Ten skromny tekst i ja poświęcam na naszej stronie KPTG moim zawołaniem – Ocalić od zapomnienia. Chociaż w tym przypadku zawołanie te nie sprawdza się, bo nie sposób o tej świątyni zapomnieć, bo na pewno jeszcze niejedno pokolenie będzie Ją podziwiać. A teraz zapraszam Cię drogi przyjacielu już tradycyjnie na odwiedziny multimedialne w szacownej świątyni. Może po obejrzeniu tych skromnych moich fotografii zawitasz osobiście do Torunia, do tej świątyni, gdzie dzwon Tuba Dei, gdzie mówią wieki. Serdecznie zapraszam. Marian P. KPTG.

http://www.youtube.com/watch?v=pUKbUgkT_wo[/b]
Ostatnio zmieniony piątek 11 paź 2013, 09:41 przez Marian Pniewski, łącznie zmieniany 1 raz.

ewaduch
Posty: 1991
Rejestracja: czwartek 19 mar 2009, 12:18
Lokalizacja: Toruń / Białystok

Post autor: ewaduch » piątek 11 paź 2013, 13:40

To rzeczywiście piękny Kościół z piękną historią. Dzięki filmikowi Mariana można zobaczyć szczegóły, na które może nie zwróciliśmy uwagi podczas zwiedzania.

A muzyka, jak zwykle, dobrana wspaniale :)
Pozdrawiam cieplutko,
Ewa Szczodruch

Awatar użytkownika
Zatoka
Posty: 268
Rejestracja: środa 25 mar 2009, 23:29
Lokalizacja: Gdańsk

Post autor: Zatoka » piątek 11 paź 2013, 16:49

Czytając powyzsze artykuły i ogladając filmy wróciłem myślami do wspomnień. Nie minął jeszcze rok gdy żegnalismy Józka. Na usta cisnęło się pytanie: Czy i kto wypełni pustkę jaką pozostawił po sobie ? Życie nie znosi próżni. Narodził się i rozwija Marian. Swoimi opowieściami prowadzi nas po ciekawych i pięknych zakątkach polskiej ziemi. Oby tak dalej.

Pozdrawiam
Janusz Wegner

Genepedia

Poszukuję wszelkich informacji o osobach noszących te nazwisko, szczególnie z zasobów pozametrykalnych.

Marian Pniewski
Posty: 387
Rejestracja: środa 20 kwie 2011, 20:42

Post autor: Marian Pniewski » piątek 11 paź 2013, 18:10

Józka nikt nie jest w stanie zastąpić, był genealogiem z prawdziwego zdarzenia, a ja jestem tylko skromnie mówiąc tylko amatorem entuzjastą genealogii, historii małych ojczyzn i żałuję tylko, że to tak późno przyszło. a o Józku pamiętamy i pamiętać będziemy,możne to On tak mnie dopinguje? Pozdrawiam i dzięki za miłe słowa. Marian P.

Marian Pniewski
Posty: 387
Rejestracja: środa 20 kwie 2011, 20:42

Wspomnienia o Barbarce

Post autor: Marian Pniewski » niedziela 17 lis 2013, 01:48

Witam drogi Przyjacielu, a zarazem zapraszam cię na może już ostatni jesienny spacer, tym razem trochę dłuższy, ale za to przepełniony historią, legendą i wspomnieniami. Zanim jednak ruszymy w drogę to wstąpimy jeszcze na chwilę do toruńskiej katedry, aby pokłonić się tam pewnej świętej pani, której obraz widnieje w kaplicy szyperskiej, a ufundowany został przez mieszkańców Torunia, którzy trudnili się żeglarstwem, flisactwem i różnymi innymi zawodami związanymi z królową polskich rzek Wisłą. Zapewne domyślasz się o kogo chodzi. To św. Barbara patronka zawodów niebezpiecznych, a także jako patronka dobrej śmierci. Za swoja patronkę obrali Ją przede wszystkim górnicy, a święto Jej jak wiemy obchodzone jest zawsze 4 grudnia. Uroczyście obchodzone jest zwłaszcza na Śląsku, jako popularna Barbórka, chociaż i w naszym regionie jest też szczególnie honorowana, miedzy innymi przez toruńskich geofizyków, a także przez kopalnie odkrywkowe w naszym regionie. Po za tym jest też patronką jak wspomniałem na początku wodniaków wiślanych, a także takich zawodów jak murarzy, ludwisarzy, kowali, a nawet artylerzystów i minerów.
Cóż wiemy o św. Barbarze? Przekazy historyczne o niej są znikome, więcej jest legendy niż prawdy historycznej. Barbara była córka bogatego poganina Dioskura z dalekiej Bitynii, leżącej w obecnej Turcji nad morzem Czarnym. Barbara mimo ostrego sprzeciwu ojca przyjęła chrześcijaństwo, a gdy ojciec dowiedział się o tym uwięził Ją w wieży, a po pewnym czasie sam pozbawił Ją życia. Za ten niecny czyn zginął od uderzenia pioruna. Działo się to w 306r. Tyle mówi legenda, a kult Barbary z upływem czasu nabierał wielkiej świętości. Legenda o św. Barbarze dotarła i do nas a to za sprawą pewnego pustelnika, któremu ukazała się św. Barbara w pod toruńskich borach , a także relikwii świętych przechowywanych na zamku księcia pomorskiego Świętopełka w Sartowicach kolo Świecia , a potem przez dłuższy czas w Starogrodzie w kaplicy zamku krzyżackiego. Relikwie te , a była to głowa św.. Barbary jak mówi przekaz historyczny przebywały potem w kaplicy zamku w Malborku, a na koniec w kościele Panny Marii w Gdańsku gdzie w 1577r została prawdopodobnie zniszczona przez protestantów. Może tyle ogólnych wiadomości o św. Barbarze, na szczegółowe informacje zapraszam tradycyjnie do Internetu, a także do publikacji książkowych z których i ja czerpię wiedzę.
Św. Barbara kojarzy nam się z tragedią, z śmiercią i pojednaniem z Bogiem. Tu w naszym przypadku toruńskim było można rzec podobnie, chociaż początkowy kult świętej nie wskazywał na inną tragedie niż ta, którą przeszła św. Barbara. Już w XIII w. do Starogrodu ciągnęły pielgrzymki z różnych stron podzielonego na dzielnice kraju aby pokłonić się przed relikwiami św. Barbary. Wiele pielgrzymek przechodziło traktem wiodącym przez Toruń, Bierzgłowo, Chełmno.
Było to tak dawno temu, że tylko znikome przekazy historyczne wspominają te wydarzenia. W odległości 6 km.od Torunia w kierunku na zamek bierzgłowski w głębokich borach znajdowała się pustelnia, w której przebywał pustelnik. Pewnego razu ukazała się mu Św. Barbara i przekazała mu posłanie, aby od tej chwili miejsce te uważać za święte, a woda z źródełka, które wytrysło u Jej stóp leczyła chorych pielgrzymów. Jak mówi legenda woda z źródełka leczyła oczy, czy tak było naprawdę to już nic o tym nie wspomina. Początkowo to miejsce w głębokiej puszczy nazywało się Borowiec, nieopodal źródełka powstała osada młyńska, a pod koniec XIIIw. postawiono tam kościółek dla upamiętnienia cudownej wizji pustelnika. Miejsce te było wielokrotnie przebudowywane. W XVw pobudowano nową kaplice, to samo było po wojnach szwedzkich, gdzie okolice Torunia były bardzo zniszczone przez działania wojenne. Już w XIV wieku Borowiec nazwano Barbarką na cześć św. Barbary. Początkowo osada ta należała do tzw. Klucza bierzgłowskiego, aby potem przejść pod administracje miejską Torunia , a tym samym pod parafię św. Janów, potem kościół św. Wawrzyńca, Panny Marii, a współcześnie Barbarka należy do parafii św. Antoniego na toruńskich Wrzosach. Najważniejszą świętością tej świątyni nie były wcale relikwie św. Barbary [ głowa], bo tu ich wcale nie było, a figurki świętej. Jedna najstarsza z roku ok. 1400, a późniejsza z początku XVIw. Obecnie figurki św. Barbary znajdują się w muzeum archidiecezjalnym w Pelplinie. Przedstawione też są na załączonym filmie.
Barbarka to święte miejsce dla torunian, ale nie tylko. Obok pięknej legendy o św. Barbarze jest też i bliższa nam prawda historyczna z początków II wojny światowej. Tak jak przed wiekami ojciec w okrutny sposób mordował swoja jedyną córkę, tak i współcześnie na tym świętym miejscu jakim jest dla nas Barbarka dokonano okrutnego mordu na niewinnych mieszkańcach Torunia i okolic. Właśnie w te jesienne dni przypadające w październiku i w listopadzie 1939r. na toruńskiej Barbarce rozgrywała się tragedia naszych dziadków, ojców, naszych krewnych. Po zajęciu Torunia przez hordy niemieckie rozpoczęły się masowe aresztowania mieszkańców miasta, zwłaszcza inteligencji, przemysłowców, właścicieli ziemskich i także księży. Przywożono aresztowanych najpierw do starej pruskiej twierdzy fortu VII, gdzie następowała selekcja. Jednych mordowano na miejscu pod ścianą straceń, innych wywożono do obozów koncentracyjnych, a następna grupę wywożono ciężarówkami właśnie na Barbarkę, gdzie po wykopaniu ogromnych wykopów rozstrzeliwano i grzebano na miejscu. Ogrom zbrodni w tym miejscu jest zatrważający, setki ofiar pożegnało się tu z życiem. Pod koniec wojny Niemcy aby zatrzeć ślady zbrodni wykopywali ofiary i palili. Zrządzeniem losu o jednej zbiorowej mogile zapomnieli, albo już nie zdążyli zatrzeć śladów. Po wojnie wykopano 87 ofiar i uroczyście pochowano na jednym z toruńskich cmentarzy. Dzisiaj to miejsce jest dla nas wszystkich miejscem pamięci o tych co stracili tu życie, ale także przypominające o hitlerowskich zbrodniarzach czasów wojny . Oby już nigdy do takich okrucieństw nie dochodziło. Musimy pamiętać o tym my drogi przyjacielu i następne pokolenia.
Barbarka współcześnie stała się tez miejscem odpoczynku i rekreacji rzeszy torunian. Tu działa leśna szkoła edukacyjna dla dzieci i młodzieży promująca życie z przyrodą, umiłowaniem natury i aktywnego wypoczynku. Wiele tu festynów i sportowych zawodów, warto tu przyjechać, pospacerować leśnymi duktami, odwiedzić miejsce pamięci, a także pomodlić się w kapliczce św. Barbary i powiedzieć Jej wszystko co na sercu leży, a Ona cię wysłucha i na pewno pomoże. I tak nasza wędrówka dobiegła do końca, może znajdziemy jeszcze kiedyś czas aby tu wrócić, bo św. Barbara jest bardzo gościnna i gościny nie odmówi. Wracaj i Ty drogi przyjacielu, bo wracać tu, to tak jakby życie zaczynać od nowa. Nie opisałem tu szczegółowo o tej pięknej osadzie, bo i miejsca mało, a bardziej szczegółowe opracowania są dostępne w księgarniach, czy w bibliotekach. Zapraszam na Barbarkę, o każdej porze roku, bo tu zawsze jest pięknie. Zapraszam też na film o Barbarce poniżej Wszystkiego dobrego drogi przyjacielu i do następnego spotkania. Marian P.

http://www.youtube.com/watch?v=LQWYqPf7iYE

Barbórkowy las

Zaszumiały wysokie sosny w barbórkowym lesie
Głos wielu wystrzałów dziś daleko się niesie
W tej właśnie chwili, w tej właśnie godzinie
Kwiat toruńskich mieszkańców
Od kul hitlerowskich ginie
Cóż Wy zrobiliście, czym zawiniliście
Że dziś już martwi na ziemi leżycie
Jak te zwiędłe jesienne liście.?
Ile muszą mieć nienawiści w sercu
Ci hitlerowscy żołdacy
Aby oderwać Cię przyjacielu
Od rodziny ,od pracy
I tu właśnie w tym pięknym lesie
Pozbawić Cię życia po wieczne czasy
Dziś jeszcze już po wielu latach
Drzewa na Barbarce smutno się kołyszą
Nieraz płaczą i łkają
Naszych cichych bohaterów
Z tęsknotą wspominają
I my dziś współcześni o Was pamiętamy
Waszych imion zapomnieć nie damy
I ten barbórkowy las w sercach zachowamy.

Marian Pniewski
Ostatnio zmieniony poniedziałek 18 lis 2013, 15:52 przez Marian Pniewski, łącznie zmieniany 3 razy.

ewaduch
Posty: 1991
Rejestracja: czwartek 19 mar 2009, 12:18
Lokalizacja: Toruń / Białystok

Post autor: ewaduch » poniedziałek 18 lis 2013, 06:08

Witam :)

Marianie - urokliwie, jak zawsze :)

Z Barbarką mam związanych wiele wspomnień. Bywałam tam wielokrotnie z dziećmi w dniach pamięci narodowej. Tak, to magiczne miejsce i warto tam zajrzeć.
Pozdrawiam cieplutko,
Ewa Szczodruch

Marian Pniewski
Posty: 387
Rejestracja: środa 20 kwie 2011, 20:42

Kościół św. Jakuba Toruń

Post autor: Marian Pniewski » sobota 18 sty 2014, 01:20

Sanktuaria toruńskie - Kościół św. Jakuba
Witam drogi Przyjacielu. Minęło sporo czasu od naszego ostatniego spotkania i spaceru po lasach Barbarki. Czekaliśmy na zimę, na święta, na Nowy Rok, więc siłą rzeczy nie odwiedzaliśmy kolejnych sanktuari toruńskich. A tu pogoda zrobiła nam psikusa, święta Bożego Narodzenia wyglądały na bardziej święta Wielkanocne, pogoda była więcej wiosenna niż zimowa i trochę nas to wszystko zaskoczyło. Cóż, więc robić, gdy pogoda zachęca do spacerów? Zapewne się domyślasz, ruszamy na spacer, lecz tym razem nie do lasu, a do samego śródmieścia, na Stare Miasto, a właściwie na Nowe miasto Toruń. Zapewne jesteś zaskoczony?, Jak to na Nowe Miasto Toruń.? Tak to prawda, ale po kolei, sięgnijmy do historii miasta i do pierwszych dziejów Torunia. Co prawda wszystko to zostało już opisane w przeróżnych przewodnikach, książkach historycznych, czy w wszystkowiedzącym Internecie, ale my prości turyści także po zgromadzeniu materiałów źródłowych chcemy pochwalić się swoja wiedzą zaczerpniętą z przeróżnych publikacji. Jak wiemy pierwsze wzmianki o Toruniu pojawiają się już w 1230r., gdy nad brzegiem Wisły w miejscu obecnego miasta pojawili się Krzyżacy sprowadzeni na Ziemię Chełmińską przez księcia Konrada Mazowieckiego. Już w 1233r został wydany akt lokacyjny miasta Torunia, powstawały pierwsze zręby przyszłego miasta. Powstawały pierwsze budowle, kościół św. Janów, ratusz, a także mury obronne okalające miasto z trzech stron. Już w 1267r, a więc trzydzieści kilka lat od powstania miasta, tuz za murami od strony wschodniej zaczęło powstawać nowe miasto, wydano nowy akt lokacyjny, powołano tez odrębna rade miejską, budowano ratusz, a także kościół farny . Budowę kościoła rozpoczęto w 1309r, a fundatorem byli krzyżacy, którzy zaraz po sąsiedzku zbudowali ceglany zamek. Kamień węgielny pod nowy kościół wmurował biskup Herman i już od samego początku budowy patronem kościoła zostali św. Jakub Apostoł i św. Filip. Zwyczajowo mówi się, że kościół jest pod wezwaniem św. Jakuba, pomijając św. Filipa. Już w 1343r opiekunem kościoła zostały najpierw siostry cysterki, a potem benedyktynki, które opiekowały się kościołem do roku 1557, oddając kościół w władanie na 110 lat protestantom. Ponownie siostry benedyktynki objęły opieka kościół w 1667r. Pod Ich opieka był do 1834r., a potem już był tylko kościołem parafialnym.
Wróćmy jednak jeszcze drogi przyjacielu do patrona kościoła św. Jakuba, dlaczego właśnie On został patronem tej nowo wybudowanej świątyni? Otóż tak jak obecna katedra św. Janów była kościołem miejskim dla starego miasta, tak kościół św. Jakuba był kościołem przewodnim dla nowego miasta. Druga można by rzec ciekawostką było też to, iż św. Jakub był rodzonym bratem dla Jana Ewangelisty, który był patronem kościoła w pierwszej części miasta. A więc jak można by potocznie nazwać, że to wszystko zostało w rodzinie. Kim byli owi bracia? Tu musimy już oprzeć się na Biblii i żywocie świętych. Jan i Jakub byli synami Zebedeusza rybaka i urodzili się w Betsaidzie w Galilei nad rzeką Jordan. Będąc już dorosłymi młodzieńcami pomagali ojcu w trudnym zawodzie rybaka. Od pewnego czasu słyszeli o Jezusie z Nazaretu, który chodząc po Jerozolimie nauczał o Bogu, nazywano Go Synem Bożym, czynił cuda. Przyrzekli sobie , ze gdy spotkają Jezusa to pójdą za nim. Stało się to niebawem, Jezus przechodząc nieopodal powiedział do nich – pójdźcie za mną. I poszli. Zostali Jego uczniami, a potem apostołami. Byli jednymi z pierwszych apostołów i Jezus bardzo im ufał. Po śmierci Jezusa na krzyżu to właśnie święty Jan był jednym z, kilku, którzy zdejmowali Jezusa z Krzyża i był przy Jego śmierci i pochowku. Gdy potem Jezus zmartwychwstały ukazał się wszystkim apostołom powiedział do nich znamienne słowa – Idźcie i nauczajcie wszystkie narody i udzielajcie chrztu świętego. I poszli. Jan przez wiele lat nauczał i nawracał na wiarę chrześcijańską w Samarze, gdzie powstała gmina chrześcijańska, potem przeniósł się do Efezu, gdzie zmarł w 104r po narodzeniu Jezusa. To św. Jan był autorem Ewangelii i Apokalipsy.
Brat Jego Jakub popłynął do dalekiej Hiszpanii na półwyspie Iberyjskim, gdzie ewangelizował i zjednywał zwolenników nowej religii przez kilka lat. Wałczył też tam z Maurami, którzy opanowali Hiszpanie. Po powrocie do Jerozolimy św. Jakub trafił w bardzo niedobry czas, kiedy prześladowano chrześcijan. Został pojmany i wyrokiem Heroda Agrypa I został skazany na męczeńską śmierć przez ścięcie mieczem. Po jego śmierci pochowano Jakuba w Jerozolimie. Potem Jego zwolennicy odnaleźli grób i szczątki Jakuba apostoła przewieźli do Hiszpanii do prowincji Galicji, tam złożono go w grobie na starym cmentarzu rzymskim. Przez pewien okres czasu zapomniano o Jakubie i dopiero za przyczyną jednego z mieszkańców Galicji, który widząc w nocy deszcz spadających gwiazd na pobliskie wzgórze doniósł o tym przedziwnym zjawisku miejscowemu biskupowi. Zbadano miejsce gdzie upadły te gwiazdy i w miejscu tym odnaleziono zapomniana mogiłę sw. Jakuba. Uznano to za cud i wkrótce miejsce to nazwano Compostela, czyli pole gwiazd i zaczęto budowę kościoła a z biegiem czasu budowę klasztoru i miejsce kultu świętego Jakuba. Wkrótce do tego cudownego miejsca zaczęły podążać pielgrzymki z różnych stron całej Europy. Wyznaczone zostały szlaki pielgrzymkowe z Francji, Niemiec, Włoch, a także z Polski. Nazwany był szlakiem sw. Jakuba. Polski szlak zaczynał się już na Litwie z Wilna przez Olsztyn do Torunia, a dalej do Poznania, Gniezna i hen dalej przez Niemcy, Francję, część Hiszpanii do Santiago de Compostela, gdzie znajdował się grób św. Jakuba. Szlakami tymi podróżowali nie tylko biedni pielgrzymi, ale też i koronowane głowy, ludzie wykształceni, a także zdarzały się też pielgrzymi delegowani z miast czy okręgów gdzie nawiedziła ich zaraza, czy epidemia. Szli, aby prosić św. Jakuba o wstawiennictwo, aby Bóg wszechmogący zdjął nieszczęście z pokrzywdzonych ludzi. Ciekawostka może być fakt, iż pielgrzymka nie kończyła się zazwyczaj u grobu św. Jakuba. Po stosownych modlitwach w miejscu świętym ruszano dalej w drogę nad sam brzeg Oceanu Atlantyckiego, gdzie na piaszczystej plaży zrzucano odzienie pielgrzyma, palono je w rozpalonym ognisku, a sami pielgrzymi obmywali się w wodach oceanu. Zakładano nowy ubiór i po zaopatrzeniu się w morska muszlę wyłowiona podczas kąpieli wyruszano w powrotna drogę. Po co ta muszla?; pytasz się drogi przyjacielu. Muszla była tak jakby atrybutem, dowodem na to, ze pielgrzymka była ukończona i zaliczona. Wizerunkiem muszli oznakowane są wszystkie szlaki pielgrzymkowe prowadzące do Santiago de Compostela. Nawet i współcześnie można spotkać takie znaki nawet w nieoczekiwanych miejscach. Są na świątyniach związanych z św. Jakubem, na budynkach noclegowych dla pielgrzymów, a nawet na szlaku można spotkać namalowana muszle czy to na drzewach, czy słupach przydrożnych. A wiec widzisz mój drogi przyjacielu, ze lepszego patrona dla kościoła na Nowym mieście Toruniu nie trzeba było wybierać. Święty Jakub jako patron pielgrzymów spostrzegany jest jako wędrowiec, w długiej tunice, płaszczu i miękkim kapeluszu na głowie. Jego atrybutami są kij wędrowny, bukłak, muszla, a także księga w ręku. Oj , mój przyjacielu, my tez chyba zeszliśmy troszkę z szlaku i celu naszego spaceru, ale wiadomościami tymi chyba cie nie zanudziłem.
A wiec wracamy do naszej świątyni, której patronuje św. Jakub. Zanim jednak wejdziemy w progi świątyni popatrzmy na nia od, zewnątrz, bo jest, co podziwiać zważywszy, kiedy była ona budowana. Jest to budowla gotycka, tylko dla minie trochę dziwna, fakt nie za bardzo znam się na architekturze, czy na stylach budowania, ale jak na budowle gotycką, która wyróżnia się od innych stylów prostą i wręcz surową budową, to tutaj możemy zaobserwować bardziej ozdobny styl budowania. Jak wyczytałem w jakimś przewodniku jest to architektura ceglana w której dominuje wiele tak jakby ozdób wykonanych w przemyślny sposób z normalnej cegły. Wokół budynku głównego jest wiele wież, wieżyczek z cegieł ułożonych w przemyślny sposób. Na wysokości około czterech metrów wokół prezbiterium biegnie pas specjalnie wypalanych klinkierowych cegieł, na których jest wypisany po łacinie napis informujący o wezwaniu kościoła, kiedy był budowany i dla kogo poświęcony. Zadziwiać może też główna wieża kościoła, która na pewnej wysokości rozszerza się ku górze a zwieńczona jest podwójnym dachem. Na wieży obowiązkowo muszą znajdować się dzwony. Niestety podczas wojny północnej z Szwedami zostały one zrabowane i wywiezione do Szwecji, jeden z nich o nazwie Thornam znajduje się w katedrze w Uppsali w tej samej skąd pochodziła Anna Wazówna, królewna siostra króla polskiego Zygmunta III Wazy. Spoczywa ona w Toruniu w kościele NMP tuz przy Rynku staromiejskim. Teraz są inne dzwony, a po tamtych pozostało tylko wspomnienie.
Chciałbym ci też powiedzieć mój przyjacielu, że od niemiłych wydarzeń obok kościoła św. Jakuba zaczął się tak zwany tumult toruński. To tu w 1724r, doszło do zamieszek miedzy protestantami, a katolikami, ale o tym kolego to już musisz poczytać sobie sam, bardzo to zajmująca historia pewnego okresu w dziejach Torunia.
W końcu przekraczamy próg kościoła. Już w samej kruchcie napotykamy najstarsze malowidła ścienne, które wyłaniają się spod tynku, który był położony na ściany świątyni w czasie, gdy świątynią opiekowali się protestanci. Dzisiaj delikatnie odkrywane przez specjalistów archeologii wracają do swej świetności. Świątynia jest wprost przepełniona cennymi zabytkami. na uwagę zasługuje barokowy ołtarz główny z obrazem św. Jakuba w centralnym miejscu ołtarza tuż obok gotycki obraz Pasja toruńska w prezbiterium. Obok chrzcielnica o bogatej ornamentyce, a przy niej ołtarz boczny z drzewem życia w formie krzyża i z Chrystusem konającym z XIV wieku. Replika tego drzewa został zbudowana w 1999r z okazji przyjazdu papieża Jana Pawła II do Torunia. Współczesne drzewo życia było głównym elementem ołtarza zbudowanego na toruńskim lotnisku, pod tym drzewem stał tron papieski, na którym siedział Jan Paweł II podczas nabożeństwa czerwcowego. Drzewo te miało swoją dalszą historie. Po uroczystościach zdemontowano ołtarz a replika drzewa została przewieziona na toruńskie Koniuchy do kościoła pw. Miłosierdzia Bożego i umiejscowiona jest na głównym ołtarzu. Nie omieszkam dodać, iż to jest moja parafia, więc, gdy jestem zawsze w kościele to oczyma wyobraźni widzę siedzącego pod tym drzewem Ojca Świętego, teraz już niedługo naprawdę świętego, tak jak nasz dzisiejszy święty Jakub. Jest jeszcze wiele cennych zabytków klasy zerowej. Czarny krucyfiks z nieistniejącego kościoła dominikanów zburzonego przez Prusaków w XIX w., kiedy to Toruń zamieniano w twierdzę, przepiękne organy, z 1611r, czy barokowa ambona. Jest też wiele ołtarzy bocznych z cennymi obrazami. W kościele panuje półmrok i fotografowanie w świątyni nastręcza trudności, kościół wymaga remontu, rewitalizacji i jest to robione z tym, że na to potrzeba wiele funduszy. Myślę, ze doczekam się chwili, kiedy ten brylant Nowego Miasta będzie błyszczał tak jak dzisiejsza katedra św. Janów na Starym Mieście. Kończymy powoli nasze zwiedzanie i nasz spacer po toruńskich sanktuariach. Żegnamy dzisiaj przepiękną świątynię św. Jakuba Apostoła, która przepełniona historią wieków czeka na Ciebie mój drogi przyjacielu, zawitaj do niej jak najszybciej i wędruj jak my za świętym Jakubem. Do zobaczenia na następnym spacerze, ale gdzie? Hmmmm.............; to niespodzianka, ale warto się z nami wybrać. Zapraszamy do Torunia. Marian Pniewski.
Zapraszam tez na krótki film z kościoła pw. Św. Jakuba.

http://www.youtube.com/watch?v=U9BmMtLRy5Y
Załączniki
800px-Torun_kosciol_sw_Jakuba,_Pasja_(Ostatnia_Wieczerza).jpg
plankosciolaswjakuba020313.png
Sw_Jakub_Sandomietzm-698x1024.jpg
Ostatnio zmieniony sobota 18 sty 2014, 16:33 przez Marian Pniewski, łącznie zmieniany 3 razy.

Marian Pniewski
Posty: 387
Rejestracja: środa 20 kwie 2011, 20:42

Re: Kościół WNMP Toruń

Post autor: Marian Pniewski » niedziela 08 cze 2014, 19:44

Kościół
Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny
w Toruniu

Witam was drodzy przyjaciele. Zapewne jeszcze nie zapomnieliście ostatniego spaceru po starym mieście Toruniu i odwiedzinach w ewangelickim kościele pw. Św. Szczepana? Nie? To wyśmienicie, bo chciałbym iść jak to mówią za ciosem i po dłuższej przerwie zimowo wiosennej zaprosić Was na następny spacer po toruńskich uliczkach, a zwłaszcza poznania toruńskich świątyń na razie w obrębie starego miasta, a jak wiecie z autopsji jest ich kilka nie wspomnę o tych, których już nie ma na przykład kościoła dominikanów, który znajdował się blisko kościoła św. Szczepana, ale był od niego o wiele starszy.
My dzisiaj moi drodzy udamy się w rejon Starego Rynku na ulice jakże wymowną pasującą z nazwy do świątyni, na której się ona znajduje. To ulica Panny Marii w zachodnio- północnej pierzei Starego Rynku.
Już wchodząc z Rynku w ulicę Panny Marii zauważamy po prawej stronie ulicy potężną staro gotycką budowlę sakralną, ostatnią z trzech sakralnych budowli gotyckich Starego Miasta. Zanim jednak ta świątynia w tym kształcie powstała, co obecnie, to teren ten, który zajmuje był obszarem dziewiczym i należał do nowo powstającego miasta. Jak się domyślacie były to lata bardzo odległe, a wiec sięgające lat 1230r, gdy na miejsce ówczesnego Torunia przybyli Krzyżacy i to, że oni rozpoczęli zabudowę miejską naszego miasta.
W 1239r. Krzyżacy sprowadzają do Torunia franciszkanów oddając do ich dyspozycji teren zajmowany przez dzisiejszą parafie NMP.
Kim był św. Franciszek? Nazywał się tak naprawdę Giovanni Bernardone zwany też Biedaczyną z Asyżu i był synem bogatego kupca sukiennika z Asyżu, który prowadził swoje intratne interesy także w Francji. Początkowo chodził do szkoły elementarnej w Asyżu, aby potem korzystając z opieki ojca zdobyć wyższe wykształcenie. Po wojnie między Asyżem a Perugią, w której brał udział życie Franciszka diametralnie się zmieniło. Pracował początkowo w sklepie ojca, ale będąc uczulony na biedę ludzką rozdawał biednym towary znajdujące się w sklepie za darmo. Dlatego też miał ciągłe zatargi z ojcem.
Pewnego razu doznał wizji, kiedy klęcząc przy krucyfiksie znajdującym się w miejscowym kościele usłyszał głos Chrystusa, aby ratował upadający kościół katolicki. Od tego momentu służył już tylko kościołowi, założył zakon Braci Mniejszych, którego regułą było ubóstwo, wyrzeczenie się wszelkich rzeczy materialnych, pracować na rzecz biednych, chorych i bezdomnych. Pracował też wśród trędowatych i po pewnym czasie zmożony ciężką chorobą zmarł w Asyżu w 1226r.

„I całując im nogi, błagam wszystkich, aby ten sposób życia bardzo kochali, strzegli i przechowywali. W imieniu Boga wszechmogącego, i Ojca Świętego, i na mocy posłuszeństwa ja, brat Franciszek, surowo nakazuję i zobowiązuję”.

Kim byli franciszkanie? To zakon założony przez św. Franciszka z Asyżu w 1209r. Był to tak zwany pierwszy zakon Braci Mniejszych z którego wywodzą się oparte na regule św. Franciszka zakony św. Klary [klaryski], której bezpośrednio pomagał w tworzeniu zakonu sam Franciszek, a także Franciszkański zakon świeckich którzy w oparciu o regułę św. Franciszka współpracują z kościołem katolickim.
W Polsce pierwsi franciszkanie pojawili się w Wrocławiu w 1236r. W krótkim czasie klasztory franciszkańskie pojawiły się w wielu miejscach na terenie całej Polski między innymi w Niepokalanowie, czy w naszym Toruniu.
To tak w wielkim skrócie o zakonie franciszkanów, którzy swój klasztor obecnie mają na toruńskim Podgórzu. To tak zwani czarni franciszkanie, a nazwę swą mają od czarnego stroju, który noszą. Bernardyni zaś noszą tuniki brązowe i oni są w pierwszej linii od św. Franciszka. Franciszkaninem jest też obecny Papież Franciszek, który wywodzi się od czarnych franciszkanów.
Zapewne Krzyżacy toruńscy właśnie z Wrocławia sprowadzili franciszkanów do Torunia. Zakon rozpoczął swoje bytowanie od budowy klasztoru i małego kościółka na planie dzisiejszego prezbiterium. Potem następowały następne fazy rozbudowy kościoła. Czwarta rozbudowa kościoła nastąpiła pod koniec XIVw. I to był już kościół trójnawowy budową przypominającą kościół św. Janów z ulicy Żeglarskiej z tym, że miedzy tymi świątyniami była jedna zasadnicza różnica. Kościół WNMP nie ma wieży jak w innych kościołach katolickich, lecz umieszczone na samym szczycie prezbiterium trzy wieżyczki sygnaturki, w których umieszczone są dzwony kościelne.
Na dziedzińcu kościoła przy południowym murze wybudowano krużganki, które służyły, jako miejsca pochówku zakonników, a także patrycjuszy miejskich. Fragment krużganek tuż przed wejściem do kościoła istnieje do dzisiaj, tam teraz wiszą tablice pamiątkowe z różnych okresów. Chowano zmarłych także pod posadzką kościoła i do dzisiaj możemy zobaczyć płyty nagrobne znajdujące się na kościelnej posadzce.
Główna sala kościoła jest budowlą ogromną mającą 62 metry długości i 27 metrów wysokości. Wnętrze kościoła, mimo że to gotyk ma wyposażenie barokowe. Przepiękny pozłacany ołtarz wolno stojący oparty na siedmiu kolumnach, na szczycie uwieńczony koroną o symbolice maryjnej, liczne ołtarze boczne i przy kolumnowe w stylu baroku a także bogato rzeźbiona szafa organowa z 1609r. oraz ambona z tego samego okresu.
Bezcenne malowidła ścienne w bocznej nawie z początków kościoła, a także misternie rzeźbione stalle przy ołtarzu głównym i późno gotycki krucyfiks z 1510r. dopełnia obraz wielkiego kultu nie tylko Boga Ojca czy Jezusa Chrystusa, ale także Marii Panny. Za czasów rządów protestantów powstały przepięknie instruowane epitafia mieszczan toruńskich – rodziny Neisserów, Strobandów czy Anny Leszczyńskiej – Potockiej z 1653r. w 1636r. do prezbiterium dobudowano małe mauzoleum poświecone królewnie szwedzkiej Annie Wazównie, która to, jako siostra ówczesnego króla Polski Zygmunta III Wazy przebywała w Polsce u boku króla już od samego początku Jego panowania to jest od 1587r.
W wyniku zatargów z dworem królewskim i możnymi stojącymi przy królu Anna Wazówna, jako protestantka musiała opuścić katolicki Kraków. Akurat zwolniło się miejsce po staroście golubskim i brodnickim Jerzym Kostce i w 1605r. Anna objęła w zarządzanie Brodnicę i Golub. Swoje rezydencje miała w obu miastach – zimową w Brodnicy, a letnią w Golubiu. To właśnie przed przybyciem i już w trakcie urzędowania Anny golubski zamek zmieniał swoje oblicze. Dobudowano obszerny budynek tuż przed główną bramą wejściową do zamku, a także w samym zamku wykonano kapitalny remont przystosowując go dla potrzeb królewny.
To samo zrobiono w Brodnicy, z tym, że pałac był budowlą osobną, gdyż brodnicki zamek w pewnej części był w ruinie. Anna mimo swojej ułomnej choroby związanej z chorobą kości była bardzo aktywną osobą i bardzo wykształconą. Znała pięć języków obcych, korespondowała z uczonymi z całego kraju, miedzy innymi miała ścisły kontakt z ewangelikami toruńskimi.
W Golubiu założyła ogrody, interesowała się botanika, hodowała rzadkie odmiany roślin, jako pierwsza sprowadziła do Polski i zasadziła w golubskich ogrodach tytoń. Uhmm…. Sami wiecie, co to za roślina, zwłaszcza ci, co palą papierosy, z tym, ze wówczas tytoniu nie palono, ale żuto, feee. Nie będę dalej tego opisywał. Anna zmarła w Brodnicy w 1625r. I tu nastąpił dylemat – gdzie Ją pochować? Do Szwecji daleko, na Wawelu nie można, gdyż była protestantką, a tam spoczywają tylko władcy katoliccy.
Na długie dziesięć lat pozostawiono tę kwestie nierozwiązaną. Jej trumna z doczesnymi szczątkami stała w lochach brodnickiego zamku czekając na pochówek. Dopiero, gdy w 1632r na tron polski powołano syna Zygmunta III Wazy Władysława IV wrócono do pochówku Anny Wazówny. W 1636r, a więc po około jedenastu latach bratanek Anny król Władysław IV urządził uroczysty pogrzeb swojej ciotce. Właśnie w tym naszym dzisiaj opisywanym kościele znalazł dla niej miejsce, wykorzystujac fakt, iż w tym właśnie okresie kościół NMP był kościołem ewangelickim. Dlatego też w 1636r, dobudowano małe mauzoleum tuż przy ołtarzu głównym. Uroczysty kondukt żałobny Anny Wazówny podążał z Brodnicy do Torunia w kawalkadzie 200 powozów, w których jechali możni tamtych czasów z królem Władysławem IV na czele. Po dwóch dniach po przebyciu kiepskich w tym czasie dróg kondukt żałobny dotarł na miejsce, tu odbyły się ceremonie pogrzebowe i tu Anna spoczęła na wieki w naszym przepięknym kościele WNMP. w Toruniu. Po wielu latach w 1995r ze względu na remont kościoła, a także uporządkowania grobowca urządzono Annie drugi pogrzeb z delegacjami z Szwecji z władzami miasta i dostojnikami kościołów katolickiego, protestanckiego i prawosławnego, ku jedności chrześcijan.
No proszę, może powiesz mój przyjacielu, że to nie na temat? Może tak, a może troszeczkę i nie, ale powiem ci mój drogi, że raz byłem przypadkowym świadkiem oprowadzania wycieczki po tym kościele i o Annie Wazównie jeden z przewodników nie powiedział nic, a drugi z następną grupą powiedział może z pięć słów. Zrobiło mi się bardzo przykro i czułem się zawiedziony, gdyż ten kościół, ta Anna to nie tylko historia Torunia, ale także historia całego regionu, a także historia naszej Ojczyzny. Wielu ewangelików mieszkało nie tylko w Toruniu, ale i poza nim, w małych miasteczkach, wsiach i przysiółkach leśnych tworząc tu przez wiele lat swoistą rdzenną społeczność i byli z tą naszą małą ojczyzną żżyci na dobre i na złe.
Dlatego też i troszkę długi ten mój wywód, ale na pewno pouczający. Co o tym myślisz przyjacielu.?
Wracamy jeszcze do historii kościoła, przyrzekam, że się już naprawdę streszczę.
Kościół ten wraz z innymi kościołami miejskimi i samym miastem przechodził burzliwe dzieje. W wyniku reformacji już w 1557r ze względu na spadek liczby zakonników klasztor zostaje porzucony przez franciszkanów i oddany w ręce władz miejskich. Kościół i cały zespół klasztorny przechodzi w władanie ewangelików toruńskich, których liczba stale rośnie i nawet władze miasta były już wyznania ewangelickiego. Już w 1565r powołano do życia szkołę miejską stopnia podstawowego na bazie budynków klasztornych. Szkołę założył były burmistrz miasta Johan Stroband. Już w trzy lata później w 1568r. uruchomiono gimnazjum akademickie z bogato wyposażona biblioteką. Gimnazjum to szczyciło się wysokim stopniem nauczania i znane było w całym kraju.
Następny burmistrz Henryk Stroband syn Johana scentralizował władze miejskie, zlikwidował drugi ratusz znajdujący się na rynku Nowomiejskim i urządził tam magazyn, a w 1667r. po oddaniu kościoła św. Jakuba, który był w rękach protestantów siostrom bernardynkom, przebudował były ratusz i stał się on świątynią ewangelicką. Burmistrz sprawnie rządził miastem i miał dobre kontakty z wpływowymi ludźmi w mieście. Po nim został burmistrzem jego syn, tak ze rodzina Strobantów wielce zasłużyła się dla miasta i epitafia tej rodziny są także ozdobą a także swoistym dokumentem przynależności do kościoła WNMP. Jak wiemy z wcześniejszej wizyty w kościele św. Szczepana wszystko by dla ewangelików układało się dobrze, żeby nie drobny incydent przy kościele św. Jakuba, który był zarzewiem konfliktu między katolikami, a ewangelikami zwanym tumultem toruńskim.
Tragiczne skutki tego tumultu oraz jaki los spotkał ostatniego ewangelickiego prezydenta miasta już poznaliśmy.
Kościół WNMP w 1724r. przeszedł w ręce bernardynów.
W 1798r. kościół przeszedł gruntowny remont. Trójnawowy dach zamieniono na dach dwu spadzisty, który spełnia lepszą role niż poprzedni, gdzie wchodziło bardzo duże zawilgocenie ścian wewnętrznych, odrestaurowano też całe sklepienie gwiaździste.
W 1821r zakon uległ kasacji a budynek klasztoru został rozebrany. Od tego czasu kościół stał się kościołem parafialnym.
Tu w tym kościele swoja posługę kapłańską, jako wikariusz pełnił błogosławiony Stefan, Wincenty Frelichowski. Urodzony w Chełmży 22.01.1913r po wszelkich naukach przygotowujących do stanu kapłańskiego tu właśnie zaczynał swoja drogę, jako ksiądz, a także, jako harcerz Rzeczypospolitej, podharcmistrz, jako nauczyciel młodzieży toruńskiej. W 1939r. aresztowany przez Gestapo osadzony w forcie VII, wywieziony potem do Gdańska na roboty, potem osadzony w obozie koncentracyjnym Stutthofie przeniesiony do strasznego obozu Dachau, w którym pomagał ciężko chorym więźniom a także wypełniał posługę kapłańską, by po pięciu latach okropnych upokorzeń w przeddzień wyzwolenia obozu oddać swoje życie w dniu 23.02.1945r.
W kościele WNMP. znajduje się kaplica pamięci tego skromnego kapłana, tu też jest patronem miejscowych harcerzy i tu w tym kościele pamiętają o błogosławionym ks. Stefanie Frelichowskim i pamięć o nim będzie zawsze żywa, bo wpisał się wielkimi zgłoskami w historie tego kościoła.
Dla mnie ta świątynia jest też bliska sercu, bowiem tu mój dziadek Ignacy i babcia Anna Pniewscy mieszkający na ulicy Mickiewicza 130 chrzcili swoje dzieci - Mariannę w 1904r., Cecylie w 1905r. i Bolesława w 1906r. Po tych wydarzeniach w 1907r. wyjechali i zamieszkali w Golubiu. Ten kościół pw. WNMP był też kościołem parafialnym rodziny mojej mamy. Siostry Bronisława i Stanisława chrzcili tu swoje dzieci, potem przystępowali do I komunii św. Zawierali tu także związki małżeńskie i jednali się z Bogiem w godzinę swojej śmierci.
Kończymy już swoją kolejną wędrówkę, ajjjjajja, ale nam zeszło, co? Nie jesteś znudzony przyjacielu? Powiedz, czy powędrujesz ze mną następnym razem? HaHaHa……musisz, mój drogi, bo komu ja będę opowiadał następne historie? Samemu sobie? Oj, coś nietęgą masz minę, ale rozchmurz się, na pewno następnym razem będzie bardzo ciekawie. A gdzie? Hmm……….jeszcze nie wiem, ale coś wymyślę. A może Ty masz jakiś pomysł? Napisz, a ja rozważę hahahaha….
Tradycyjnie zapraszam jeszcze na krótki filmik, nasłuchało się ucho, niech i oczy zobaczą.
Do widzenia, pozdrawiam genealogów.
Marian P.

https://www.youtube.com/watch?v=fk4KtPNAgc8
Załączniki
22_2.jpg
01.jpg
23.jpg
Stefan_Wincenty_Frelichowski1.jpg
Stefan_Frelichowski_monument2.jpg
Ostatnio zmieniony środa 11 cze 2014, 05:20 przez Marian Pniewski, łącznie zmieniany 3 razy.

ewaduch
Posty: 1991
Rejestracja: czwartek 19 mar 2009, 12:18
Lokalizacja: Toruń / Białystok

Re: Toruńskie sanktuaria

Post autor: ewaduch » poniedziałek 09 cze 2014, 08:14

Znowu wprowadziłeś nas w klimat dawnych lat: mądrze, nastrojowo, ciekawie. Film świetnie się ogląda, Ave Maryja, jak zwykle, mnie urzekła.

Brawo!
Pozdrawiam cieplutko,
Ewa Szczodruch

Marian Pniewski
Posty: 387
Rejestracja: środa 20 kwie 2011, 20:42

Re: Toruńskie sanktuaria

Post autor: Marian Pniewski » czwartek 10 lip 2014, 15:06

Kościół Akademicki
Św. Ducha – Jezuici. Toruń.
Witam cię drogi przyjacielu w gorący dzień toruńskiego lata. Żar leje się z nieba, uciekamy przed piekącym słońcem szukając zbawczego cienia czy to pod murami kamienic, czy chroniąc się w klimatyzowanych kawiarenkach Starego miasta. Można też szukać ochłody w zabytkowych murach toruńskich kościołów, które systematycznie odwiedzamy poznając przy tym ich historię i podziwiając kunszt budowniczych z dawnych lat. Urzeka nas też wystrój odwiedzanych świątyń, wspaniale ołtarze, rzeźby świętych, piękno świętych obrazów ukazujących sceny biblijne, a także postacie świętych. W szacownych murach świątyń panuje zbawienny chłód i kojąca cisza, która daje nam uczucie spokoju i odprężenia od hałasu panującego na zewnątrz.
Ostatnim razem zwiedzaliśmy kościół WNMP, który to był główna świątynia toruńskich ewangelików. Niestety jak wiemy już z poznanej nam historii miasta wydarzenia z roku 1724 zwane tumultem toruńskim przekreśliły i zniweczyły dominacje ewangelików toruńskich nad kościołem rzymsko – katolickim będącym w tym okresie na drugim miejscu. Ewangelicy dominowali w Toruniu, nie tylko w posiadaniu kilku świątyń, ale także mieli większość w władzach miejskich, katolicy zaś byli w mniejszości i nie odgrywali zbyt znaczącej roli w życiu miasta. Wszystko się zmieniło jednak po wydarzeniach 1724 roku. Na mocy wydanych wyroków królewskich utracili ewangelicy nie tylko świątynie, ale także władzę w mieście i liczne przywileje. Wśród wielu narzuconych im zakazom był też jeden zakaz – budowy nowych świątyń ewangelickich, dlatego też swoje nabożeństwa zmuszeni byli odprawiać w ciasnych pomieszczeniach Dworu Artusa, wynajęte im przez Zarząd Miasta.
Stan ten trwał do 1741 roku, kiedy to postanowiono za pozwoleniem rady miejskiej wybudować nową świątynie. Projekt tej świątyni zamówiono u zagranicznego architekta z Drezna Andrzeja Adama Beahr i gdy był już gotowy przedstawiono go Radzie miasta. Wydano pozwolenie na budowę, gromadzono odpowiednie fundusze, rozpoczęto budowę kościoła. W fazie budowy fundamentów budowę kościoła jednak przerwano ze względu na niepokoje wśród katolików, którzy oskarżyli ewangelików o złamanie prawa z roku 1724 zakazującego im budowy świątyń. Przerwa w budowie trwała ponad dziesięć lat i dopiero w 1754r. pod warunkiem, iż wznoszony budynek nie będzie przypominał klasycznego kościoła pozwolono dekretem królewskim na kontynuowanie budowy świątyni. Następny architekt, a był nim młody mieszkaniec Torunia Efraim Schroeger musiał zmienić pierwotne plany budowy i zaprojektował kościół w formie dużej kamienicy mieszczańskiej bez tradycyjnej wieży kościelnej, a nawet bez małych wieżyczek umieszczonych bezpośrednio w bryle budynku tzw. sygnaturek. Do dzisiaj możemy w pewnym oddaleniu oglądać bryłę budynku pomijając oczywiście wieżę, którą dobudowano w późniejszych latach, a także obejrzeć kościół na starych fotografiach, które zachowały się z czasów, gdy fotografika stawiała swoje pierwsze kroki i zauważyć odmienność tej budowli od tradycyjnych kościołów znajdujących się w zespole staromiejskim Torunia. Na przerwę w budowie miała też wpływ trudna sytuacja finansowa gminy ewangelickiej, stale brakowało funduszy i z tego względu przeprowadzano liczne kwesty w różnych miastach, a także zagranicą.
W końcu z niemałym trudem budowę zakończono i w 1756 roku odbyła się konsekracja kościoła i odbyły się pierwsze nabożeństwa.
Po wprowadzeniu unii kościelnej w Prusach w 1817roku powstał w tym miejscu Ewangelicki Kościół Unii Staropruskiej jednoczący różne ugrupowania ewangelickie na czele, którego stał król Prus. Stan ten trwał do 1918roku, a więc do zakończenia pierwszej wojny światowej i rozpadu państwa pruskiego. W latach 1897 – 99 dobudowano okazałą wieżę, która do dzisiaj urzeka swoim smukłością i przepięknym portalem zewnętrznym nad wejściem do świątyni. Wysokość wieży liczy 64 metry, zachowało się jedno z zdjęć pokazujące budowę fundamentów wieży, które prezentuję w krótkim filmie. Świątynia ta służyła ewangelikom do końca II wojny światowej do 1945roku, a po tym okresie przeszła w stan posiadania kościoła katolickiego a ściślej mówiąc jezuitów toruńskich. Wtedy to przebudowano kościół i usunięto z niego część wyposażenia typowego dla kościoła ewangelickiego miedzy innymi portrety pastorów toruńskich, konfesjonały ewangelickie, epitafia zmarłych w 1759 i 1774roku burmistrzów itp. W swojej nazwie ma, iż jest to kościół akademicki, a więc skupia on społeczność z kręgu powstałego po wojnie Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, ale nie tylko, jest kościołem otwartym dla każdego, który przekroczy progi tej świątyni. Działa tu prężnie duszpasterstwo akademickie i różne organizacje katolickie. W czasach transformacji ustrojowej lat osiemdziesiątych był kościołem wiodącym w ruchu związków zawodowych Solidarność, tu odbywały się uroczyste msze święte za Ojczyznę, był też schronieniem dla działaczy związkowych i studenckich. W czasie jednej z manifestacji, gdy oddziały ZOMO zaatakowały manifestujących to właśnie tu w tym kościele manifestujący szukali schronienia przed atakującymi i bijącymi bezlitośnie oprawców ZOMO. Dzisiaj kościół Świętego Ducha nadal spełnia swoją misję kościoła katolickiego, przychodzi tu wielu studentów toruńskiego Uniwersytetu, a także szacowne grono profesorskie uczelni. I mimo że za murami świątyni toczy się normalne życie miasta, z swoim hałasem, ruchem samochodowym, graniem grajków na pobliskich ulicach Starego Miasta, tu w tej świątyni panuje kojąca cisza i zaduma nad istotą naszego istnienia.
Wejdźmy teraz drogi przyjacielu do wnętrza świątyni i cóż tam widzimy? Mimo iż jest to teraz świątynia katolicka można zauważyć skromność w wystroju kościoła typowe dla kościołów ewangelickich. Uderza przede wszystkim biel ścian i sufitu, bez malowideł ściennych czy mnogości obrazów, jakie można spotkać w świątyniach katolickich, a także brak bocznych i przy nawowych ołtarzy za wyjątkiem trzech skromnych ołtarzyków znajdujących się w obrysie okien budynku i jednego przy ścianie północnej. Oczywiście jak przystało na dawną świątynię ewangelicką pośrodku sali znajduje się przepiękna ambona bogato zdobiona przypominająca ambony kościołów św. Jakuba i NMP.
Centralnym miejscem każdej świątyni jest oczywiście ołtarz główny. Ten rodzaj ołtarza przypomina trochę ołtarz z pobliskiego kościoła Panny Marii. Jest oparty na ośmiu kolumnach z tym, że zamiast korony jak w kościele NMP widnieje tu rozpostarty baldachim, na którego szczycie uwidoczniono znak Boga Wszechmogącego w towarzystwie pozłacanych figurek aniołów. W centralnym miejscu tuż nad tabernakulum stoi krzyż z cierpiącym Chrystusem i grupą apostołów. Całość dopełnia stół ofiarny, mała ambonka, kwiaty.
Z boku prezbiterium znajdują się drzwi zakrystii z bogatym rzeźbieniem portali dębowych, a w bocznych nawach umieszono dwa skromne ołtarzyki Niepokalanej NMP ufundowany przez toruńskich rzemieślników w 1945 roku i ołtarz św. Rodziny 1969 roku. Niewątpliwie pięknym dziełem świątyni są organy rokokowe z 1756r, a więc z początku działalności kościoła ewangelickiego, dzieło gdańskiego warsztatu Fryderyka Dolitza. Niestety w maju 1989 roku w kościele wybuchł z nie wyjaśnionych do dzisiaj okolicznościach wielki pożar, który poczynił ogromne szkody. Pastwą płomieni padły miedzy innymi zabytkowe organy. Dłuższy czas kościół po tych wydarzeniach był zamknięty. Wykonywano gruntowny remont kościoła, a także odnowiono pieczołowicie zniszczone przez ogień organy.
Opuszczając już kościół wstępujemy jeszcze na chwilkę do kaplicy adoracji Najświętszego Sakramentu. Tu w skupieniu i w ciszy możemy podziękować Bogu za dar naszego istnienia, za dar otaczającego nas piękna, jedności wśród nas i za to wszystko, co dla nas stworzył, za nasze Małe Ojczyzny, za przepiękny Toruń, Golub, i otaczające nas inne piękne miejscowości. Niech im się wiedzie za twoją przyczyną – Wszechmocy Boże.
To był już ostatni kościół w obrębie Starego Miasta, a więc i nasza wędrówka też się kończy, ale nie definitywnie, o –nie. Czekają na nas inne świątynie poza obrębem Starego Miasta i także z ciekawą historią i legendą, bo cóż tu można rzec?- Toruń to sama historia i to nie samego miasta, ale także całej okolicy. Więc temat toruńskich sanktuariów jeszcze nie zamykamy, do tego jeszcze daleko. Powiedz drogi przyjacielu, gdzie byś Ty teraz skierował swoje kroki? A życzenie twoje postaram się spełnić. Ja już wiem, no, ale niech to będzie następna niespodzianka, myślę, że i tym razem pójdziemy niedaleko, a na dłuższą wyprawę wybierzemy się niebawem i ręczę, że będzie też interesująca. Na koniec zapraszam cię przyjacielu na druga stronę Wisły na specjalny taras widokowy skąd możemy podziwiać całą panoramę miasta w tym i naszą ostatnią świątynie, której wieża błyszczy w słońcu za dnia i w nocy - oświetlona elektrycznym światłem. Toruń, moją drugą – Małą Ojczyzną.
Do zobaczenia, gdzieś na naszym wędrownym szlaku.
Zapraszam też już tradycyjnie na krótki film z naszej wędrówki.
Marian Pniewski

https://www.youtube.com/watch?v=1SN3v7NYGTk

ewaduch
Posty: 1991
Rejestracja: czwartek 19 mar 2009, 12:18
Lokalizacja: Toruń / Białystok

Re: Toruńskie sanktuaria

Post autor: ewaduch » niedziela 13 lip 2014, 10:38

Znowu piękny film :)

Mam nadzieję, że wielu wzruszonych interneutów ogląda Twoje filmy. Propagujesz piękno sakralne Torunia wyśmienicie. I znowu podkreślę Twą wrażliwość muzyczną - wspaniale dobrana muzyka - tempem, nastrojem, tematyką... "Panna Pszeniczna" Haliny Frąckowiak jak zwykle zachwyca.

Gdyby nie Twoje obrazy nie dostrzegłabym nigdy tylu szczegółów rzeźb, witraży, obrazów...

Brawo!
Pozdrawiam cieplutko,
Ewa Szczodruch

Marian Pniewski
Posty: 387
Rejestracja: środa 20 kwie 2011, 20:42

Re: Toruńskie sanktuaria

Post autor: Marian Pniewski » piątek 05 wrz 2014, 21:52

Toruń – Podgórz
Witam drogi Przyjacielu.
Mijają już dwa miesiące od naszego ostatniego spotkania i spaceru po Starym Mieście Toruniu i odwiedzinach w kościele Jezuitów pw. Św Ducha. Na tym też spotkaniu zaprosiłem cię na drugą stronę Wisły na specjalny taras widokowy umiejscowiony na lewym brzegu rzeki, z którego można podziwiać panoramę Starego Miasta tak w dzień jak i w nocy. Przepiękny widok, chyba sam przyznasz mi racje. Gdziekolwiek skierujesz swój wzrok tam ujrzysz historie tego miasta, tą dalszą i tą bliższą. Wielowiekowe wieże starych kościołów, które strzelają swoimi spiczastymi grotami prosto w niebo, masywne mury zabytkowych kamienic, ruiny zamku krzyżackiego, wysokie mury obronne miasta a także te współczesne wieżowce stojące w oddali symbol czasów współczesnych na nowych osiedlach mieszkaniowych przedstawiają niesamowity widok, który potęgowany jest grą świateł zwłaszcza wieczorową porą.
A miedzy tym bajkowym widokiem a nami stojącymi na specjalnie zbudowanym tarasie nasza królowa polskich rzek Wisła. W jej to wodach odbijają się jak w lustrze obrazy dawnego miasta, kolorowe iluminacje świateł, które oświetlają zabytkowe budowle i dwa stare mosty, jeden drogowy, a drugi kolejowy łączące dwa brzegi, od strony miasta brzeg Pomorza, a po drugiej stronie brzeg Kujaw. I mimo, że w przeszłości oba krainy były pod zaborem dwóch odrębnych państw to bliskość tych krain była widoczna niemalże na każdym kroku. Łączyły je nie tylko wspólne wydarzenia historyczne, ale także życie codzienne samych mieszkańców, którzy przez wybudowany około roku 1500 drewniany most usytuowany właśnie tam gdzie są obecnie tarasy widokowe przechodzili czy też przejeżdżali na drugą stronę w wiadomych sobie tylko celach.
Właśnie te dwa tarasy wybudowane niedawno na obu brzegach rzeki dla tych wszystkich, którzy są ciekawi historii tego miejsca są umiejscowione w miejscu gdzie stał stary drewniany most, który dotrwał do roku 1880. Ciekawa jest historia tej konstrukcji. Wybudowano ją na drewnianych palach wbitych głęboko w dno rzeki ,szeroki drewniany pomost pozwalał na swobodne przemieszczanie się na druga stronę równocześnie w obu kierunkach. Ale jak to z drewnianymi budowlami bywa, wielokrotnie była niszczona zwłaszcza w okresie wiosennym, gdy ruszały lody na Wiśle, gdy następowała powódź, ale nie tylko. Podczas różnych wojen, czy też oblężeń miasta most też był niszczony, nawet przez samych mieszkańców, aby utrudnić najeźdźcom przeprawę przez rzekę. Zawsze się odradzał, budowano go od nowa, naprawiano, a gdy groziło niebezpieczeństwo nawet niszczono. W pewnej części był on też podnoszony, aby umożliwić żeglugę na rzece, a tuż przy wjeździe na most ustawiane były budki strażnicze i celne, gdzie pobierano opłaty za przeprawę na drugi brzeg.
Na lewym brzegu rzeki tuż przy tarasie widokowym umieszczono kamień pamiątkowy, na którym widnieje napis, iż w tym oto miejscu rozpoczęto rokowania pokojowe między Polska, Litwą a Zakonem krzyżackim zakończone I pokojem toruńskim w 1411r. wiadomo nam z historii, iż było to po bitwie pod Grunwaldem w 1410r.
Usiądźmy sobie na pobliskiej ławeczce tuż nad brzegiem rzeki i wsłuchajmy się nie tylko w ciszę letniego wieczoru, ale też w historię i legendy tego miejsca, a właściwie całego nadbrzeżnego rejonu położonego naprzeciw starego miasta Torunia. Czy też jest taka ciekawa i współmierna jak historia miasta? Hmmm…. może tak niezupełnie, ale za to bardzo intrygująca. Tak, tak, a to za sprawą pewnej osady, która nie mogła sobie znaleźć stałego miejsca pobytu, ale po kolei.
Otóż, zapewne pamiętasz drogi przyjacielu z lekcji historii, iż przed wieloma wiekami a konkretnie w 1226r. ówczesny książę tych ziem Konrad Mazowiecki nie mogąc dać sobie rady z obroną przed najeźdźcami ze wschodu, Ziemi Chełmińskiej , Ziemi Dobrzyńskiej, Kujaw i jeszcze wielu innych sąsiadujących ziem sprowadził do Polski Zakon Najświętszej Marii Panny domu Niemieckiego, tak brzmiała oficjalna nazwa zakonu, a wśród miejscowych zwanymi potocznie Krzyżakami, z tej przyczyny iż nosili oni na sobie białe płaszcze z czarnym krzyżem. .Sprowadzono ich nie jak niektórzy sądzą z Palestyny gdzie były toczone wojny krzyżowe, lecz z pobliskich Węgier, gdzie też przyjęci przez króla Węgier mieli strzec pokoju w państwie węgierskim. No cóż byli bardzo zaborczy i król Węgier zobaczywszy, co się święci kazał im opuścić Węgry. Akurat nadarzyła się okazja pomocy Konradowi Mazowieckiemu, no i fakt faktem zadomowili się na naszych ziemiach, a ściślej najpierw w Starogrodzie, Świeciu, Chełmnie i już w 1230r. pojawili się w miejscu, gdzie powstał dzisiejszy Toruń. Konrad Mazowiecki podarował im, jako lenno stary gród na lewym brzegu Wisły, a więc na Kujawach zwany Nieszawą. Tam też w szybkim tempie wybudowano obronną warownię i osadzono załogę zamku. Była to w tym czasie najbardziej wysunięta na zachód komturia. Dzisiaj w tym miejscu jak zapewne wiesz jest miejscowość Wielka Nieszawka.
A co z pierwotną Nieszawą zapytasz.
Otóż przez około sto osiemdziesiąt lat była w rękach krzyżackich, nie będziemy tu opisywać, co przez te lata się tu działo, fakt, iż za panowania króla polskiego Władysława Jagiełły doszło do decydującej bitwy z Krzyżakami w 1410r. pod Grunwaldem. Zapewne wiesz, jakie były przyczyny, że doszło w końcu do wojny z Krzyżakami, a więc i to pominiemy. Gród Nieszawa po tej bitwie przeszedł w ręce polskie, ale że był już na wskroś krzyżacki na rozkaz króla został zburzony do gołej ziemi. Zamek krzyżacki stał się ruiną i dzisiaj możemy znaleźć nikłe ślady tej warowni w Wielkiej Nieszawce.
Niestety Toruń po tych wydarzeniach został w rekach krzyżackich, dlatego też w 1425r. rozpoczęto budowę na lewym brzegu Wisły vis/vis Torunia zamek obronny zwany Dybów, a my potocznie teraz mówimy zamek Dybowski. Był on swoistą gospodarczą i handlową przeciwwagą dla rozwijającego się Torunia. W tym czasie kwitł handel, rzeką Wisłą przewożono wiele towarów w obie strony. Dubasy i szkuty, tak nazywano statki rzeczne przewoziły zboże z Ziemi Dobrzyńskiej ,z Kujaw , a także z dalszych rejonów, spławiano masę drewna na budowę statków do Gdańska i wiele jeszcze innych towarów. Z Gdańska przewożono sól, ryby morskie, a także bardzo opłacalne przyprawy korzenne. Więc jak widzisz był to intratny interes. W Toruniu istniały komory celne, które przepuszczały statki udające się w górę rzeki za opłatą celną, dlatego też król polski nie mógł pozwolić, aby to wszystko, co przewożono do Polski było słono opłacane na komorze celnej Torunia. W zamku Dybowskim powstała też komora celna, magazyny, a po niewczasie przy zamku powstała też osada i o dziwo nazwano ją Nową Nieszawą. A więc widzisz, dlaczego nazwano ją wędrującą osadą. Z prawego brzegu rzeki marsowym wzrokiem na tą osadę spoglądał krzyżacki Toruń. Nie mógł sobie pozwolić, aby pod jego nosem rozkwitała osada zwana Nieszawą, tak jakby na złość Krzyżakom, którzy stracili pierwszą osadę w 1411r. po I pokoju toruńskim. W 1430 roku mieszczanie toruńscy wraz z załogą toruńskiego krzyżackiego zamku najechali Nieszawę i ja zniszczyli.
Nieszawa straciła na znaczeniu i z trudem podnosiła się po tej napaści, ale trwała nadal i spoglądała, co tam się na tym prawym brzegu dzieje, co też tam się wyrabia w tym krzyżackim Toruniu. A wyprawiało się, wyprawiało. Mieszkańcy miasta, ale nie tylko, bo i bliższych i dalszych okolic mieli już dość panowania okrutnych rządów Krzyżaków. W 1454r. w końcu nie wytrzymali i uderzyli z całych sił na zamek krzyżacki znajdujący się w mieście. Mimo oporu załogi zamku mieszczanie zamek zdobyli, a z Krzyżaków, kto nie zginał to dostał się do niewoli. Znienawidzony zamek mieszkańcy wysadzili w powietrze, doprowadzili go do kompletnej ruiny i w takiej postaci pozostał do dzisiaj. Na pewno nieraz spacerowałeś po nim przyjacielu, więc wiesz jak obecnie wygląda. Tak rozpoczęła się wojna trzynastoletnia z zakonem.
Finał tej wojny był taki, iż zakon tę wojnę przegrał z kretesem, musiał oddać wszystko, co zagrabił, a swoja siedzibę ulokował w Królewcu.
A co z naszą Nieszawą? Tu też mieszkańcy Torunia byli nie ustępliwi. W zamian oddania miasta królowi polskiemu zażądano zniszczenia Nieszawy, a także nadania różnych przywilejów. Tu właśnie na zamku Dybowskim zostały napisane w 1454r. a więc w początkowej fazie wojny statuty nieszawskie, w których zawarto powyższe żądania i przywileje.
Jeszcze przez sześć lat istniała w tym miejscu Nieszawa. Zamek Dybowski stał się siedziba starostów królewskich, a Nieszawę w 1460r. przeniesiono trzydzieści kilometrów w górę rzeki za Ciechocinek. Tam już położona nie inaczej jak nad wierną jej rzeką Wisłą trwa do dzisiaj. Wędrujące miasto, mięliśmy okazję zwiedzić z naszym towarzystwem genealogicznym na malej wycieczce.
Na mnie obecna Nieszawa zrobiła ogromne wrażenie i zarazem pozytywne ze względu na klimat tam panujący, oczywiście nie ten pogodowy, ale ten życiowy. Miałem wrażenie ze cofnąłem się do lat sześćdziesiątych ub. wieku, mały ruch samochodowy, pustawe ulice, życie toczy się tam jakby w zwolnionym tempie dodając jeszcze do tego gorąc letniego dnia. Kot wylegujący się na parapecie okna, kobiety siedzące na progu domu i prom przez Wisłe , który odpływał co godzinę podążając na drugi brzeg. Zaraz przypominał mi się film - Wiosna panie sierżancie, – który tu został nagrany. Ale cóż wszystko już minęło, ale wspomnienie pozostało. Jeszcze przez wiele lat Nieszawa była prężnym ośrodkiem gospodarczym i handlowym dla Mazowsza , Kujaw i ziemi dobrzyńskiej. Kres temu położyły wojny szwedzkie, Nieszawa stała się prowincjonalnym miasteczkiem. Podczas zaborów jakiś czas była pod zaborem pruskim, a następnie pod zaborem rosyjskim. Przeżyła dwie wojny światowe, czasy komunizmu i nadal trwa. Tu jakby stanął czas. Urokliwa cicha mieścina sprzed wielu lat. Zachęcam do odwiedzin. To tyle o wędrującej osadzie o nazwie Nieszawa.
Oj wracamy, wracamy do Torunia. Co dalej się działo w miejscu po opuszczeniu osady Nieszawa? Jeszcze jakiś czas osada istniała, lecz już o nazwie Dybów. Zamek i osada nie miały szczęścia i co jakiś czas dotykało to miejsce jakieś nieszczęście. Często było zalewane przez wezbrane wody Wisły zwłaszcza na wiosnę podczas roztopów. W czasie oblężenia miasta w 1656r. spalone przez Szwedów.
W 1703r.podczas ponownego oblężenia Torunia przez Szwedów z tego miejsca ostrzeliwano Toruń, dlatego też wojska polskie z miasta ostrzelały zamek powodując znaczne uszkodzenia. W dalszych latach podczas wojny francusko – rosyjskiej uległ on całkowitemu zniszczeniu i w stanie ruiny dotrwał do czasów nam współczesnych. Wraz z zamkiem zniknęła też osada, a prawdę mówiąc przeniosła się na wyżej położony teren kilkaset metrów na południe i połączyła się z nowopowstałym miastem Podgórz, które prawa miejskie uzyskał już w 1611r. Nadał je sam ówczesny król polski Zygmunt III Waza, krewny Anny Wazówny znanej nam z opowiadań o Golubiu i Brodnicy. Jak też wiemy, że Anna Wazówna gdy zmarła została pochowana w kościele NMP w Toruniu.
Jeszcze przed nadaniem praw miejskich dla Podgórza w 1598 roku wybudowano kościół pw. Św. Anny. Był to kościół drewniany wybudowany z budulca z rozebranego koscioła z miejscowości Karnkowo. Stał on prawdopodobnie w miejscu starego cmentarza na Podgórzu. W 1651roku kościół ten zburzono ze względu na zły stan techniczny i w tym samym miejscu postawiono nowy kościół jednonawowy z sygnaturką. Był on jakby następcą po zburzonej kaplicy zamku dybowskiego i spełniał rolę koscioła parafialnego. Kościół ten przetrwał do roku 1813 ,w którym spłonął doszczętnie wraz z całym miastem. Nastąpiło to w czasie wojen napoleońskich , kiedy to francuski marszałek Dawout przemienił miasto Toruń w twierdzę i na jego rozkaz oczyszczano tereny przedmieść , aby uniemożliwić nacierającym wojskom rosyjskim jakikolwiek schronienie przed ostrzałem z twierdzy. Niestety i to nie pomogło, Francuzi i wojska najemne poddały się i oddały miasto po krótkiej walce. Toruń opanowali Rosjanie na całe dwa lata. Jak opisują historycy mieszkańcy byli z tego początkowo zadowoleni, bo mieli już dość francuzów, kontrybucji i stałego utrzymywania stacjonujących wojsk. Toruń był na skraju bankructwa.
Wracamy jednak do Podgórza. W 1644r. pojawili się na Podgórzu Franciszkanie. Zakon ten był już w Toruniu zaraz na początku powstawania miasta. Klasztor i kościół NMP mieścił się w północno – zachodniej części Rynku Staromiejskiego przy dzisiejszej ulicy Panny Marii. Potem przejęli to ewangelicy, opisywałem to już, gdy gościliśmy w kościele NMP. Początkowo franciszkanie chcieli reaktywować swój klasztor przy kościele św. Wawrzyńca, tuż za murami miasta, lecz nie otrzymali zgody. Dopiero nowo powstałe miasto Podgórz przyjęło ich pod swój dach i pozwolono im budować kościół i klasztor na wskazanym im miejscu przez władze miasta Podgórza. Początkowo mieszkali w bardzo trudnych warunkach, ale z biegiem czasu warunki polepszyły się dzięki fundatorowi kościoła, a był nim Stanisław Sokołowski starosta dybowski , a zarazem kasztelan bydgoski. On to finansował w większości budowę tego sanktuarium pw. Św. Piotra i Pawła.
Budowa trwała przez piętnaście lat, przeciągała się, była nawet na jakiś czas wstrzymana, z różnych powodów, a jednym z najważniejszych była śmierć głównego fundatora kościoła kasztelana bydgoskiego i starosty Dybowskiego Stanisława Sokołowskiego. W końcu w 1659r nastąpiła konsekracja koscioła, a zakończenie budowy nastąpiło w 1661r.
Budynek główny kościoła jednonawowy, bez charakterystycznej dla kościołów wieży wraz z dzwonnicą, a tylko z dwiema sygnaturkami na szczycie budynku. Dzwonnica murowana stoi obok kościoła a blisko niej grota zbudowana z polnych kamieni z figurą Matki Bożej rozmawiającą z Bernadettą, scena z cudu w Lourdes . Z kościołem łączy się obszerny budynek klasztoru franciszkańskiego. Tuz obok na początku lat 2000 wybudowano nowoczesny budynek Wyższej Szkoły Filologii Hebrajskiej, w ogóle niepasujący do zabytkowych obiektów sakralnych. No cóż inne czasy, inna rzeczywistość.
Wystrój wewnętrzny świątyni tak jak w wielu kościołach na Ziemi Dobrzyńskiej, Kujawach czy Mazowszu, barokowy z dodatkiem renesansu i współczesnych nam dodatków ozdobnych z tym, iż w kościołach franciszkańskich bez złoceń i polichromii, gdyż zabraniała tego reguła zakonu, który pochodził od św. Franciszka. W tym kościele przeważa kolor brązu i jego pochodne, ołtarze, sprzęty, obudowa balustrady chóru, konfesjonałów, wszystko to ma ten sam kolor brązu i jego odcieni. Wiele jest też rzeźbionych figur poczynając od małych aniołków, do pięknej figury Matki Bożej, a także św. Franciszka i innych świętych. Przepiękny jest też sufit kościoła z wymalowanymi wzorami, a także z obrazami malowanymi wprost na suficie świątyni, przedstawiającymi różne sceny biblijne. To wszystko zrobiło na mnie duże wrażenie i chociaż ze mnie kiepski znawca sztuki sakralnej to jednak czułem to piękno dzieł dawnych artystów i jestem pełen podziwu dla ich talentu artystycznego.
Podczas potopu szwedzkiego w 1658r. w klasztorze jakiś czas przebywała królowa Maria Ludwika z swym dworem, a także sam król Jan Kazimierz, który z swoim wojskiem zdobywał miasto Toruń, w którym bronili się Szwedzi. Z chwila spalenia koscioła św. Anny w 1813r. kościół sw. Piotra i Pawła pełnił funkcję koscioła parafialnego, zaś w 1832r. klasztor franciszkański uległ kasacji za przyczyną władz pruskich. W klasztorze znalazła swoje miejsce plebania, szkoła a także znajdowały się tam różne zabudowania gospodarcze.
Poważniejsze prace remontowe wykonano jeszcze przed I wojna światową. Podczas II wojny światowej, a ściślej już pod koniec wojny budynki klasztoru i sam kościół uległy licznym uszkodzeniom w wyniku strasznego wybuchu pociągu z amunicją , który znajdował się nieopodal na lini kolejowej z Torunia do Bydgoszczy.
W 1949r. odwiedził podgórski kościół arcybiskup Stefan Wyszyński przyszły prymas Polski, który podążał na ingres do katedry do Gniezna. Stosowne tablice pamiątkowe widnieją na murze świątyni. W 1987r. do byłego klasztoru powrócili Franciszkanie, odnowili klasztor, kościół a także w 2009r. utworzono przy klasztorze Wyższą Szkolę Filologii Hebrajskiej. O samej szkole i jej działalności odsyłam do strony internetowej.
Do parafii należy też cmentarz leżący nieopodal przy ulicy Poznańskiej. Prawdopodobnie na tym miejscu przed wielu laty stał kościoł św. Anny, dzisiaj w tym miejscu stoi monument przedstawiający ukrzyżowanie Chrystusa na Golgocie. Tu też spoczywają mieszkańcy Podgórza, proboszcz miejscowej parafii, a także znane osobistości miasta Podgórza.
Kościół pw. Piotra i Pawła jest wiodącym kościołem na Podgórzu, obok niego istnieją jeszcze kościoły w dzielnicy Rudak – poewangelicki kościół z 1909r., obecnie katolicki pw. Opatrzności Bożej erygowany w 1946r., w dzielnicy Stawki kościół i parafia pw. Niepokalanego Poczęcia NMP działający od 1993r., a także nowo budowany kościół od 1999r. na toruńskich Glinkach pw. Błogosławionego księdza Wincentego Frelichowskiego. Proboszczem tej parafii jest ksiądz Ryszard Dunin były wikariusz z mojej parafii Miłosierdzia Bożego na Koniuchach. Wracając jeszcze na chwileczkę do kościoła pw. Piotra i Pawła chciałbym nadmienić, że i tu w tej podgórskiej świątyni chrzest święty otrzymali członkowie mojej rodziny, a ściślej mówiąc to rodziny mojej mamy. Tu na Podgórzu zamieszkali po ślubie Bronisława i Bolesław Grubeccy. Bronisława była najstarszą siostrą mojej mamy zd. Wilczewskie.
Mieszkali z mężem Bolesławem na ulicy Parkowej w latach 1921 – 1932 roku. Tu urodziła im się czwórka dzieci, trzech chłopców i jedna dziewczyna. Bolesław był fryzjerem i do pracy podążał aż na ulicę Szosa Chełmińska przez jedyny wtedy most kolejowo – drogowy zbudowany jeszcze w latach 1870tych. W tych też latach pobudowano dworzec kolejowy – Toruń Główny, który powstał na linii kolejowej – Bydgoszcz – Aleksandrów kujawski – Włocławek –Kutno. Po wybudowaniu mostu kolejowego powstała nowa linia do Chełmży i do Olsztyna. No, ale to już inna historia.
Wracając jeszcze do dawniejszej historii Podgórza to trzeba wspomnieć też o tym iż w roku 1876 Podgórz zrezygnował z praw miejskich i dopiero w 1924r. na powrót je otrzymał, jednak nie na długo. W 1938r. ponownie stracił prawa miejskie, jako miasto Podgórz, ale od tego momentu stał się jedną z dzielnic miasta Torunia. W 1934r. pobudowano nowy most drogowy, co ułatwiło komunikację z miastem i na odwrót. Przez most przeprowadzono linię tramwajową, która łączyła miasto z dworcem kolejowym na Podgórzu. W czasie II wojny światowej most został wysadzony w powietrze, ale został odbudowany przez Niemców, a po wojnie przez miasto Toruń. Istnieje do dzisiaj, a także obecnie przybył mu konkurent w postaci nowego mostu łączącego miasto z dzielnicą Rudak, ale to z korzyścią dla starego mostu, gdyż już jest mocno nadwyrężony i wymaga remontu.
Już pod koniec wojny na linii kolejowej biegnącej tuż przy budynkach przedwojennego browaru doszło do potężnego wybuchu wagonów z amunicją. Browar został wprost zmieciony z ziemi, ucierpiało też wiele budynków w tym i kościół stojących w dalszej odległości od wybuchu. Zginęło też wielu ludzi zwłaszcza pracowników browaru. Dzisiaj na miejscu browaru urządzono park, a w nim ustawiono pomnik z listą ofiar tamtego tragicznego wybuchu.
Podgórz – w wcześniejszych latach dzielnica mocno zaniedbana, zapominana prze władze Torunia współcześnie zmienia swoje oblicze. I tu zaczęto budować nowe osiedla mieszkaniowe, nowoczesną sieć handlową, tylko coś przemysł, co prawda mocno kuleje, no, ale takie czasy.
Nie można też tu nie wspomnąć o wojskowym charakterze Podgórza. Tuż za miastem znajduje się jeden z większych w Polsce poligonów artyleryjskich, tu też znajdują się jeszcze potężne umocnienia i bunkry pamiętające czasy zaborów. Tu też stacjonowały jednostki wojskowe zaopatrzenia i brygada artylerii armat ciężkich 150mm i jednostka rakietowa. I ja tu na Podgórzu zostawiłem swój ślad, najpierw, jako żołnierz w brygadzie artylerii, a w cywilu przez dwa lata budowaliśmy tu nowe zakłady drobiarskie na toruńskich Glinkach. No niestety, nie ma już dzisiaj mojej jednostki, pozostały tylko po niej zrujnowane budynki, nie ma też już zakładów drobiarskich, które strawił wielki pożar. Dzisiaj na tym miejscu jest gołe pole, pozostał tylko betonowy komin świadek dużego kiedyś zakładu pracy. Smutne.
Wspomnienia, wspomnienia. Popatrz drogi przyjacielu jak się zasiedzieliśmy na tej ławeczce. Już późna noc, dobrze, że to letnia noc, cisza wokół aż w uszach dzwoni, tylko z niedalekiego dworca kolejowego, co jakiś czas słychać zapowiedzi przyjazdu pociągu, a potem pisk hamulców wjeżdżającego na peron pociągu. Spoglądamy w niebo, a na nim roje gwiazd i księżyc łysy jak kolano. Możemy sobie uświadomić, że on świecił też naszym przodkom, był świadkiem historii tego miejsca i to jeszcze z czasów, kiedy nie było tu niczego. Jakie to dziwne, prawda?
Na przeciwległym brzegu rozbłyska tysiącami świateł stary Toruń, na wieży kościoła św. Janów zegar wybija północ, bam,bam, bam……eh, I na nas już pora, myślę, ze nie zżymałeś się, iż w dziale o sanktuariach toruńskich poruszyliśmy temat nie tylko kościoła św. Piotra i Pawła, ale wspomnieliśmy też o historii Podgórza, o Nieszawie, i zamku Dybowskim, bo przecież kościół to nie tylko budynki, ale też i parafianie, którzy wokół niego się gromadzą, to podgórzanie którzy tu mieszkają od pokoleń, to miejsca wiecznego spoczynku i cała historia tej dzielnicy.
Wisła dalej toczy swoje wody, od tysięcy lat, hen aż za Bydgoszcz, Świecie, czy Grudziądz, aż do samego Gdańska. W jej wodach odbija się jak w lustrze nocny Toruń, Podgórz, ale nie tylko, jeśli dobrze się w te wody wpatrzysz to ujrzysz dawny Toruń, dawnych mieszkańców i całą historie i wiele legend tego uroczego miejsca. Warto tu wracać.
Więc i ty drogi przyjacielu powracaj tu, kiedy tylko możesz, bo przecież to też może Twoja Mała Ojczyzna? Dobranoc.
Marian Pniewski. Toruń.

Pożegnanie Bronki

Idziesz polną drogą
Wśród zielonych łąk i pozłacanych zbożem pól
Spoglądasz jeszcze na pobliski staw
Na widoczny z oddali ciemny las.
Może to już ostatni raz.?
Czas pożegnać się już z tym widokiem
Z tym na błękitnym niebie białym obłokiem
Czas pożegnać też rodzinny dom
I w melodii swego życia zagrać nowy ton.
Już wkrótce stąd wyjedziesz dziewczyno
W inne miejsce, w inny świat
I szybko tam zapomnisz
Jak żyło się z tym miejscem za pan brat.
A tu pozostaną Twoje wspomnienia
Twoje tęsknoty, Twoje marzenia
Tu nad tym stawem, gdy wrócisz odnajdziesz je.
Czy wrócisz? Chyba już nie.

Marian Pniewski

https://www.youtube.com/watch?v=FsHmP3C ... GO_cTcM7LQ
Załączniki
kosciolswanny.png
Torun_Hartknoch.jpg
r_dybow1.jpg
dybow-r6.jpg
1870mostdrewTbbb.jpg
2005 torun dworzec   glowny  montaz pocztowek z ok 1900 r.jpg
abfcb-303922.jpg

ewaduch
Posty: 1991
Rejestracja: czwartek 19 mar 2009, 12:18
Lokalizacja: Toruń / Białystok

Re: Toruńskie sanktuaria

Post autor: ewaduch » sobota 06 wrz 2014, 17:26

Wyśmienity filmik z dużą ilością ciekawych informacji. Zdjęcia piękne. Nastrój, jak zwykle... nastrojowy ;)
Pozdrawiam cieplutko,
Ewa Szczodruch

ODPOWIEDZ